W meczu 19. kolejki polskiej Ekstraklasy prowadzony przez Adama Nawałkę Lech Poznań pokonał na wyjeździe Zagłębie Sosnowiec aż 6:0 i awansował na 4. Miejsce w tabeli. W drugim niedzielnym spotkaniu Śląsk Wrocław zremisował u siebie z Koroną Kielce 1:1.

REKLAMA

Pierwsze spotkanie tych zespołów w obecnym sezonie skończyło się wygraną poznaniaków 4:0. Rewanż okazał się dla nich jeszcze lepszy.

Zajmujący ostatnie miejsce w tabeli sosnowiczanie przystąpili do potyczki z wyżej notowanym rywalem osłabieni brakiem dwóch ofensywnych zawodników - zawieszonego za czerwoną kartkę Alexandre Cristovao i kontuzjowanego Vamary Sanogo. Mimo to mogli prowadzić już po czterech minutach, gdyby Konrad Wrzesiński wykorzystał sytuację sam na sam z Jasminem Buricem. Bramkarz "Kolejorza" podczas kolejnej interwencji chwilę później doznał kontuzji i na noszach opuścił murawę.

Zachęceni pierwszymi minutami piłkarze beniaminka atakowali, jednak zostali "skarceni" przez podopiecznych trenera Adama Nawałki. Najpierw Robert Gumny zaskoczył golkipera gospodarzy zza pola karnego, a potem dośrodkował wprost na głowę niepilnowanego Duńczyka Christiana Gytkjaera i było 0:2.

Okazję do zdobycia kontaktowego gola miał w doliczonym czasie pierwszej części Wrzesiński - strzelał z ostrego kata do pustej bramki i trafił w słupek.

Goście na drugą połowę wyszli z wyraźnie ofensywnym planem i po pięciu minutach przekuli go w czyn - Tymoteusz Klupś po podaniu Gytkjaera z prawej strony z bliska nie dał szans Dawidowi Kudle.

Przyjezdni bezwzględnie wykorzystywali bierną postawę sosnowieckich obrońców i po bardzo podobnej akcji do siatki trafił Joao Amaral, zaś asystę zaliczył Klupś. Portugalczyk mógł zakończyć trafieniem także następną kontrę, tym razem jednak lepszy był bramkarz Zagłębia.

Przy bezpiecznym wyniku trener Nawałka dal szansę debiutu 16-letniemu Filipowi Marchwińskiemu, a grający swobodnie goście podwyższali stopniowo prowadzenie. Znów po akcji prawą stroną płaskim strzałem pokonał golkipera Zagłębia pokonał Amaral.

Lech był w niedzielę bezdyskusyjnie lepszy. W 86. minucie defensywa gospodarzy została rozmontowana po raz kolejny, a młody Marchwiński ustalił wynik. Poznaniacy odnieśli wyjazdowe ligowe zwycięstwo po ponadczteromiesięcznej przerwie.

Śląsk na remis z Koroną

Lepiej spotkanie rozpoczęli goście, którzy jako pierwsi zagrozili bramce rywali. Najpierw z dystansu strzelił Marcin Cebula, a kilka chwil później z pola karnego spudłował włoski Elia Soriano.

Wrocławianie odpowiedzieli stałym fragmentem gry, po którym byli bliscy zdobycia gola. Po dośrodkowaniu Matthias Hamrol tak piąstkował, że piłka trafiła pod nogi Łotysza Igorsa Tarasovsa, który zdecydował się od razu na uderzenie i pomylił się o centymetry.

Od tego momentu obraz gry się zmienił. Gra się wyrównała i toczyła głównie w środkowej strefie. Sytuacji bramkowych było niewiele, ale za to nie brakowało walki i ostrych starć. Z czasem zaczęła zarysowywać się przewaga gospodarzy, którzy po przejęciu piłki potrafili szybciej wymienić kilka podań i przedostać się w pole karne przyjezdnych.

Po jednej z takich szybkich akcji Arkadiusz Piech zagrał na lewe skrzydło do Roberta Picha. Słowak odważnie wbiegł w pole karne i mocnym strzałem z lewej nogi pod poprzeczkę nie dał szans bramkarzowi gości.

Gol sprawił, że kolejny raz sytuacja na boisku się zmieniła. Korona zaczęła grać agresywniej i gra przesunęła się bliżej pola karnego miejscowych. Kilka razy w polu karnym wrocławian zrobiło się gorąco, ale to oni zdobyli drugiego gola.

Po stałym fragmencie gry do siatki z bliska trafił Piech. Korona ustawiła już piłkę na środku boiska, ale sędzia wstrzymał wznowienie gry i pokazał, że nasłuchuje arbitrów odpowiadających za weryfikację wideo. Przerwa trwała dosyć długo i w końcu Paweł Raczkowski nie uznał gola, odgwizdując pozycję spaloną jednego z graczy Śląska.

Korona rzuciła się do ataku i jeszcze przed przerwą mogła doprowadzić do remisu. Po dośrodkowaniu z lewej strony głową strzelił Soriano, ale Jakuba Słowika uratowała poprzeczka.

Druga połowa rozpoczęła się od czerwonej kartki, którą ukarany został Cotra. Początkowo obrońca Śląska ujrzał żółtą kartką za atak łokciem na Mateja Pucko, ale po analizie VAR arbiter zmienił decyzję i usunął zawodnika gospodarzy z boiska.

Od tego momentu zarysowała się przewaga Korony, ale na boisku było więcej walki, fauli i przerw w grze niż sytuacji bramkowych. Kielczanie naciskali i już po 10 minutach gry w przewadze doprowadzili do remisu. Po rzucie wolnym w polu karnym Śląska piłka trafiła do Michaela Gardawskiego, który z bliska trafił do siatki.

Gol niewiele zmienił - Korona w przewadze nadal nacierała, a gospodarze odgryzali się kontratakami i stałymi fragmentami. Przyjezdni nie mieli jednak pomysłu na sforsowania dobrze dysponowanej defensywy Śląska. Poza strzałem Jakuba Żubrowskiego nie zmusili Słowika do wysiłku.

W doliczonym czasie gry zwycięskiego gola mógł za to zdobyć Śląsk. W zamieszaniu w polu karnym piłka odbiła się od Michała Chrapka i kiedy wydawało się, że wpadnie do siatki trafiła w poprzeczkę. To był ostatni ciekawy akcent w niedzielnym meczu, w którym gospodarzy poprowadził po raz pierwszy Paweł Barylski. Do końca rundy ten szkoleniowiec zastąpił zwolnionego Tadeusza Pawłowskiego.

Opracowanie: