Niedzielne spotkanie na szczycie ekstraklasy (Lechia Gdańsk kontra Legia Warszawa) zapowiadało się bardzo ciekawie. Stołeczny klub musi w tabeli bowiem gonić, więc można było mieć wrażenie, że zaryzykuje i będzie starała się grać ofensywnie. Tak się jednak nie stało i hit ekstraklasy zamienił się w spotkanie klasy B.

REKLAMA

Tego, że spotkanie Lechia - Legia będzie bardziej przypominało taktyczne szachy niż szukanie bramek, można się było spodziewać po tym, gdy obaj szkoleniowcy zaprezentowali składy. Ricardo Sa Pinto zdecydował się bowiem przesunąć do drugiej linii Marko Vesovicia. Kosztowało to utratę miejsca w podstawowym składzie Dominika Nagya. To posunięcie miało jednak wyeliminować główny atut Lechii, czyli mocną lewą stronę. Fortel Sa Pinto się sprawdził i niestety zabił to spotkaniu.

Kiedy wyeliminuje się atut zespołu, można liczyć jedynie na indywidualne przebłyski, ale tych w tym spotkaniu także zabrakło. W pierwszej połowie jedną dobrą okazję miał Michał Kucharczyk po podaniu Sebastiana Szymańskiego. Jednak strzał legionisty obronił Kuciak. Lechia w pierwszej połowie postraszyła strzałami z dystansu i trzeba powiedzieć wprost, że to na tyle emocji.

W końcówce spotkania bohaterem mógł zostać Artur Sobiech, dla którego było to pierwsze spotkanie po miesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją. Napastnik Lechii jednak z kilku metrów spudłował do pustej bramki. Ta akcja niestety była puentą tego spotkania, w którym zabrakło tempa i przede wszystkim sytuacji podbramkowych.

Po spotkaniu obaj szkoleniowcy byli jednak zadowoleni z wyniku. Trener Lechii Gdańsk Piotr Stokowiec po spotkaniu mówił: Myślę, że dobrze tym meczem zareklamowaliśmy ekstraklasę. Takiego spotkania spodziewałem się, bo patrzę na mecz oczami trenera, a nie kibica. Nie nastawiliśmy się na remis, bo chcieliśmy wygrać oraz dać radość kibicom i zabrakło niewiele. Można powiedzieć, że z Legią, która ma wiele jakości i wiele nazwisk, spokojnie sobie poradziliśmy, bo nie pozwoliliśmy jej wykreować za wiele sytuacji. Rywale byli jednak groźni i cały czas musieliśmy mieć się na baczności - mówił Piotr Stokowiec.

Pełen optymizmu po spotkaniu był też szkoleniowiec Legii Ricardo Sa Pinto. Wyglądaliśmy dobrze, widziałem po naszej stronie sporo jakości, ale prawda jest taka, że nie mieliśmy za wiele sytuacji. Zresztą w całym meczu nie było zbyt dużo dogodnych okazji i remis uważam za sprawiedliwy wynik - podkreślał po meczu Portugalczyk.

Wychodzi więc na to, że tylko ponad 20 tysięcy kibiców na stadionie w Gdańsku i widzowie przed TV widzieli spotkanie Lechia - Legia inaczej.

(m)