W historii polskiego futbolu mało jest postaci tak zasłużonych, w tak wielu wymiarach, jak Zbigniew Boniek. Uczestnik trzech mundiali, trener reprezentacji i mający zawsze dużo do powiedzenia prezes PZPN kończy dziś 70 lat. "Wiek mnie nie wzrusza" – zapewnia w rozmowie z PAP.
- Zbigniew Boniek dziś kończy 70. lat. Przez lata był gwiazdą kadry i Juventusu.
- Co teraz robi Zbigniew Boniek? Przeczytaj w artykule, aby się dowiedzieć.
- Najnowsze informacje ze świata sportu znajdziesz na RMF24.pl.
To, że kończę 70 lat, jakoś mnie specjalnie nie wzrusza. Z punktu widzenia mentalnego nic się nie zmieniło. Oczywiście, czasami, gdy człowiek wstanie, to kości bardziej trzeszczą. Ale to jest normalne. Moja "kilometrówka" - niestety - ma tak duży przebieg, tyle w życiu wybiegałem, że już dawno trzeba byłoby wymienić opony. Ja niczego na razie nie wymieniałem - ani stawów kolanowych, ani biodrowych. Ciągle jestem w formie, wciąż uprawiam sport - zapewnia w rozmowie z okazji 70. urodzin.
Choć Boniek jest wychowankiem Zawiszy Bydgoszcz, to dopiero świetne występy w Widzewie Łódź dały mu rozpoznawalność i powołanie do kadry Kazimierza Górskiego. Już na swoim pierwszym mundialu w Argentynie zrobił wrażenie na obserwatorach, notując dobre wejścia z ławki w dwóch pierwszych meczach, a w spotkaniu z Meksykiem, występując od pierwszego gwizdka, zdobył dwie bramki.
Później było tylko lepiej. W 1982 roku Boniek na mundial jechał już jako piłkarz legendarnego Juventusu. Włosi za Polaka zapłacili wówczas astronomiczną kwotę - 1,8 mln dolarów. Na mistrzostwach świata Boniek swoją wartość udowodnił. Choć początkowo kadra rozczarowywała obserwatorów, to w meczu z Peru pokazała swoją wartość (5:1). Wygrana kompletnie zmieniła narrację o kadrze. Trzecią bramkę w tym spotkaniu zdobył właśnie Boniek. Gdy piłka trafiła do bramki, wykonał wymowny gest w stronę trybuny prasowej, wyciągając zaciśniętą pięść i wykrzykując: A teraz pocałujcie mnie wszyscy w d.... Te słowa miały być kierowane do redaktora "Trybuny Robotniczej", który po spotkaniu z Kamerunem ostro skrytykował lidera polskiej reprezentacji.
Boniek zyskał przydomek "Piękność nocy" ("Bello di Notte"), ponieważ najlepiej spisywał się w spotkaniach rozgrywanych przy sztucznym oświetleniu. Dowód? Spotkanie z Belgią, kiedy w świetnym stylu zdobył hat-tricka.
Niestety, Zbigniew Boniek przez kartki nie mógł wystąpić w meczu półfinałowym hiszpańskiego turnieju z Włochami. Polacy bez lidera spotkanie przegrali, ale na szczęście dla kibiców w meczu o trzecie miejsce kadra otrząsnęła się po porażce. Po emocjonującej rywalizacji, tym razem bez bramki Bońka, Polacy pokonali Francuzów 3:2. W 1982 roku został uznany przez "France Football" trzecim najlepszym piłkarzem w Europie.
Kolejny mundial nie był już tak udany. Polacy wyszli z grupy, ale w 1/8 finału zostali zdemolowani przez Brazylię 4:0. "Zibi" co prawda nie trafił do bramki rywali, ale w meczu z Brazylią popisał się przewrotką, która olśniła kibiców na całym świecie. Boniek w sumie w reprezentacji rozegrał 80 meczów i zdobył 24 bramki.
Miał duży udział w wywalczeniu przez "Juve" Pucharu Europy w 1985 roku. Inne sukcesy to m.in. Puchar Zdobywców Pucharów i Superpuchar Europy. Karierę zakończył w AS Roma.
"Zibi" po zakończeniu kariery piłkarza próbował swoich sił jako trener. Na tym polu nie odniósł jednak spektakularnych sukcesów. Za nieudaną można też uznać przygodę z reprezentacją. Po rozczarowującym mundialu w Korei i Japonii z drużyną narodową rozstał się Jerzy Engel. Boniek przejął po nim schedę na kilka miesięcy - od lipca do listopada 2002 r. Był współwłaścicielem Widzewa, z którym w 2006 roku awansował do ekstraklasy.
