Włoszka Federica Brignone wygrała dziś w Cortinie d’Ampezzo olimpijski supergigant. Narciarka wróciła niedawno do rywalizacji po długiej kontuzji i pokazała wielką, sportową klasę. Kobiecy supergigant był ostatnią konkurencją szybkościową rozgrywaną na igrzyskach w ramach narciarstwa alpejskiego. Ta część rywalizacji miała swojego bohatera Franjo von Allmena. Był też dramatyczny wypadek Lindsay Vonn. Patryk Serwański podsumował to w rozmowie z komentatorem Eurosportu Rafałem Głowackim.
Za nami łącznie sześć dni rywalizacji w ramach narciarstwa alpejskiego na włoskich igrzyskach. Trzy męskie konkurencje rozgrywane w Bormio wygrał Szwajcar Franjo von Allmen. Był najlepszy w zjeździe i supergigancie, a do tego dołożył złoto zdobyte wspólnie z Tanguy’em Nefem w drużynowej kombinacji:
Zwinął całą pulę, jaka mu przysługiwała. Franjo jest po prostu złotym chłopakiem. Od pewnego czasu błyszczy tą swoją formę. Śmiem twierdzić, że w konkurencjach szybkościowych będzie już odjeżdżał Marco Odermattowi. On jeszcze jeździe slalom gigant i to jego koronna konkurencja, ale w tych konkurencjach szybkościowych Franjo może mu namieszać. Von Allmen miał już rozbrat z nartami po śmierci ojca. Teraz jest już trzykrotnym mistrzem olimpijskim - opowiada Rafał Głowacki.
Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio
Komentator Eurosportu zwraca także uwagę na drogą, jaką przeszła w ostatnich miesiąca Federica Brignone. Włoszka wróciła na alpejskie stoki po długiej kontuzji a dziś została w Cortinie d’Ampezzo mistrzynią olimpijską w supergigancie:
To, co zrobiła dziś Brignone, jest niebywałe. To jeszcze bardziej i lepiej smakuje, patrząc na to, jakiej doznała kontuzji na samym końcu poprzedniego sezonu. Potworne złamanie, zerwane wiązadła. Po długiej, żmudnej rehabilitacji wraca na sam szczyt. Napisała kartę historii. Wszyscy się zastanawiali, czy zdąży. Ona nie pompowała balonika tylko gdzieś tam z boku robiła swoją ciężką, żmudną pracę - mówi Głowacki.
Ostatnie dni przyniosły więcej ciekawych wydarzeń na alpejskich stokach. Oczywiście, wypadek Lindsay Vonn, ale też niespodziewane złoto wywalczone przez Breezy Johnson czy pierwszy, długo wyczekiwany olimpijski medal Dominika Parisa. Teraz na igrzyskach pora na konkurencje techniczne, a więc slalom gigant i slalom. W tej pierwszej konkurencji w niedzielę powalczy Maryna Gąsienica-Daniel:
Liczę, że wjedzie na to podium. Absolutnie zrobiła duży progres. W ostatnim czasie dwa piąte miejsce. Do tego dołożona siódma lokata. Forma idzie w górę. Na pewno jest zawodniczką, która może pokusić się o medal. W supergigancie też pojechała na maksa. Parę skrętów zawaliła, ale summa summarum po tym jak zajmowała w tej konkurencji 26. miejsce na Igrzyskach w Pekinie i Pjongczangu teraż była 18. a więc zaliczyła progres - przypomina Głowacki.
Jego zdaniem Mikaela Shiffrin, mimo niepowodzenia w drużynowej kombinacji, pozostaje faworytką slalomu, który we wtorek zakończy olimpijską rywalizację w narciarstwie alpejskim. Na papierze jest najmocniejsza, ale jak poradzi sobie z presją? - zastanawia się Głowacki.
Amerykanka jest rekordzistą w liczbie zwycięstw w Pucharze Świata. Wygrywała we wszystkich konkurencjach, choć najczęściej w slalomie. Na igrzyskach olimpijskich jednak nie błyszczy. Zdobywała złote medale w slalomie w Soczi i w Pjongczangu. W Korei dołożyła do tego jeszcze srebro w superkombinacji. Jednak cztery lata temu w Pekinie ani razu nie stała na podium. Nie ukończyła ani slalomu ani slalomu giganta ani superkombinacji. Kilka dni temu w drużynowej kombinacji wspólnie z Breezy Johnson zajęła 4. Lokatę, notując słaby czas slalomu. Czy Amerykanka wywiąże się z roli faworytki? Przekonamy się w środę