Nekrofil, który za wszelką cenę zabiegał o relacje z kobietami, postać samotnika, osoba o niskiej samoocenie z upośledzeniem intelektualnym, która nie umiała przewidzieć, że atak może zakończyć się śmiercią… Tak Leszka Pękalskiego ocenia psycholog kryminalny z Uniwersytetu SWPS Bogdan Lach. „Wampir z Bytowa” na wolność, po 25 latach spędzonych w więzieniu, wyjdzie w grudniu. Decyzję wymiaru sprawiedliwości mogą powstrzymać biegli, którzy od marca badają go w zamkniętym ośrodku w Gostyninie. Ich opinie poznamy we wtorek – 6 czerwca. Wtedy też dowiemy się, czy Pękalski resztę życia spędzi na wolności czy pod stałą opieką psychiatryczną. „Osoba, która ma ograniczone zdolności intelektualne, która posiada także skłonność do nadużywania alkoholu, która posiada taki wysoki popęd seksualny, nie powinna wrócić do społeczeństwa. Ona powinna przebywać w ośrodku, bo dla mnie tego typu osoby są jak tykające bomby, które chodzą, które w nagłych sytuacjach mogą wybuchnąć w dogodnych warunkach” – powiedział w rozmowie z RMF FM Bogdan Lach. Z psychologiem kryminalnym rozmawiała Ada Pałka.

REKLAMA

Ada Pałka, RMF FM: Czy Leszek Pękalski to dla psychologa kryminalnego skomplikowana postać?

Bogdan Lach, psycholog kryminalny: Może nie skomplikowana, ale zagadkowa choćby ze względu na kwestie dotyczące pozostawianych przez niego śladów, używania narzędzi. Niewątpliwie w myśl psychologii kryminalnej, jest to seryjny sprawca zabójstw. Natomiast patrząc na kwestie prawne, jest to pojedynczy zabójca, ponieważ udowodniono mu tylko jedno morderstwo.

Początkowo Leszek Pękalski przyznał się do 90 zbrodni, potem liczba ta została zredukowana do 60, a w końcu, tak jak pan mówi, został skazany tylko za zabójstwo 17-letniej wówczas Sylwii R.

Aktem oskarżenia zostało objętych 27 zabójstw. Te, które zostały poddane analizom, wskazywały na brak logiki. Wiązało się to między innymi z tym, że Leszek Pękalski musiałby mieć zdolność do bilokacji, czyli do pobytu w dwóch miejscach w jednym czasie, co jest oczywiście totalnym nieporozumieniem.

Z czego mogło wynikać to, że Pękalski przyznawał się nawet do tych zabójstw, których nie był w stanie popełnić?

Po pierwsze, musimy zwrócić uwagę na jego położenie życiowe.

Był to człowiek, który właściwie nie miał osób bliskich. Można powiedzieć taka postać samotnika, który zabiegał o relacje z kobietami i nigdy te relacje mu nie wychodziły.

Gdy proponował im jakikolwiek bliższy związek, był przez nie wyśmiewany. To rodziło u niego uraz.

Z drugiej strony, musimy też wiedzieć o kwestiach związanych z tym, że ten człowiek miał bardzo niską samoocenę i w jakiś sposób próbował też zaistnieć w tym procesie, więc to był jeden z czynników, który przyświecał temu, że on przyznawał się do różnych zbrodni, chcąc uzyskać przez to pewnego rodzaju gratyfikacje. Najpierw to były gratyfikacje takie bardzo przyziemne, związane z możliwością otrzymania obiadu dwudaniowego. Później to były też gratyfikacje związane z tym, że on był traktowany bardzo poważnie przez osoby prowadzące śledztwa, zwłaszcza że mając dużą podatność na sugestie, dopasowywał się do przedstawianych dowodów. A kwestie związane z wiedzą psychologiczną na temat sposobu przesłuchań osób upośledzonych umysłowo, zwłaszcza podejrzanych, na tamten czas były bardzo ograniczone, nikłe. I te czynniki zebrawszy wspólnie, poszukując takiego mianownika, sprzyjały temu, że on się przyznał aż do tylu zabójstw.

Wpływ na to miały także czynniki bytowe takie, jak: położenie życiowe, później jego kontakty ze środowiskiem przestępczym. Jak trafił do celi, poznał się ze sprawnymi kryminalistami, współwięźniowie zaczęli mu mówić, że jeśli już ma się przyznawać, to musi mieć z tego pewnego rodzaju gratyfikacje. Więc on na początku upewniał się, czy w związku z tymi zdarzeniami nie obejmie go największa z ówczesnych kar, czyli kara śmierci. Jak uznał, że taka kara mu nie grozi, wtedy był jeszcze bardziej pewny, że może o pewnych zdarzeniach opowiadać, nawet o takich, w których nie uczestniczył.

