"Nie mogę stwierdzić, że to był zły mecz. Aczkolwiek, jak się nie wykorzystuje takiej szansy, to wiadomo, że potem wszystko leci tylko w dół" - powiedziała Agnieszka Radwańska po meczu z Marią Szarapową. Polka przegrała z Rosjanką w czwartej rundzie 6:7, 5:7 i pożegnała się z wielkoszlemowym French Open na kortach ziemnych im. Rolanda Garrosa (z pulą nagród 17,052 mln euro).

Owszem, w pierwszym secie miałam 4:1, ale to było tylko jedno przełamanie, więc to aż tak dużo nie znaczyło. W drugiej partii było już bliżej i na pewno nie powinnam przegrać tego seta. Wygrałam trzy pierwsze piłki łatwo i nie powinno mi to uciec, ale później zepsułam pięć kolejnych w wymianach - powiedziała Radwańska, która zmarnowała pięć piłek setowych w drugiej odsłonie.

Nie mogę powiedzieć, że to się rozegrało w głowie, bo nie miałam żadnego "hebla", czy czegoś takiego. Nie miałam nic do stracenia. To był bardzo dobry i wyrównany mecz od początku, dobrze grałam. To nie była więc głowa, tylko po prostu nie wykorzystałam tego, co miałam. Trzeba było to jakoś inaczej rozegrać, a jak się takich szans nie wykorzystuje, później ciężko to nadrobić, szczególnie jak rywalka tak dobrze gra, jak Maria. Tutaj każda piłka jest ważna- zaznaczyła Radwańska.

Ona ma taki styl gry, że cały czas nadaje tempo, a do tego dzisiaj bardzo dobrze serwowała. Na to ja nie miałam żadnego wpływu. Właściwie chwilami serwowała dwa pierwsze serwisy. Owszem, udawało mi się ją dzisiaj przełamać, ale ona świetnie returnowała, więc udawało jej się odrabiać straty - dodała.

Po meczu ojciec i trener Robert Radwański w dość mocnych słowach skrytykował postawę córki i zmarnowane szanse. Jego zdaniem przyczyna leży w głowie, a spowodowana jest coraz słabszą odpornością psychiczną, przy coraz lepszym tenisie.

Przyzwyczaiłam się już do krytycznych słów taty, bo jemu nigdy się nie dogodzi. Zresztą łatwo jest analizować co należało zrobić lub nie, gdy się siedzi na trybunach. Inaczej to jednak wygląda z perspektywy gry na korcie. Nie mam sobie nic do zarzucenia jeśli chodzi o głowę. Nie byłam przestraszona od początku. To był taki mecz, w którym owszem prowadziłam w dwóch setach, ale tu były takie piłki, wymiany, w których wszystko było na styku. Może mogłabym bardziej w nich zaryzykować, ale to łatwo się mówi po fakcie - powiedziała Radwańska.

W środę Polka wróci do Krakowa. Po kilku dniach treningów wyruszy do Anglii, gdzie od 12 czerwca będzie grała w turnieju WTA w Eastbourne. Będzie jej towarzyszył kapitan reprezentacji Polski w rozgrywkach Fed Cup Tomasz Wiktorowski. Natomiast ojciec dołączy do niej dopiero podczas kolejnej imprezy zaliczanej do Wielkiego Szlema - Wimbledonu.