Rafał Sonik i Kamil Wiśniewski w czwartkowe przedpołudnie zameldowali się na mecie Abu Dhabi Desert Challenge. Polscy quadowcy jechali ze zmiennym szczęściem. Krakowianin ukończył zmagania mimo wcześniejszej awarii silnika i uplasował się na dziewiątym miejscu. Kamil Wiśniewski w ostatni dzień zaliczył dwie wywrotki, jednak nie dał się złamać i dotarł do mety zajmując drugie miejsce w klasyfikacji generalnej.

REKLAMA

Ostatni etap Abu Dhabi Desert Challenge w teorii miał być formalnością, ale pustynia lubi płatać figle, o czym przekonali się liderzy dwóch klas. Nasser Al-Attiyah, jadąc z niemal dwugodzinną przewagą nad rywalami rolował i nie ukończył rajdu, a w stawce samochodów triumfował Khalid Al-Qassimi. W stawce quadów, dramat przeżył Rodolfo Guillioli Schippers, którego czterokołowiec uległ awarii. Gwatemalczyk stracił pozycję lidera i spadł na siódme miejsce. Zwycięzcą rajdu okazał się młody zawodnik z Kuwejtu Fahid Al-Musallam. Drugie miejsce wywalczył Kamil Wiśniewski, choć ostatni dzień był dla niego prawdziwą szkołą przetrwania.

Około 30 kilometrów od startu, moja lewa, kontuzjowana ręka nie utrzymała kierownicy. Próbowałem skontrować, ale się nie udało i quad mnie nakrył. Musiałem się szybko wyczołgać, bo kapało na mnie paliwo. Rafał zawrócił i chciał mi pomóc, ale pokazałem mu tylko kciuk, postawiłem quad na koła, chwilę odczekałem i ruszyłem dalej. Przed metą miałem jeszcze jedną wywrotkę, ale jakoś się doturlałem - mówił z szerokim uśmiechem zdobywca drugiego miejsca w rajdzie.

Podczas pierwszej wywrotki Wiśniewskiemu wystrzelił kamelbak, pozbawiając go bez zapasów wody. Polak wypił pół litra wody podczas tankowania i był to jedyny płyn, jaki przyjął na dystansie 200 km ciężkiej trasy przez wydmy. W perspektywie przygód, które spotkały Kamila oraz faktu, że jechał z kontuzją barku i nadgarstka, jego wynik naprawdę robi wrażenie. Tym większe należą mu się gratulacje i tym bardziej się cieszę. Było blisko, żebyśmy obaj stanęli na podium i byłoby kapitalnie, ale życie w sporcie pisze scenariusze, których nie da się przewidzieć. Tym razem mieliśmy mniej szczęścia, ale jestem pewien, że jeszcze nie raz staniemy obok siebie "na pudle" - komentował Rafał Sonik.

Obrońca trofeum, po awarii silnika nie dotarł do mety czwartego etapu

Musiał przyjąć 20-godzinną karę, ale mógł za to stanąć na starcie ostatniego oesu, ukończyć zmagania i zdobyć cenne punkty do klasyfikacji Pucharu Świata. To był mój 176. etap w Pucharze Świata. Wszystkie poprzednie ukończyłem, więc statystycznie taka sytuacja mogła się wydarzyć. Jest to rzadkie, ponieważ nie modyfikuję silników, dzięki czemu nie są one narażone na dodatkowe obciążenia. Awaria była więc zaskoczeniem. Frustrującym zaskoczeniem, ponieważ prawie wygrany rajd muszę uznać za przegrany. Na szczęście jestem na mecie i zdobędę punkty do klasyfikacji, jednak ich liczba sprawia, że moja sytuacja w tym roku będzie bardzo trudna. Zdaję sobie sprawę, jak niesamowitym, kolosalnym wręcz wyzwaniem będzie wygranie tegorocznego cyklu - mówił sześciokrotny zdobywca Pucharu Świata.

Głównym zmartwieniem Rafała Sonika w tym sezonie będzie prawdopodobnie Kees Koolen. Holender co prawda ukończył rajd tylko jedno "oczko" wyżej, ale dysponuje niezwykle groźną bronią...

Sam od dawna zastanawiam się nad porzuceniem Hondy i postawienia na Yamahę we wszystkich rajdach sezonu, ale i tak żaden z tych quadów nie jest najszybszy. Barren, czyli nowa, homologowana konstrukcja Keesa Koolena jest zbudowana na bazie silnika KTM690 i ma 80 koni, czyli o 20 więcej niż wszystkie pozostałe quady. Co więcej posiada sześć biegów i jest znacznie lżejszą konstrukcją. Całość została wykonana z ogromną kulturą techniczną, a awaria na pierwszym etapie wynikała z błędu w fabryce KTM i problem został już wyeliminowany. To będzie naprawdę trudny przeciwnik podkreślił krakowianin.

Po Abu Dhabi Desert Challenge Kamil Wiśniewski ma na swoim koncie 20, a Rafał Sonik 7 punktów w klasyfikacji Pucharu Świata. Szansa na zdobycie kolejnych i awans w klasyfikacji generalnej będzie już za 10 dni, kiedy rozpocznie się Rajd Kataru - niezwykle wymagająca i trudna nawigacyjnie runda w kalendarzu.

(łł)