"Rio na horyzoncie nic nie zmienia. Mobilizacja jest, ale ona zawsze była i będzie" - mówi w RMF FM siatkarz reprezentacji Polski Mateusz Bieniek. Za kilka dni biało-czerwoni wylecą do Japonii na turniej kwalifikacyjny do igrzysk. Dziś natomiast zaczynają walkę w Memoriale Wagnera w Krakowie.

REKLAMA

Maciej Jermakow: Jak zdrowie, bo kilku zawodników narzeka na lekkie urazy?

Mateusz Bieniek: Ja już na szczęście wszystko wyleczyłem - bark, kostkę. Bardzo się cieszę i staram się teraz odbudować formę.

Dużo rozmawiacie już o Rio, o igrzyskach, o tym, co może was czekać w Brazylii?

Na razie bardziej skupiamy się na Tokio. Awansujemy i dopiero będziemy rozmawiali o Rio.

Z jakim nastawieniem jedziecie do Japonii? To turniej ostatniej szansy, jeśli chodzi o awans na igrzyska, ale turniej teoretycznie łatwiejszy od tego w styczniu. Macie inne nastawienie niż przed zawodami w Berlinie?

Przede wszystkim chcemy tam pojechać i nie zlekceważyć żadnego rywala. Bo jeśli nie zlekceważymy nikogo, to powinno być dobrze i wywalczymy ten awans. Jesteśmy tam stawiani w roli faworyta i myślę, że nim jesteśmy. Jeśli zatem nie będzie lekceważenia i będziemy mieć ciut szczęścia, którego tak nam ciągle brakowało w poprzednim sezonie, to będzie ok.

No właśnie, teoretycznie część rywali jest od was dużo słabsza...

Teoretycznie. Ale to też jest dla nich plus - oni nie będą mieli nic do stracenia, będą wychodzić, stawiać wszystko na jedną kartę a ciężko gra się z takimi zespołami. One są bardzo niebezpieczne.

Lubisz grać w roli faworyta?

W reprezentacji miałem trochę okazji w zeszłym sezonie, ale w klubie tak naprawdę zawsze byłem w innej roli. To my mieliśmy sprawiać niespodzianki, nie udawało się to za często. Ale wiem, jak to jest. Na pewno niewygodnie się gra faworytom z takimi słabszymi ekipami.

Memoriał w Krakowie będzie wyjątkowy o tyle, że zaraz po nim ruszacie do Japonii i na podstawie tych meczów trener może podejmować decyzje o składzie na igrzyska. Olimpijski sezon to chyba wyjątkowa sprawa dla was?

Tak, igrzyska to marzenie każdego sportowca. Każdy chce tam być chociaż raz. Dla mnie to też był cel mojej kariery. Zrobimy wszystko, by tam awansować.

Z tyłu głowy jest zatem gdzieś myśl, że każdy trening, każde zagranie jest oceniane przez trenera i to może zadecydować o wyjeździe do Rio?

Nie, myślę, że wszyscy są na tyle profesjonalni, że wykonują te treningi tysiące razy i Rio na horyzoncie nic nie zmienia. Mobilizacja jest, ale ona zawsze była i będzie.