Polska wygrała we francuskiej miejscowości Brest z Argentyną 24:22 (13:13) w meczu o 17. miejsce w mistrzostwach świata piłkarzy ręcznych. Był to zarazem finał Pucharu Prezydenta, będącego turniejem pocieszenia dla drużyn, które nie zakwalifikowały się do 1/8 finału imprezy.

REKLAMA

O zwycięstwie Polaków w turnieju pocieszenia zadecydowała końcówka spotkania. W ostatnich dziesięciu minutach zdobyli siedem goli z rzędu, ale wcześniej przegrywali już różnicą pięciu. Wielka w tym zasługa bramkarza Mateusza Korneckiego, który zmienił w drugiej połowie Adama Malchera i zaliczył niebywałą - stuprocentową skuteczność, obronił bowiem siedem na siedem rzutów.

W pierwszej połowie gra była wyrównana i wynik cały czas oscylował wokół remisu. Biało-czerwoni popełniali tradycyjne już dla nich na tych mistrzostwach błędy, czyli byli jak zwykle bardzo nieskuteczni w ataku. Powtarzały się stare mankamenty: niewykorzystywanie rzutów karnych i gry w przewadze. Do takiej sytuacji doszło w ósmej minucie przy stanie 3:3. Tomasz Gębala nie rzucił karnego, a i koledzy nie zaliczyli trafienia, pomimo że mieli jednego zawodnika więcej na boisku.

Na następnego gola trzeba było czekać pięć minut, ale jego autorem byli Argentyńczycy - brązowi medaliści mistrzostw panamerykańskich.

Na szczęście dla podopiecznych trenera Tałanta Dujszebajewa o ile można było mieć wielkie pretensje do gry ofensywnej, o tyle również tradycyjnie mocnym punktem byli bramkarze. Przed przerwą dobrze spisywał się Malcher. Pod koniec pierwszej połowy między słupkami pojawił się na chwilę Kornecki. W debiutanckiej akcji... obronił karnego.

Po przerwie oba zespoły długo nie mogły się wstrzelić w bramkę rywala. Efektywniejsi okazali się Argentyńczycy, którzy trafienie zaliczyli w 36. minucie. Polacy byli nadal nieskuteczni i gdy dodatkowo zaczęli gubić piłkę w prostych sytuacjach rywale w 48. min odskoczyli im aż na pięć bramek (22:17).

Zaczęło się mozolne odrabianie strat. Na szczęście dla Polaków tym razem to rywali dopadła niemoc strzelecka, bo jak się potem okazało więcej goli w tym meczu nie strzelili.

W 51. minucie było już tylko 20:22 i trener Argentyńczyków poprosił o czas. Następną akcję z sukcesem zakończył Michał Daszek, który pojawił się wreszcie na boisku, pomimo przeziębienia. Chwilę potem po zagraniu skrzydłowego Orlenu Wisły Płock sędziowie podyktowali rzut karny, który wykorzystał Rafał Przybylski, doprowadzając do wyrównania 22:22 w 54. min. W tym czasie też znakomicie wszedł w mecz Kornecki, który zaliczał jedną za drugą udaną interwencję.

Autorem kolejnego gola na 23:22 był ponownie Daszek. Półtorej minuty przed końcem, gdy biało-czerwoni grali w osłabieniu, 22-letni bramkarz Górnika Zabrze udanie interweniował w bardzo ważnym momencie. Niedługo potem wynik na 24:22 ustalił najskuteczniejszy w polskim zespole Przemysław Krajewski i Polacy po raz pierwszy sięgnęli po Puchar Prezydenta międzynarodowej federacji (IHF).

(az)