• Specjalny program in vitro. Siła czy słabość premiera?

    Poniedziałek, 22 października 2012 (16:56)

    15 tysięcy par będzie mogło starać się o refundację in vitro. Problem niepłodności dotyczy miliona trzystu tysięcy par. Premier ogłosił, że aby dostać dofinansowanie - średnio 10 tysięcy złotych na parę - wystarczy udowodnić, iż przynajmniej roczne leczenie innymi metodami nie przyniosło żadnych rezultatów.

    15 tysięcy par w ciągu trzech lat będzie mogło liczyć na refundację zabiegu in vitro - ogłosił premier Donald Tusk. Finansowane mają być trzy próby zapłodnienia. W Polsce jest około 1,3 mln par, które nie mogą doczekać się potomstwa. czytaj więcej

    Program ministra zdrowia nie dotyczy kwestii ideologicznych i światopoglądowych. Nie rozwiązuje dylematu pozwolenia na mrożenie zarodków, czy też - jak chcą inni - zakazu mrożenia zarodków. Bartosz Arłukowicz ma określić listę placówek, które zagwarantują, iż niewykorzystane zarodki nie zostaną zniszczone. Tylko te będą mogły wziąć udział w specjalnym programie.

    Moim zdaniem wszystko jest lepsze niż wolna amerykanka, z którą mamy do czynienia dziś. Teraz - jak ktoś ma pieniądze - to może sobie za in vitro zapłacić. Niektóre placówki przejmują się niewykorzystanymi zarodkami i przechowują je zamrożone, inne wręcz przeciwnie - po prostu je niszczą. Próba dokładnego opisania procedury - nawet jeśli jest to tylko program a nie ustawa - to krok w dobrym kierunku. I tu nie mam wątpliwości

    Zadziwiająca jest natomiast niekonsekwencja premiera. Jeszcze niedawno, podczas wyjazdowego spotkania klubu PO w Jachrance, szef rządu dawał do zrozumienia sowim posłom, że in vitro będzie tylko wtedy, gdy minister Rostowski znajdzie na to w budżecie uwaga... miliardy złotych. Czytaj: Nie stanie się to nigdy! Dziś okazuje się, że nie potrzeba miliardów, wystarczy 150 milionów złotych, aby uszczęśliwić kilkanaście tysięcy par.

    Czy istnieje szansa na ustawowe załatwienie tego problemu? Moim zdaniem w tym parlamencie nie. Już dziś Donald Tusk mówił, że jeśli posłowie nie poradzą sobie z napisaniem kompromisowej ustawy, tymczasowy program po trzech latach może być przedłużony. Prowizorki - jak wiadomo - są najtrwalsze, tyle tylko, że w tak skomplikowanej etycznie materii to dużo za mało. Czy premier pokazał dziś swą siłę, czy wręcz przeciwnie - słabość szefa, który od 5 lat nie potrafi wypracować z własnymi posłami jakiegokolwiek kompromisu w tej skomplikowanej sprawie? Pytanie pozostawiam otwarte...

    Artykuł pochodzi z kategorii: Agnieszka Burzyńska

    Agnieszka Burzyńska

  • Oceń tekst

    Ocen: 4
    • Drukuj

Inne komentarze tego autora

Wasze komentarze
Trwa ładowanie komentarzy...
Radio Muzyka Fakty