Nowy mistrz Hiszpanii Real Madryt negocjuje z Borussią Dortmund warunki transferu piłkarza reprezentacji Polski Łukasza Piszczka - poinformował dziennik "AS". Cena wynosi ok. 10 milionów euro.

REKLAMA

Według hiszpańskiej gazety (pierwsza wiadomość o potencjalnym transferze podała telewizja La Sexta), rozmowy prowadzone są od kilku tygodni. Piszczek przedstawiony jest jako piłkarz, który nie tylko bardzo dobrze radzi sobie na prawej stronie obrony, ale jest zawodnikiem bardzo ofensywnym, agresywnym, silnym fizycznie i dobrze grającym głową. Takiego potrzebuje portugalski trener Realu Jose Mourinho, który na tej pozycji ma do dyspozycji tylko Alvaro Arbeloę.

"AS" podaje, że 26-letni Piszczek mierzy 186 cm, choć w rzeczywistości jest niższy o 2-3 cm. Hiszpanie przypominają, że przed rokiem podobną drogę - z Dortmundu do Madrytu - pokonał Niemiec Nuri Sahin. Odszedł z Borussii po zdobyciu mistrzostwa kraju. Piszczek, Robert Lewandowski i Jakub Błaszczykowski mają na koncie po dwa tytuły w Bundeslidze.

Piszczek zaczynał karierę jako napastnik. W 2008 roku, gdy awaryjnie został powołany - w miejsce kontuzjowanego Błaszczykowskiego - na mistrzostwa Europy w Austrii i Szwajcarii, grał jako pomocnik w Hercie Berlin. W Borussii pełni rolę defensora, który nie ogranicza się tylko do bronienia. W zakończonym sezonie ligowym w Niemczech (do rozegrania pozostał finał pucharu z Bayernem Monachium) Polak strzelił cztery gole i miał osiem asyst.

W przeciwieństwie do Jerzego Dudka, który był w Realu Madryt przez cztery lata (2007-2011), ale tylko jako rezerwowy bramkarz, Piszczek miałby zdecydowanie większe szanse na występy w podstawowym składzie.

W reprezentacji Polski debiutował 3 lutego 2007 w towarzyskim spotkaniu z Estonią (4:0) w hiszpańskiej miejscowości Jerez de la Frontera. Na koncie ma 22 mecze, a dorobek będzie mógł powiększyć podczas zgrupowania w Austrii oraz finałowego turnieju Euro w Polsce i na Ukrainie. Cieniem na jego karierę rzucił się tylko udział w aferze korupcyjnej, jeszcze w barwach Zagłębia Lubin. W ubiegłym roku ukarany został nawet półroczną dyskwalifikacją, ale później Związkowy Trybunał Piłkarski zmienił orzeczenie (kara w zawieszeniu).