Legia Fight Club działa od dwóch lat. To miejsce, które łączy upadające przez lata sekcje sportów walki Legii Warszawa. Ćwiczą tu młodzi bokserzy czy zapaśnicy. Na treningi może przyjść jednak każdy, bo oprócz typowo sportowej funkcji jest to też miejsce, w którym prowadzone są zwykłe, rekreacyjne zajęcia. O tym, jak działa Legia Fight Club opowiedział RMF FM dyrektor sportowy Michał Chmielewski.

REKLAMA

Patryk Serwański, RMF FM: To miejsce, które ma łączyć funkcję typowo sportowo-wyczynową z rekreacją. Z jednej strony do Legia Fight Club można po prostu przyjść na trening. Z drugiej to miejsce łączy sekcje Legii, które kiedyś były ważne w polskim sporcie.

Michał Chmielewski: Łączymy te dwie koncepcje. Stawiamy na sport komercyjny, ale najważniejsze jest dla nas uratowanie podupadających sekcji sportów walki Legii Warszawa, które mają ogromne tradycje. Sekcje, które działały na Fortach Bema chcemy przenieść na Łazienkowską. Chodzi głównie o boks i zapasy, ale dołożyliśmy też nowe sekcje: kick-boxing, K1, MMA, brazylijskie dżu-dżitsu. Zapaśnicy są z nami tutaj od początku, czyli od dwóch lat. Czynimy starania by uratować teraz podnoszenie ciężarów, które znalazło się na poważnym zakręcie jako dyscyplina sportu, ale i jako sekcja Legii.

Zebranie tego wszystkiego było trudne pod względem proceduralnym, strukturalnym?

Aż tak ciężko nie było, ale musieliśmy scalić różne środowiska. Dogadać się z prezesami poszczególnych sekcji. Udało się, bo mamy rewelacyjne warunki. Do tego doszła lokalizacja, bo Łazienkowska to niemal centrum Warszawy. Dla wielu to oznacza dużo łatwiejszy dojazd, niż na Bemowo.

To, co też jest siłą Legia Fight Club to trenerzy. Uznane nazwiska, a to przecież przyciąga. Kto odpowiada u was za sportową cześć projektu?

Choćby trener bosku Krzysztof Kosedowski - medalista olimpijski z Moskwy. Jest Bogdan Gajda - były mistrz Europy w boksie i wielokrotny mistrz Polski. Jest Karolina Łukasik - mistrzyni świata w kick-boxingu. Pracuje u nas Paweł Kłak. W zapasach w stylu klasycznym mamy Ksawerego Bidermanna. To jest najlepsza kadra trenerska sportów walki w Warszawie. Warto wymienić także Wojtka Sobierajskiego, Kubę Zawadzkiego, Karola Ładę i Pawła Michalika - to młodzi trenerzy, ale o ugruntowanej już pozycji.

Mówimy o sportach jak zapasy czy boks. To dyscypliny, które trudno "sprzedać". O zapasach mówimy raz na cztery lata podczas igrzysk. Boks amatorski w naszym kraju praktycznie nie istnieje. Jak staracie się przyciągnąć młodych zawodników do tych dyscyplin? To szczególnie w Warszawie trudny proces, bo konkurencja jest ogromna.

Problem jest szczególnie w zapasach. To obecnie sport niszowy, ale staramy się to zmienić. Pytanie jak to się dalej potoczy. Jeśli chodzi o boks to ten amatorski to rozgrywki podupadły, ale staramy się sami rozwijać takie inicjatywy. Organizujemy Warszawskie Grandy - sparingi międzyklubowe - to właśnie zawody dla amatorów. W planach mamy też amatorskie mistrzostwa Warszawy w boksie. Teraz w stolicy brakuje miejsc, gdzie bokserzy amatorzy mogą rozgrywać sparingi. Na to zapotrzebowanie odpowiada właśnie Granda. Projekt świetnie się rozwija. Dotychczas zorganizowaliśmy 15 imprez. To się świetnie rozwija. Teraz przyjeżdżają do nas kluby nie tylko z Warszawy i Mazowsza, ale praktycznie z całej Polski.

O jakich sportowych sukcesach Legia Fight Club możemy mówić. Medale, puchary?

W boksie amatorskim Michał Olaś jest wicemistrzem Polski w wadze junior ciężkiej z zeszłego roku. Paweł Rumiński zdobył brązowy medal. Obaj przeszli już na zawodowstwo. W zapasach medale mistrzostw Polski zdobywają już nasi juniorzy, ale udało się też zdobyć medal w seniorach.

Widzisz kogoś, kto może reprezentować Legia Fight Club na Igrzyskach w Tokio?

Tak, jest kilku perspektywicznych zapaśników. Przygotowujemy ich z myślą o Tokio, ale do Igrzysk zostały prawie cztery lata. To dużo i trudno wyrokować jak potoczą się kariery tych zawodników.

Klub to także miejsce komercyjne, dla amatorów. Co proponujecie osobom, które przychodzą na treningi?

Każdy może u nas zacząć treningi. Oprócz sportów walki proponujemy cross-fit, jest samoobrona dla kobiet. Mamy też zajęcia dla dzieciaków. Już czterolatki trenują u nas zapasy. Dla 15-latków mamy zajęcia bokserskie. Zarówno dla chłopaków jak i dziewczyn. Bardzo prężnie rozwija się też równoległa sekcja judo, którą zarządzą Krzysztof Wiłkomirski. Kluby judo Legii są rozrzucone po całej Warszawie. Ćwiczy w nich kilkaset dzieci.

Współpracujecie z innymi sekcjami Legii?

Tak. Współdziałamy. Zimą trenują u nas rugbiści i rugbistki. Koszykarze Legii również pojawiają się na treningach i przygotowują się pod względem siłowym. Przychodzą też pływacy pod wodzą Pawła Korzeniowskiego. Rusza współpraca z panczenistami. Jesteśmy miejscem, które naprawdę łączy różne środowiska Legii. Jeżeli w Warszawie jest Andrzej Fonfara także ćwiczy u nas i zawsze robi trening otwarty, na który zaprasza członków klubu.

Bez części komercyjnej udałoby się utrzymać wasze sekcje sportowe?

Moim zdaniem byłoby to bardzo ciężkie. Dzięki komercyjnej części naszego przedsięwzięcia możemy się rozwijać, a co więcej jesteśmy otwarci dla wszystkich. Bez wsparcia Legii i sponsorów też mielibyśmy kłopoty. W sporcie pieniądze są bardzo ważne i praktycznie zawsze ich brakuje. Na razie nie prowadzimy współpracy z miastem, ale rozważamy to. To byłoby dla nas duże ułatwienie.

(mn)