Można powiedzieć, że on się trochę bawił ze służbami?

To nie była zabawa. On działał w dobrej intencji. Ona wynikała z tego, że organy ścigania zaspokajały jego potrzeby, które na tamten czas były dla niego bardzo ważne, nie tylko te psychologiczne, ale i te bytowe.

Pękalski też bardzo chętnie współpracował ze służbami. Podczas wizji lokalnych ze szczegółami opowiadał, co zrobił ofierze.

Jeśli przyjrzymy się zapisom z eksperymentów procesowych, to tam w tych eksperymentach pojawiało się mnóstwo alternatywnych możliwości. Więc Pękalski tylko dopasował się do tych alternatywnych możliwości, patrzył na reakcje osób prowadzących te czynności. Jeśli były one zbieżne z tym, co mówił - kontynuował, jeśli były niezbieżne - zwykle zaczynał wskazywać na to, że nie pamięta, nie wie dokładnie, co się stało. Te wypowiedzi były adekwatne do jego poziomu funkcjonowania intelektualnego.

Czy to, że Pękalski przyznał się do 90 zbrodni, a w efekcie skazany został tylko za jedna, to porażka służb?

Na pewno jest to porażka ogólnie wymiaru sprawiedliwości związana z tym, że w tamtym czasie, jeśli chodzi o ślady kryminalistyczne i sposób ich zabezpieczania, sposób prowadzenia oględzin miejsca zdarzenia, pozostawał wiele do życzenia. Dlatego też źle zabezpieczony wtedy materiał wpływał na kolejne etapy prowadzonego śledztwa. I w rezultacie doprowadził do tego, że nie można było mu przypisać winy w innych czynach, do których się przyznał, a z którymi był związany emocjonalnie.

Pękalski w rozmowie z Edwardem Miszczakiem przyznał, że jeśli Sylwia R. dałaby mu się zaspokoić, zabójstwa by nie było. Wiemy też, że bardzo zależało mu na tym, aby mieć partnerkę, żonę. Można uogólnić i powiedzieć, że morderstwa popełniał przez kobiety?

Nie, absolutnie. Nie można mówić o jakimkolwiek kryterium winy związanym z funkcjonowaniem kobiet. Patrząc na jego badania psychiatryczne, które w tamtym czasie były wykonane, u niego zdiagnozowano nekrofilię.

I de facto sposób zaspokajania popędu seksualnego następował u niego w takich sytuacjach, gdy ofiara była bierna i poddawała się wszystkim jego zabiegom.

Z ciałem osoby, która zmarła, można robić wszystko: można je układać w różnych pozycjach, zaspokajać nim różne potrzeby i ta osoba nie będzie protestować. Także mylnym byłoby takie założenie, że te kobiety miały jakikolwiek wpływ na genezę przestępstwa.

Pękalski potrafiłby poprzestać na gwałcie? Czy biorąc pod uwagę jego upośledzenie i przeszłość, to dążyłby do morderstwa?

W tym przypadku skłonny jestem postawić hipotezę, że jakiekolwiek zachowanie ofiary w tej sytuacji, powodowałoby u niego atak, który zakończyłby się śmiercią.

Jest to osoba, która ma też problem z przewidywaniem następstw, czyli tego, co się wydarzy.

On nie masakrował zwłok, nie bezcześcił ich na miejscu zdarzenia. Zadawał im kilka obrażeń, bądź było to jedno obrażenie, które skutkowało natychmiastowym zgonem. Wobec tego brakowało mu umiejętności przewidywania następstw na skutek tego działania. Można tu domniemywać, że jeśli on by znalazł osobę, która by go zaakceptowała, która by go obdarzyła swoimi uczuciami, która by była skłonna zaspokajać te jego potrzeby, to być może do takich zabójstw by nie doszło. Ale z drugiej strony, trudno sobie taką osobę wyobrazić.

Są przykłady takich morderców, jak chociażby Andriej Czikatiło "Rzeźnik z Rostowa", którzy mieli rodziny, mieli żony, dzieci...

Chociażby Albert DeSalvo ("Dusiciel z Bostonu") , który przestał atakować, jak jego purytańska żona stała się, jak to powiedział w wywiadzie, bardziej milsza. Ma na koncie wiele ofiar, które dusił przy pomocy elementów, które znajdowały się w jego otoczeniu. Najczęściej były to rajstopy, bo on atakował ofiary w swoich domach. I do tego celu, do pozbawienia ich życia, wykorzystywał rajstopy. I też można by powiedzieć: irracjonalny typ sprawcy, bo jego ofiary mieściły się w przedziale od 18. do 69. roku życia. Żadne jakieś prawidłowości.

Czyli jeśli życie Pękalskiego inaczej by się potoczyło, tych zbrodni można by było uniknąć...

Hipotetycznie, bo patrząc na te założenia, gdyby one wystąpiły, gdyby tak się działo, jak on sobie to założył, to taka sytuacja mogłaby mieć miejsce. Z drugiej strony trudno mi wyobrazić sobie osobę, która skłonna byłaby zachowywać się tak, jak on sobie życzy.

Czyli być podległą...

I podległą, i musiałaby go darzyć uczuciem, musiałaby mu prawić pewnego rodzaju komplementy związane z jego zachowaniami, tolerować jego wszelkiego rodzaju wahania nastroju, akceptować też skłonność do nadużywania alkoholu.

Fakt, że Leszek Pękalski trafił do zwykłego więzienia, a nie do takiego, gdzie miałby specjalistyczną opiekę psychologiczną, mógł mieć wpływ na jego późniejsze zachowanie? Przyznawanie się, potem odwoływanie tych zeznań.

Owszem. Mogło mieć. Mógł to być jeden z czynników. Natomiast trzeba powiedzieć sobie, że rok, w którym rozpoczęły się tego typu działania, był czasem, gdzie takich więzień, gdzie zatrudnieni byli psychologowie penitencjarni, było bardzo niewiele. Natomiast Pękalski powinien trafić do takiej placówki, zwłaszcza z perspektywy sytuacji, kiedy zaczął przyznawać się do kolejnych zabójstw.

Pobyt w takim normalnym areszcie śledczym osoby, która przyznaje się do tylu morderstw, wiąże się z zagrożeniami.

Jak powinno wyglądać postępowanie z taką osobą, jaką jest Leszek Pękalski?

Z reguły taka osoba powinna mieć dobrze dobraną grupę ludzi, z którymi może przebywać, z którymi może być tymczasowo aresztowana, a później skazana. Jego upośledzenie, jego sposób bycia, który odzwierciedla się w dokonywanych czynach, jak i w zachowaniach ujawnianych w czasie procesu, ewidentnie wskazuje, że jest to osoba podatna mocno na sugestie i wpływy innych ludzi. Dlatego też ta cała otoczka związana z osadzeniem go we właściwych warunkach, powinna być bardzo mocno brana pod uwagę.

Kwestia też zaspokajania jego potrzeb bytowych: on miał różne potrzeby, między innymi wskazywał także na swoje potrzeby seksualne. Wskazywał, że chciałby, aby do celi dostarczono mu lalkę dmuchaną, z którą mógłby odbywać relacje seksualne i chętnie by tej lalki użyczał także innym więźniom.

Czy psychologia kryminalna zna inne, podobne do Leszka Pękalskiego przypadki?

Jego sposób działania wcale nie był wyszukany. Ci sprawcy, których ja teraz mam w głowie, to oni charakteryzowali się dużo wyższym poziomem intelektualnym i dużo lepiej te zbrodnie organizowali i przygotowywali. To przygotowanie w przypadku Pękalskiego ograniczało się do minimum. On robił to albo przy pomocy narzędzi, które nosił ze sobą albo też wykorzystywał elementy otoczenia. Atakował nagle, pod wpływem impulsu wywołanego między innymi popędem seksualnym i nieumiejętnością regulowania tego popędu w sposób akceptowalny społecznie.

Po tym wszystkim, co wiemy o Pękalskim: wyjdzie na wolność w grudniu czy trafi do zamkniętego ośrodka specjalistycznego?

Wszystko zależy od tego, jaką metodę oceny ryzyka przyjmą biegli. Natomiast ja patrząc na wszystkie okoliczności, na wiedzę, jaką dysponuję, według mojej oceny osoba, która ma ograniczone zdolności intelektualne, która posiada także skłonność do nadużywania alkoholu, bo on z tym alkoholem też eksperymentował w swoim życiu, która posiada taki wysoki popęd seksualny, ona nie powinna wrócić do społeczeństwa. Ona powinna przebywać w tym ośrodku, bo dla mnie tego typu osoby są jak tykające bomby, które chodzą, które w nagłych sytuacjach mogą wybuchnąć w dogodnych warunkach.

Trudno, żeby go monitorować przez całe jego dalsze życie.