Nikogo nie zatrzymano po burdach podczas finału piłkarskiego Pucharu Polski - dowiedział się od policji reporter RMF FM. Wczoraj na stadionie Zawiszy w Bydgoszczy doszło do bijatyki kiboli Legii i Lecha z policją i ochroną. Opanowanie sytuacji zajęło kilkanaście minut, pół godziny trzeba było czekać na wręczenie pucharu.

REKLAMA

Nikt nie został zatrzymany być może dlatego, że miasto nie było przygotowane na mecz, czego zresztą policjanci nie ukrywali. Już kilka dni przed spotkaniem policja wydała negatywną opinię na temat jego organizacji. Ta decyzja nie była jednak wiążąca dla prezydenta Bydgoszczy, który ostatecznie zdecydował, że mecz się odbędzie.

Zabezpieczenie imprezy ze strony organizatora było jednak fatalne, już przed meczem kibole Legii rzucali w stronę ochrony, dziennikarzy i piłkarzy Lecha petardy. Po spotkaniu było to, co wszyscy niestety doskonale znamy - demolka, latające krzesła i rozbite głośniki. Policjanci zapewniają, że sprawdzają zebrany materiał i bandyci będą jeszcze zatrzymywani, na razie jednak można mówić tylko o pełnej kompromitacji organizatora meczu i służb.

Puchar Polski zdobyła Legia Warszawa, która w finałowym meczu pokonała w rzutach karnych 5:4 Lecha Poznań. W regulaminowym czasie gry było 1:1.

W ruch poszło wszystko, co było pod ręką wandali: elementy ogrodzenia, głośniki, plastikowe krzesełka.
W ruch poszło wszystko, co było pod ręką wandali: elementy ogrodzenia, głośniki, plastikowe krzesełka.
W ruch poszło wszystko, co było pod ręką wandali: elementy ogrodzenia, głośniki, plastikowe krzesełka.
W ruch poszło wszystko, co było pod ręką wandali: elementy ogrodzenia, głośniki, plastikowe krzesełka.
W ruch poszło wszystko, co było pod ręką wandali: elementy ogrodzenia, głośniki, plastikowe krzesełka.
W ruch poszło wszystko, co było pod ręką wandali: elementy ogrodzenia, głośniki, plastikowe krzesełka.