Trafienie Patryka Małeckiego dało trzy punkty Wiśle Kraków w meczu z Arką Gdynia. Mecze Śląska Wrocław z Jagiellonią Białystok i Lechii Gdańsk z Ruchem Chorzów zakończyły się bezbramkowymi remisami.

W barwach Śląska zadebiutowali: Przemysław Kaźmierczak, Waldemar Sobota i Cristian Diaz. Zabrakło natomiast czwartego pozyskanego przed sezonem piłkarza - Łukasza Gikiewicza - oraz kontuzjowanych Mariusza Pawelca i Łukasza Madeja. Jagiellonia opromieniona zdobyciem Superpucharu Polski i podbudowana dwoma dobrymi, choć przegranymi, spotkaniami w europejskich pucharach, we Wrocławiu zagrała w niemal najsilniejszym składzie.

Początek spotkania należał do gospodarzy, którzy szybko przejęli inicjatywę i zdominowali grę w środku pola. W akcjach ofensywnych wrocławianom brakowało jednak precyzji lub na ich drodze stawali ofiarnie interweniujący obrońcy. Najlepszej okazji do zdobycia bramki nie wykorzystał w 16. minucie Sobota, który minął dwóch rywali i technicznym strzałem próbował pokonać Grzegorza Sandomierskiego. Wyciągnięty jak struna bramkarz gości zdołał jednak wybić piłkę na rzut rożny.

Jagiellonia odpowiedziała strzałem Marcina Burkhardta z rzutu wolnego w 28. minucie meczu, ale piłkę, lecącą tuż pod poprzeczkę, w ostatniej chwili przerzucił nad bramką Marian Kelemen. Już w doliczonym czasie pierwszej części gry prawą stroną boiska przedarł się Alexis Norambuena, ale z ostrego konta przestrzelił.

Po zmianie stron oba zespoły zagrały jeszcze bardziej ofensywnie. Sygnał do ataku dał Sebastian Mila, który po składnej akcji minimalnie przestrzelił z 18 metrów. W 58. minucie po podaniu Burkhardta w sytuacji sam na sam z bramkarzem znalazł się wprowadzony po przerwie Tomasz Frankowski, ale zbyt mocno wypuścił sobie piłkę i Kelemen zdołał ją wybić. Minutę później, po błędzie obrońców gości, piłka trafiła do Diaza, który z 20 metrów trafił w poprzeczkę.

Na 9 minut przed końcem meczu Norambuena za kopnięcie Diaza ukarany został przez sędziego czerwoną kartką. Grający w przewadze Śląsk, mimo nieustających ataków i kilku dogodnych sytuacji, nie zdołał jednak zdobyć bramki.

Wisła Kraków - Arka Gdynia

Przed spotkaniem na Suchych Stawach w obozie "Białej Gwiazdy" pojawiło się wiele pytań. Najważniejszą kwestią było to, jak zareaguje zespół po blamażu z Karabachem Agdam z III rundzie eliminacji Ligi Europejskiej i dymisji trenera Henryka Kasperczaka. Jak się okazało, wicemistrzowie Polski zareagowali pozytywnie. Przez niemal całe spotkanie grali z dużo większą determinacją niż w spotkaniu z Azerami, stwarzając sobie wiele sytuacji podbramkowych.

Na poczynania "Wiślaków" nie wpłynęły raczej zmiany poczynione przez tymczasowego szkoleniowca Tomasza Kulawika, który do gry w pierwszym składzie desygnował Mariusza Pawełka i debiutanta Kamila Radę. Nastoletni pomocnik poczynał sobie co prawda całkiem nieźle, ale poza groźnym strzałem w 38. minucie nie wyróżnił się niczym szczególnym i został zmieniony w przerwie przez Rafała Boguskiego.

Wystawiany w ostatnich spotkaniach jako prawoskrzydłowy piłkarz wystąpił w drugiej połowie na swojej ulubionej pozycji cofniętego napastnika. Mimo to nie zdołał wykorzystać trzech doskonałych sytuacji po dobrych dograniach Patryka Małeckiego. Pomocnik gospodarzy był wyróżniającą się postacią spotkania. Oprócz strzelonej bramki raz po raz dynamicznymi szarżami nękał obronę Arki, a w 69. minucie bliski był strzelenia drugiego gola. Po podaniu z głębi pola wyszedł sam na sam z Norbertem Witkowskim, minął go i oddał strzał do pustej bramki, ale tuż przed linią bramkową piłkę wybił Marciano Bruma.

Pierwsza połowa tego przeciętnego spotkania zdecydowanie należała do gospodarzy. Taki przebieg gry wynikał również z defensywnej taktyki chorzowskiego zespołu, który schowany za "podwójną gardą" nie był specjalnie zainteresowany atakowaniem bramki Lechii.

Mający bardzo dużo wolnego miejsca gdańszczanie najbliżsi strzelenia gola byli po uderzeniach z dystansu Brazylijczyka Deleu (w 6. minucie) oraz Piotra Wiśniewskiego (w 12. minucie), ale za każdym razem efektownymi interwencjami popisywał się były bramkarz Lechii Krzysztof Pilarz.

Drugą połowę rozpoczęli gospodarze od dynamicznej akcji lewą stroną Ivansa Lukjanovsa, jednak żaden z piłkarzy Lechii nie zdołał dojść do zagranej przez Łotysza wzdłuż bramki piłki. Po przerwie Ruch zagrał trochę odważniej niż w pierwszych 45 minutach, jednak i tak nie zdołał przez cały mecz wypracować sobie dogodnej sytuacji. W 73. minucie Paweł Buzała dokładnie podał z prawego skrzydła do Wiśniewskiego, ale ten zwlekał ze strzałem i został zablokowany. Za chwilę przed szansą stanął Buzała, ale chorzowscy obrońcy wybili piłkę poza boisko. Po 10. rzucie rożnym, (chorzowianie wykonywali ich tylko dwa) egzekwowanym przez Wiśniewskiego, w idealnej sytuacji znalazł się Serb Marko Bajić, ale po jego główce bramkarz Ruchu nie miał problemu ze złapaniem piłki.

Z kolei w 80. minucie po dynamicznym wejściu i strzale Deleu piłka trafiła w boczną siatkę. W ostatniej minucie okazję do zapewniania Lechii trzech punktów zaprzepaścił Dawidowski, który główkował nad poprzeczką. Na trybunach pojawił się premier Donald Tusk.