W życiu prywatnym szykuje się do nowej roli – w marcu zostanie ojcem. Lada moment wyjeżdża na Teneryfę, by przygotowywać się do sezonu. Bartosz Zmarzlik opowiedział w RMF FM o planach na najbliższe tygodnie. Czy jest sportowcem spełnionym? Czy planuje start w Dakarze? Czy żużel jest ważniejszy niż futbol? O tym wszystkim z podwójnym indywidualnym mistrzem świata rozmawiał dziennikarz RMF FM Paweł Pawłowski.

REKLAMA

Paweł Pawłowski RMF FM: Szykujesz się do roli ojca. Czy to rola do pogodzenia z życiem sportowca według Ciebie?

Bartosz Zmarzlik: Jak będzie? To się okaże. Myślę jednak, że na tyle wszystko mam poukładane, że nie powinno to z niczym kolidować.

Wszystko już przygotowane?

Można powiedzieć, że dosłownie. Dlatego właśnie wszystko robiliśmy szybciej ze względu na mój wyjazd na obóz i późniejsze pierwsze treningi. Nie chciałem robić wszystkiego na raz. Ten okres grudzień - styczeń był takim czasem, w którym mogłem bardziej poświęcić się rodzinie i przygotowaniom. Teraz nie będzie takiej możliwości.

Wyjeżdżasz z klubem na Teneryfę. Niektórzy mówią, że to obóz integracyjny. Inni twierdzą, że to zgrupowanie. To co tam będziecie robić?

Nastawiam się na to, by jak najlepiej wykorzystać pogodę. Chcę mnóstwo czasu spędzić na szosie, na rowerze. Mamy zaplanowany też wyjazd na tor motocrossowy. Trenerzy przygotowali dla nas plan, który mamy dostać lada moment. Z tego co wiem, nudy nie będzie. Dzień będzie zajęty od rana do wieczora. Będzie czas na szybkie spanie i trzeba będzie wchodzić w kolejny dzień.

2021 rok to 11 rund Grand Prix. Obroniłeś tytuł mistrza świata. Czy w tym przypadku jesteś już sportowcem spełnionym?

Jeden wynik goni drugi wynik i napędza. Tak jest i w moim przypadku. Każda dobra chwila napędza do lepszego wyniku, większej motywacji, lepszego przygotowania i organizacji. Trzeba być konsekwentnym i dążyć do swoich celów i marzeń, które nadal są. Nie jestem jeszcze zaspokojony moimi sukcesami na tyle, by być sportowcem kompletnym.

W tym roku zostałeś w plebiscycie piątym najpopularniejszym sportowcem. Wcześniej pokonałeś Roberta Lewandowskiego. To dało impuls do internetowych przepychanek na temat ważności obu dyscyplin. Niektórzy nawet mówią, że dziennikarze sportowi, pracujący w Warszawie, są "piłkogłowi". Jak ty się odnosisz do tych przepychanek?

Nie ma sensu porównywać i dzielić tych sportów. To osobna rzecz, która tworzy swoją historię. Piłka i żużel mają za sobą rzeszę fanów. Wiadomo, że będą takie przepychanki, ale to nie dla mnie. Odchodzę od tego tematu, bo nie ma sensu, by to kontynuować i dawać kolejne preteksty do porównań.

Zostawmy ten temat i wróćmy do motorsportu. Jesteś młodym człowiekiem, ale pewnie już myślisz, co będziesz robił po zakończeniu kariery. Czy chcesz się przesiąść na inną maszynę?

A dlaczego po zakończeniu kariery?

Już teraz?

Nie mówię, że teraz czy za rok. Mam mnóstwo pomysłów, które chcę wdrożyć w życie, ale nic nie powiem.

Dakar?

Pomidor.