Piłkarze mistrza kraju Legii Warszawa zremisowali trzeci ligowy mecz w sezonie - tym razem 0:0 u siebie z wicemistrzem Piastem Gliwice. Prowadzący przed 4. kolejką z kompletem punktów Zagłębie zremisowało w Lubinie z Pogonią Szczecin 1:1.

REKLAMA

Legioniści są blisko awansu do prestiżowej Ligi Mistrzów (w ostatniej rundzie kwalifikacji będą faworytami starcia z irlandzkim Dundalk FC), ale w krajowej ekstraklasie na razie nie zachwycają. W niedzielę zremisowali trzeci z czterech meczów i z dorobkiem sześciu punktów zajmują ósme miejsce.

Na Łazienkowskiej, choć grali aktualny mistrz i wicemistrz kraju, kibice nie zobaczyli porywającego meczu. Gospodarze mieli przewagę, ale zabrakło im skuteczności.

Jestem zawiedziony wynikiem. Mieliśmy osiem lub dziewięć okazji bramkowych, ale problemem jest nasza skuteczność. Pozytywem natomiast jest fakt, że ponownie dominowaliśmy na boisku i wykreowaliśmy wiele sytuacji - powiedział trener Legii Besnik Hasi.

Z trybun spotkanie obserwowali czołowy obrońca polskiej ligi Maciej Dąbrowski (poprzednio w Zagłębiu Lubin) oraz Vadis Odjidja Ofoe, z którymi Legia podpisała ostatnio kontrakty.

Czwarta kolejka przyniosła zmianę lidera. Dotychczasowy - KGHM Zagłębie - po trzech seriach miał komplet punktów bez straty gola, ale w niedzielę piłkarze Piotra Stokowca (kilka dni wcześniej odpadli w 3. rundzie eliminacji Ligi Europejskiej) zremisowali u siebie z Pogonią 1:1.

Mogło być dla nich jeszcze gorzej, bo do 84. minuty przegrywali po bramce Kamila Drygasa. Wówczas jednak wyrównującego gola strzelił Łukasz Janoszka.

Szczeciński zespół wciąż czeka na pierwsze zwycięstwo w sezonie. Na razie ma dwa punkty i zajmuje 14. miejsce. Trener Kazimierz Moskal komplementował swoich piłkarzy po niedzielnym meczu.

Zrobiliśmy dzisiaj kawał dobrej roboty. Zagraliśmy najlepszy mecz w tym sezonie - podkreślił.

W tabeli Zagłębie ma 10 punktów, podobnie jak lider Jagiellonia. Podopieczni Michała Probierza już w piątek pokonali Arkę Gdynia 4:1, prowadząc po godzinie gry 4:0. Po dwie bramki dla gospodarzy zdobyli Estończyk Konstantin Vassiljev (jedną z rzutu karnego) i Litwin Fiodor Cernych. Pierwszy ma już pięć trafień, najwięcej w obecnym sezonie, a Cernych - trzy.

Trwa kryzys Lecha, który przegrał w sobotę na wyjeździe z Koroną Kielce 1:4. Poznaniacy po czterech kolejkach mają tylko jeden punkt, zdobyty w pierwszej kolejce (0:0 ze Śląskiem Wrocław). Od tej pory mistrz Polski z 2015 roku przegrał trzy mecze - 0:2 z Zagłębiem, 0:2 z Jagiellonią Białystok i teraz z Koroną.

Podopieczni Jana Urbana mieli w Kielcach utrudnione zadanie. Już w szóstej minucie czerwoną kartkę zobaczył bowiem ghański pomocnik Lecha Abdul Aziz Tetteh.

Niedługo później osłabiony "Kolejorz" zdobył pierwszą bramkę w sezonie (Marcin Robak), ale później stracił aż cztery. Dwa gole dla gospodarzy, w tym jednego z rzutu karnego, strzelił Łukasz Sekulski (łącznie w sezonie ma już trzy trafienia), a po jednym jego zmiennik Hiszpan Miguel Palanca oraz Rafał Grzelak.

Wciąż w grze defensywnej imponuje Śląsk. Wrocławianie, którzy mają sześć punktów, w każdym meczu obecnego sezonu grali na "zero z tyłu". Tym razem zremisowali u siebie bezbramkowo z Lechią Gdańsk, która wystąpiła w bardzo ofensywnym ustawieniu - m.in. z braćmi Paixao i Grzegorzem Kuświkiem.

Można wyliczać, że nie strzeliliśmy w trzech meczach gola, ale można też powiedzieć, że w czterech nie straciliśmy. To zależy od punktu oceniania - powiedział trener Śląska Mariusz Rumak.

W innym sobotnim meczu trzeci w tabeli zespół Bruk-Betu Termaliki Nieciecza pokonał u siebie Górnika Łęczna 2:1, odnosząc trzecie zwycięstwo w sezonie (9 pkt).

Jednym z wydarzeń kolejki miało być piątkowe derbowe starcie Cracovii z Wisłą Kraków. "Pasy" wygrały 2:1 po bramkach Marcina Budzińskiego i Mateusza Szczepaniaka. W końcówce spotkania goście odpowiedzieli tylko trafieniem Patryka Małeckiego. To trzecia porażka z rzędu Wisły (3 pkt), Cracovia ma siedem punktów.

Czwartą serię gier zakończy poniedziałkowy mecz Ruchu Chorzów z beniaminkiem Wisłą Płock. "Niebiescy" mają nowego prezesa Janusza Patermana i nowego menedżera, którym został były piłkarz Ruchu, później przez wiele lat związany z Panathinaikosem Ateny, Krzysztof Warzycha.

(mal)