Polscy siatkarze wygrali w Tokio z Kanadą 3:2 (25:18, 17:25, 25:21, 18:25, 15:9) w swoim pierwszym meczu turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk w Rio de Janeiro. To ostatnia szansa, by wywalczyć olimpijską przepustkę.

REKLAMA

/ Jacek Kostrzewski (PAP) / PAP
/ Jacek Kostrzewski (PAP) / PAP
/ Jacek Kostrzewski (PAP) / PAP
/ Jacek Kostrzewski (PAP) / PAP
/ Jacek Kostrzewski (PAP) / PAP
/ Jacek Kostrzewski (PAP) / PAP
/ Jacek Kostrzewski (PAP) / PAP
/ Jacek Kostrzewski (PAP) / PAP
/ Jacek Kostrzewski (PAP) / PAP
/ Jacek Kostrzewski (PAP) / PAP

Polacy w Japonii są już od 21 maja, ale udało im się przeprowadzić tylko jeden trening w meczowej hali. Aklimatyzację przeszli w Takasaki, gdzie trener Stephane Antiga ich nie oszczędzał. Mieliśmy dużo ciężkich treningów, więc na razie nie udało się odpocząć - przyznał Karol Kłos.

Pierwszy set był jednak jak marzenie. Polacy, mimo sporej liczby zepsutych zagrywek, świetnie grali obroną i zdobywali punkty kontratakami. Mateusz Mika, który przed wylotem do Azji narzekał na ból w kolanie, znalazł się w pierwszej szóstce i spisał się bardzo dobrze. Biało-czerwoni prowadzili od początku i w końcówce tylko powiększali przewagę. Wygrali pierwszego seta 25:18, a Antiga przy linii bocznej się uśmiechał.

Jego humor popsuł się w drugiej partii, kiedy jego podopiecznym nic nie wychodziło. Kanada, która po raz ostatni w igrzyskach grała w 1992 roku, doprowadziła do prowadzenia 8:1. Wiele szkód robił Gavin Schmitt, który od nowego sezonu będzie grał w barwach Asseco Resovii Rzeszów. Antiga bardzo długo nie decydował się na zmiany. Pierwszej dokonał dopiero przy stanie 7:16, ale wówczas Rafał Buszek już niewiele mógł zrobić. Przewaga rywali była zbyt wysoka i wygrali 25:17.

Kolejny set także nie należał do najłatwiejszych. Zwłaszcza blokiem Polacy nie potrafili zdobywać punktów. Na ratunek przyszedł Mika, który atakował z każdej niemal pozycji i często obijał kanadyjską "ścianę". On sam nie był jednak w stanie stawić czoła dobrze grającym rywalom. Przełom nastąpił, gdy w polu zagrywki pojawił się Michał Kubiak. Mistrzowie świata przegrywali wówczas już 15:19.

Kapitan Polaków wziął na swoje barki odpowiedzialność nie tylko w zagrywce, ale i w ataku. Kilka akcji, skutecznie ustawiony blok i silne zagrania Bartosza Kurka sprawiły, że biało-czerwoni zdobyli sześć punktów z rzędu. Ostatecznie ekipa Antigi wygrała 25:21. Było jednak sporo zamieszania po stronie rywali. Kanadyjski trener Glenn Hoag, który już wcześniej zapowiedział, że jest to jego ostatni rok z reprezentacją, chciał najpierw zrobić zmianę, która nie została dopuszczona. Później nieporozumienie wynikło przy systemie challenge. To wszystko mocno zaszkodziło drużynie spod Klonowego Liścia.

Wrócili jednak do swojej gry w czwartej partii. Polacy od początku oddali rywalom inicjatywę i nie mieli nic do powiedzenia. Nie dały nic zmiany, a także mocna zagrywka. Kanada była lepsza w każdym elemencie i wygrała zasłużenie 25:18.

Za to biało-czerwoni, postawieni pod ścianą, znakomicie zaczęli tie-break. Prowadzenie 7:1 było dużą zasługą Mateusza Bieńka, który całkowicie zaskoczył przeciwnika zagrywką. Właśnie serwis odegrał kluczową rolę w decydującej partii, którą Polacy bez większych problemów wygrali 15:9.

Wcześniej Iran pokonał Australię 3:0, a Francja okazała się lepsza od Chin 3:1. Na zakończenie pierwszego dnia zawodów Japonia zmierzy się z Wenezuelą.

W Tokio o przepustkę olimpijską walczy osiem zespołów. Awansują trzy najlepsze i jedna drużyna z Azji. Rywalizacja systemem każdy z każdym potrwa do 5 czerwca i jest to ostatnia szansa, by dostać się na igrzyska.

W niedzielę o godz. 8.40 czasu warszawskiego Polacy zagrają z Francją.


(j.)