Hubert Hurkacz wrócił do gry po miesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją, której nabawił się podczas Wimbledonu. Polak, rozstawiony w Montrealu, w poprzednich rundach pokonał Amerykanina Marcosa Girona oraz Chilijczyka Alejandro Tabilo. Wydawało się, że po udanym początku turnieju, Hurkacz jest gotowy na kolejne wyzwania.
Emocjonujący pojedynek i niewykorzystane szanse
Spotkanie z Boticem Van De Zandschulpem od początku zapowiadało się na wyrównane. Holender, obecnie 70. rakieta świata, już wcześniej udowodnił, że potrafi sprawiać niespodzianki na amerykańskich kortach twardych – pokonał m.in. Carlosa Alcaraza i Novaka Djokovicia. W czwartek wyeliminował także szóstego tenisistę świata, Daniiła Miedwiediewa.
Pierwszy set należał do Hurkacza, który przełamał rywala w czwartym gemie i wygrał 6:3, notując przy tym pięć asów serwisowych. Druga partia była już bardziej zacięta. Polak prowadził, miał nawet dwie piłki meczowe, ale Holender zdołał odrobić straty i zwyciężyć w tie-breaku 7:6 (7-4).
Decydujący set i pożegnanie z turniejem
Trzeci set toczył się gem za gem, ale niestety w końcówce więcej zimnej krwi zachował Van De Zandschulp, wygrywając 7:5. Hurkacz zakończył mecz z dorobkiem 10 asów serwisowych, jednak to nie wystarczyło, by awansować do kolejnej rundy.
To już drugi raz, kiedy Holender okazał się lepszy od Polaka – poprzednio pokonał Hurkacza podczas French Open w 2021 roku po pięciosetowym maratonie.