Podejrzenia, że słynny niemiecki kolarz Jan Ullrich stosował doping, znalazły potwierdzenie. Torebki z krwią, zarekwirowane w gabinecie hiszpańskiego lekarza Eufemiano Fuentesa, należały do zwycięzcy Tour de France 1997 - ogłosiła we wtorek prokuratura w Bonn.

REKLAMA

Friedrich Apostel z bońskiej prokuratury podkreślił, że "nie ma żadnej wątpliwości", że krew znaleziona w Hiszpanii w gabinecie Feuntesa należała do Ullricha.

Na początku lutego niemieccy prokuratorzy otrzymali próbkę śliny Ullricha, co umożliwiło badania porównawcze kodu genetycznego DNA z krwią, którą zarekwirowano w maju 2006 roku w gabinecie Fuentesa. Hiszpański lekarz, główny podejrzany w aferze dopingowej Puerto, oznaczył torebki napisami "Jan", "Numero 1" i "Hijo Rudicio".

Afera Puerto doprowadziła do załamania kariery Ullricha. Niemiecki kolarz został wycofany z ubiegłorocznego Tour de France w przeddzień startu wyścigu, a potem wykluczony z ekipy T-Mobile. Na sezon 2007 nie znalazł pracodawcy.

Ullrich uporczywie powtarzał, że nie miał nigdy nic wspólnego z Fuentesem, ale jednocześnie odmawiał poddania się testom genetycznym, które umożliwiłyby wyjaśnienie sprawy. Pod koniec lutego na konferencji prasowej w Hamburgu, na której ogłosił zakończenie kariery, powtórzył raz jeszcze, że nigdy nie stosował niedozwolonych środków.