Rezerwacja hali do treningów, "potyczki" z organizatorami i rozliczanie każdej wydanej złotówki - tak wygląda pobyt reprezentacji Polski w Japonii. Jutro podopieczne Jerzego Matlaka rozpoczną zmagania w drugiej rundzie mistrzostw świata od meczu z Koreą Południową.

REKLAMA

Japończycy bardzo niechętnie reagują na prośby dotyczące modyfikacji planów w trakcie imprezy. Wiadomo, że zespół sportowy jest elementem bardzo plastycznym. Plan dnia uzależniony jest też m.in. od stanu fizycznego, nastroju zawodniczek, od pomysłu trenera, a nawet od pogody. Jak jest ładnie, to drużyna czasami decyduje się na przykład na przebieżki po parku. Jak hala jest za daleko, to robimy siłownię na miejscu. Na to Japończycy nie są jeszcze gotowi, bardzo nie lubią zmieniać, gdyż wcześniej inne były ustalenia - zdradził dbający o detale menedżer kadry Hubert Tomaszewski.

Mieliśmy taką sytuację, że gospodarze nie chcieli udostępnić nam autokaru, który zawiózłby nas na siłownię, na halę którą sami wynajmowaliśmy. Stwierdzili, że nie jest to związane z turniejem, ciężko im było zrozumieć, że przygotowanie siłowe jest niezbędne. Mam wrażenie, że oni jednak konsultują takie rzeczy z przedstawicielami FIVB, którzy im tłumaczą, że na tak długim wyjeździe przygotowanie siłowe i konieczność odnowy biologicznej jest niezbędne dla funkcjonowania drużyny sportowej - wyznał Tomaszewski.

Organizacja pobytu na tak długim turnieju jak mistrzostwa to spore wyzwanie logistyczne. Menedżer reprezentacji zdradził, że już od czerwca punkt po punkcie organizował każdy szczegół wyprawy. Hotele, wyżywienie, transport, wynajem hali i siłowni, a nawet kwestia prania strojów sportowych. Ja muszę ustalić takie rzeczy, czy za pranie płacić będę od sztuki, czy od kilograma - zaznaczył.