Zaskakująca porażka Wisły Kraków w ligowym starciu z KGHM Zagłębiem Lubin. Biała Gwiazda prowadziła aż do 86. minuty spotkania, by następnie pozwolić lubinianom strzelić dwie bramki w ciągu czterech minut i przypieczętować przegraną kuriozalnym golem samobójczym.

Zagłębie już w pierwszej minucie zagroziło bramce Wisły. Po rzucie wolnym Aleksander Kwiek uderzył głową i piłka o centymetry minęła słupek. Na kolejną akcję swojej drużyny miejscowi kibice musieli jednak czekać aż do 28. minuty. Wówczas po rzucie rożnym Manuel Curto uderzył z ostrego kąta, ale trafił tylko w poprzeczkę. Niebawem lubinianie mieli jeszcze lepszą okazję. Po kontrataku w polu karnym Kwiek miał przed sobą już tylko Michała Miśkiewicza, jednak bramkarz Wisły okazał się lepszy.

Do momentu, kiedy Curto trafił w poprzeczkę, zdecydowaną przewagę mieli goście i powinni zdobyć przynajmniej jednego gola. Kierowana przez Semira Stilicia środkowa linia świetnie rozgrywała akcje, którym brakowało jednak wykończenia. Czasami wyglądało to tak, jakby goście chcieli wejść z piłką do bramki - a kiedy już decydowali się na strzał, fatalnie pudłowali - jak Emmanuel Sarki, który będąc 16 metrów przed bramką posłał piłkę na aut.

Najbliżsi trafienia do siatki piłkarze Wisły byli w 23. minucie. Po doskonałej wymianie podań ze Stiliciem Michał Chrapek znalazł się sam przed Silvio Rodiciem. Uderzył jednak tak fatalnie, że piłka przetoczyła się powoli obok słupka.

Druga część spotkania wyglądała podobnie - Wisła częściej była przy piłce, lepiej się prezentowała, a Zagłębie kontratakowało i szukało szczęścia w stałych fragmentach gry. Na boisku pojawił się David Abwo, który sprawił, że szybkie ataki gospodarzy zrobiły się znacznie groźniejsze i mecz nabrał tempa.

W 55. minucie prowadzenie mogli objąć lubinianie. Po rzucie rożnym piłkę przejął przed polem karnym Manuel Curto i dośrodkował. Nieoczekiwanie wyszedł mu strzał i Miśkiewicz z wielkim trudem zdołał sparować piłkę na poprzeczkę, a później jeszcze obronił dobitkę Elvedina Dzinica.

Koronkowe akcje gości przyniosły efekt w 74. minucie, choć trzeba przyznać, że przy dużej pomocy defensorów Zagłębia. Wilde Guerrier próbował efektownie w polu karnym minąć obrońców, ale za mocno wypuścił sobie piłkę, która trafiła do Dzinicia. Ten próbował ją wybić, ale podał wprost do Łukasza Burligi, a obrońca Wisły mocnym uderzeniem z ostrego kąta trafił do siatki.

Goście cieszyli się jednak z prowadzenia zaledwie 12 minut. Arkadiusz Piech próbował minąć Gordona Bunoza i został sfaulowany, a do piłki ustawionej na 25. metrze podszedł Manuel Curto. Uderzył bardzo mocno i trafił w samo okienko bramki Miśkiewicza.

Odpowiedź Wisły mogła być natychmiastowa, bo zaraz po wznowieniu gry od środka szansę miał Guerrier. Uderzył technicznie w długi róg, ale Ridić zdołał odbić piłkę nogami.

Zegar boiskowy wskazywał już 90. minutę, kiedy na strzał zza pola karnego zdecydował się Piech. Piłka po drodze odbiła się jeszcze od jednego z obrońców, co zupełnie zmyliło Miśkiewicza, który wylądował w jednym roku bramki, a piłka środkiem wpadła do siatki.

Na tym koszmar krakowian się nie zakończył. Już w doliczonym czasie Michał Nalepa zagrał do Miśkiewicza, a ten nie trafił w piłkę, która wtoczyła się do bramki. Po tej sytuacji część zawodników gości złapała się za głowy, a część padła na murawę. Zagłębie natomiast świętowało zwycięstwo i ucieczkę ze strefy spadkowej.

Po meczu powiedzieli:

Franciszek Smuda, trener Wisły: To był mecz suwenir. Dużo przeżyłem już w lidze, ale takiego czegoś dawno już nie doznałem. Dominowaliśmy, mieliśmy wszystko w ręku i przegraliśmy. Szkoda tego wysiłku, bo naprawdę graliśmy dzisiaj w piłkę. To, co wymagam  na treningu, było dzisiaj grane. Ale co z tego? Są jeszcze indywidualne błędy, których dzisiaj popełniliśmy kilka i skończyło się porażką. Jedyne, z czego mogę być zadowolony dzisiaj, to z gry, bo wyglądała naprawdę dobrze. Wynik jest jednak fatalny, bo punkty zostały w Lubinie.

Orest Lenczyk, trener Zagłębia: Wygraliśmy mecz z drużyną, która dobrze grała w piłkę. Można powiedzieć, że pokazaliśmy charakter. Mecz się nam nie układał, co wynikało chyba z tego, że Wisła lepiej operowała piłką. Spodziewaliśmy się, że to będzie wymagający rywal i to się potwierdziło na boisku. Z takim zespołem jest trudno wygrać i tym bardziej to zwycięstwo nas cieszy. Ważny był piękny gol Curto, który dał nam nadzieję na lepszy wynik. Teraz już szykujemy się do meczu z Lechią w Gdańsku, a później czeka nas półfinał Pucharu Polski z Arką Gdynia.

Bramki: 0:1 Łukasz Burliga (74), 1:1 Manuel Curto (86), 2:1 Arkadiusz Piech (90), 3:1 Michał Nalepa (90+3 - samobójcza).

Żółte kartki - Wisła Kraków: Michał Nalepa, Gordan Bunoza, Fabian Burdenski.