Borussia Dortmund zremisowała z Realem Madryt 2:2 w meczu 4. kolejki piłkarskiej Ligi Mistrzów. Bramki dla Borussii zdobyli Reus i Arbeloa (gol samobójczy), a dla Realu Pepe i Oezil. Po tym meczu Borussia pozostaje liderem grupy D.

REKLAMA

Przed meczami z Realem Madryt Robert Lewandowski mówił, że sukcesem Borussii byłoby zdobycie jednego punktu w obu spotkaniach. Tymczasem zespół z Dortmundu sprawił ogromną niespodziankę najpierw pokonując "Królewskich" na własnym stadionie 2:1, a potem remisując z Realem na jego terenie 2:2. Po przegranym meczu w Dortmundzie piłkarze Realu pałali żądzą rewanżu. Nie chodziło zresztą tylko o urażoną dumę, ale o prostą kalkulację - jeśli Real nie zdobyłby kompletu punktów, mógłby mieć problem z awansem do 1/8 finału z pierwszej pozycji. A to oznaczało możliwość spotkania się z europejską potęgą już w kolejnej fazie Ligi Mistrzów.

Początek spotkania na Santiago Bernabeu obfitował w kilka okazji po obu stronach. Jednak pierwsi z gola cieszyli się goście z Dortmundu. W 28. minucie długie podanie trafiło do Roberta Lewandowskiego, Polak zgrał piłkę głową do nadbiegającego Reusa, a ten huknął w okienko bramki Ikera Casillasa. Trybuny na Santiago Bernabeu ucichły, ale tylko na chwilę, bo już w 34. minucie wyrównał Pepe.

Portugalski obrońca dał sygnał do ataku, a "Królewscy" jakby zwietrzyli szansę na zdobycie drugiej bramki. Ale to oni zostali skarceni tuż przed końcem pierwszej połowy. Grosskreutz przerzucił piłkę nad obrońcami, ta trafiła do Goetzego, który strzelił na bramkę. Tor lotu piłki zmienił jeszcze Arbeloa, a Cassilas był bez szans. Gol samobójczy i prowadzenie Borussii 2:1.

W drugiej połowie już od początku role były rozdzielone. Borussia skupiła się na bronieniu korzystnego wyniku i kontratakach, natomiast Real nacierał coraz groźniej. Dwoił się i trofił Ronaldo, ale w bramce zespołu z Dortmundu świetnie spisywał się Weidenfeller. Kilka wspaniałych sytuacji miał wprowadzony na boisko Callejon, raz nawet trafił do siatki, ale sędzia dopatrzył się spalonego.

W końcówce Jose Mourinho postawił wszystko na jedną kartę i wprowadził na boisko Kakę. Madrytczycy atakowali właściwie wszystkim zawodnikami, ale ciągle nie byli w stanie pokonać Weidenfellera, a kiedy już Callejon strzelił obok bramkarza to piłkę z linii bramkowej wybił jeden z piłkarzy Borussii. W 89. minucie sędzia podyktował rzut wolny dla Realu. Do piłki podchodził Ronaldo, ale ostatecznie strzelił Oezil. Sprytnym, technicznym uderzeniem oszukał Weidenfellera, piłka odbiła się od słupka i wpadła do bramki. Real uratował remis 2:2