Medalista olimpijski w zapasach Andrzej Supron jest jednym z ambasadorów Artur Siódmiak Camp, czyli największej lekcji WF-u organizowanej przez fundację byłego reprezentanta Polski w piłce ręcznej. Supron w rozmowie z RMF FM opowiedział o swoich lekcjach WF-u sprzed lat i podkreślił rolę nauczycieli WF-u, którzy odgrywają ogromną rolę, w zarażeniu dzieci sportową pasją. "Żałuję tylko, że WF cały czas jest niedoceniany" - powiedział Supron. Artur Siódmiak Camp na warszawskim Torwarze już 16 listopada.

REKLAMA

Patryk Serwański, RMF FM: Artur Siódmiak organizuje po raz kolejny Największą lekcję WF-u w Polsce. Na Torwarze spotka się kilka tysięcy dzieciaków. A pan ma jakieś wspomnienia związane z własnymi lekcjami WF-u?

Andrzej Surpon: Same dobre wspomnienia. WF był dla mnie zawsze najważniejszą lekcją, do dziś jest jednak niedoceniany. Szkoda, bo sport jest bardzo ważny szczególnie w rozwoju psychofizycznym dziecka i trochę nad tym ubolewam. Sam teraz jako prezes Polskiego Związku Zapaśniczego realizuje różne ministerialne programy sportowe. To wszystko po to, by dzieciaki odciągnąć od wirtualnego świata i wykorzystać tkwiącą w nich adrenalinę. Sport to coś fantastycznego. Społeczeństwo wysportowane to zupełnie inaczej funkcjonujące społeczeństwo. Pod akcją Artura podpisuje się w obiema rękami. A co do moich WF-ów to te lekcje się nie kończyły. Chodziliśmy też na SKS. Były zawody międzyszkolne. To było wydarzenie, przeżycie. Było się reprezentantem szkoły. To było coś wyjątkowego. Przy takich akcjach jak Artur Siódmiak Camp naszym sprzymierzeńcem jest fizjologia. Dzieciaki mają w sobie ogromną ilość energii. To trzeba wykorzystać. Oczywiście czasami trzeba dzieci też przekupić. Pokazać, że sport to zabawa, ale także możliwość wygrywania nagród.

Taką formą "przekupstwa" jest także możliwość spotkania się z gwiazdami sportu, jak to będzie na Artur Siódmiak Camp. Jeżeli ktoś zostanie pochwalony przez znanego sportowca, to musi pękać z dumy.

A do tego dochodzą autografy, selfiki, zdjęcia. Ja sam pamiętam jak do nas do szkoły przyjechała reprezentacja. Miałem oczy jak spodki. Ja jestem w tym gronie ambasadorów akcji trochę nietypowy. Kręcę się po telewizji i stąd mogę znać mnie dzieci. Dopiero jak się przekonają, że jestem zapaśnikiem i coś jeszcze potrafię, to święcą im się oczy. Dzieci przy sporcie trzeba też podpuścić, umieć z nimi rozmawiać. Dzieci kochają rywalizację. To świetnie angażuje dzieciaki do ruchu.

Zresztą to co wypracujemy zostaje na lata. Rozmawiamy tuż po meczu tenisowym, w którym pan grał.

Musi być świadomość. Sportowiec wyczynowy ma zdecydowanie większe serce od normalnego człowieka. Brak treningu może szybko przełożyć się na chorobę wieńcową i tym podobne. A ja lubię rywalizację, wyrosłem ze sportów walki. Dużo gram w tenisa, ale i na zapaśniczą matę czasami wejdę, żeby podtrzymać szacunek dla mistrza. Zapasy to świetna dyscyplina ogólnorozwojowa w początkowej fazie. W krajach wysokorozwiniętych zapasy są w programie szkolnym i do tego chcę dążyć w Polsce. Kiedy robimy pokazy to biorę równolatków. Dzieciaki nie potrafią uwierzyć ile potrafią ich ćwiczący rówieśnicy. Trzeba pokazywać dzieciakom, że organizm może dawać im frajdę. Dlatego trzeba popierać takie akcje jak te przygotowywane przez Artura Siódmiaka. Dzieciaki naprawdę lubię rywalizację, lubią czuć adrenalinę. W ten sposób można też zarazić sportem rodziców. Ważna jest jednak kwestia prowadzącego zajęcia. Jeśli brakuje zaangażowania to i dziecku zaczyna brakować koncentrację. Jeśli nauczyciel ma pasję i dzieciaki też chodzą nakręcone. Czasami warto włączyć się w rywalizację, pokazać zaangażowanie. To bardzo ważny element tego by w promowaniu sportu odnieść sukces.

ABY WZIĄĆ UDZIAŁ W NAJWIĘKSZEJ LEKCJI WF-u, TRZEBA WYPEŁNIĆ FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY

STRONA FUNDACJI ARTURA SIÓDMIAKA