Boniek dużo lepiej niż jako trener radził sobie jako działacz. W latach 1999-2002 pełnił funkcję wiceprezesa PZPN. W 2008 roku stanął w wyborcze szranki, ale przegrał (stery objął Grzegorz Lato). Cztery lata później spróbował ponownie i tym razem został wybrany na prezesa związku. Sprawował tę funkcję przez dwie kadencje, aż do 2021 roku (wybory zostały opóźnione o rok z powodu pandemii). W czasie jego prezesury jego opinie na tematy związane z kadrą nie schodziły ze stron głównych portali.
Obecnie jest honorowym prezesem federacji. Ponadto w latach 2017-2025 był członkiem Komitetu Wykonawczego UEFA, jako drugi Polak w historii, a od 2021 do 2025 roku również wiceprezydentem tej organizacji.
Nigdy nie byłem i nie będę działaczem. Jak już, to byłem menedżerem - zaznaczył.
Były kadrowicz wciąż śledzi poczynania naszej reprezentacji. Jak ocenia nasze szanse w barażach do mistrzostw świata? Nasza kadra jest złożona z dobrych piłkarzy. Nie przesadzam. Spójrzmy, w jakich klubach grają: Barcelonie, Interze Mediolan, FC Porto, Aston Villi, Romie czy Atalancie Bergamo, w ligach niemieckiej, holenderskiej, francuskiej. Jeżeli przyjadą w marcu na "piłkarskim głodzie" i wyjdą odpowiednio nastawieni psychicznie, z wiarą w umiejętności, to na pewno mogą pokonać Albanię i zwycięzcę meczu Ukraina - Szwecja - ocenił.
Przed 60. urodzinami w 2016 roku Boniek podkreślił, że wiek to schematy myślowe, a tak naprawdę liczą się entuzjazm, głowa i chęci. Jak dodawał, nie ma problemu ze starzeniem się, nie zamierza być ponurym i czekać na puk-puk od Pana Boga.
Po 10 latach nic się nie zmieniło. Doszła tylko jedna rzecz. Kiedy ma się 70 lat, to na głowie jest więcej takiego białego koloru, choć wiadomo, że siwe włosy to niekoniecznie starość, ale też doświadczenie. Natomiast obserwuję nastawienie do seniorów - we Włoszech nie ma z tym absolutnie żadnego problemu, tymczasem w Polsce ludzie nawet już po "50" są uważani za starszych. Absolutnie tego nie rozumiem. Dawanie młodzieży za dużo odpowiedzialności, m.in. w polityce, czasami nie jest najmądrzejszą rzeczą. W życiu trzeba mieć doświadczenie i umieć z tego korzystać - podkreślił.
O kondycję dba też m.in. dzięki bieganiu, choć to już nie jest pokonywanie 10 km trzy razy w tygodniu, jak kilkanaście lat temu.
Teraz już znacznie rzadziej, ale niedawno był tutaj bieg, pamięci "desaparecidos", czyli ofiar junty wojskowej m.in. w Argentynie. Organizowany w Rzymie zawsze na początku lutego. To jest 10 kilometrów, troszkę się przygotowywałem przez trzy tygodnie, no i przebiegłem dystans w 55 minut. Nawet dość spokojnie... Ale trochę bolą mnie stawy, dlatego ogólnie staram się ograniczać bieganie - przyznał.
Co innego jednak szybkie spacery.
Kiedy skończyłem być prezesem federacji, sprawiłem sobie psa. To suczka o imieniu Polly. Od dawna obiecałem sobie, że jeśli będę miał więcej wolnego czasu, to chcę mieć czworonoga - zdradził.
Codziennie wychodzę z nią o 7:30, mamy w Rzymie dużo parków. Wyhasa się, jest bardzo do mnie przywiązana. Wyjście rano do Villa Borghese, gdy jest ładna pogoda, to coś fantastycznego. Piękny park, gigantyczny. Zresztą ładnych miejsc jest tutaj dużo. Jak się człowiek obudzi i ma słońce, to jest trochę inaczej. Taka pogoda działa na samopoczucie, mentalność. W Polsce okres od listopada do lutego nie jest najłatwiejszy - dodał.
Jest pasjonatem tenisa, golfa, brydża i koni, ale to nie wszystko. Doszedł do tego padel, ta pasja trwa już z 10 lat. Ogólnie uprawiam sport dwa, trzy razy w tygodniu. Nie codziennie, bo człowiek ma inne zajęcia, ponadto jest dużo futbolu w telewizji, a ja lubię pooglądać mecze. Moje życie się ciut zmieniło, ale ciągle jestem uważny i na bieżąco z tym, co się dzieje - zapewnił.