"Przełożyć mentalność z pucharów na ligę". Jacek Cyzio przed niedzielnym klasykiem

Niedziela, 8 listopada 2020 (06:12)

Jedni mieli walczyć w Lidze Mistrzów, ale okazali się europejskimi pariasami. Drudzy, po pięcioletnim przestoju, wkroczyli na razie do przedsionka europejskiego salonu. Zaczęto się tam im nawet kłaniać. Dziś oba zespoły zagrają o prestiż i cenne punkty na krajowym podwórku. Przed nami klasyk: Legia Warszawa – Lech Poznań. O sytuacji w obu klubach i przewidywaniach przed dzisiejszym spotkaniem z byłym piłkarzem Legii Warszawa Jackiem Cyzio rozmawiał Paweł Pawłowski z redakcji sportowej RMF FM.

Paweł Pawłowski RMF FM: Trener Dariusz Żuraw, z którym na początku mało kto wiązał nadzieje, wprowadził Lecha do Europy. W Legii natomiast mamy kolejnych trenerów "na lata", którzy okazują się trenerami do lata. Który klub jest zatem w lepszej ogólnej kondycji według pana?

Jacek Cyzio: Bezsprzecznie Lech Poznań. W klubie postawili na trenera, który był sprawdzany w Lechu dosyć długo. Był w Lechu, w Zniczu Pruszków, później znowu wrócił do rezerw Lecha. Następnie dostał pracę w pierwszym zespole jako trener tymczasowy, ale cały czas był sprawdzany i testowany. Zarząd się przyglądał i wreszcie zdecydował się na zatrudnienie. Trener na pewno przedstawił swoją wizję, która spodobała się prezesom i ta wizja przynosi dzisiaj bardzo dobre efekty. Człowiek popracował rok z zespołem; wcześniej znał realia tego zespołu i wiedział, jak działa akademia, która jest dostarczycielem piłkarzy do reprezentacji. Same ukłony w stronę działaczy. Zatem nie ma teraz porównania. Zobaczmy, gdzie jest Lech, a gdzie jest Legia. To Legia miała bić się o Ligę Mistrzów - nie wyszło; Ligę Europy - nie wyszło. Lech Poznań małymi kroczkami przygotowywał zespół i mamy tego efekty, co widać np. po wczorajszym meczu. Lech ma 3 punkty, gra bardzo dobrze. W poprzednich meczach też grał dobrze i był chwalony mimo wyników. Niektórzy narzekali na to, że Lech jest chwalony, a nie zdobywa punktów. Te punkty wreszcie przyszły i jest nadzieja na wyjście z grupy. Co do Legii: tak jak pan wspomniał - trener jest na lata, ale do lata. Trenerzy są zwalniani bardzo często i w złych momentach - to moja opinia. Jaki sens był wymieniać Vukovicia kilka dni przed najważniejszym meczem sezonu? Przyszedł teraz trener Michniewicz, który - ja bym tak nie postąpił - zostawił reprezentację. Nie wyszło mu na razie z Legią i nie wyszło też z reprezentacją. Zatem w Legii - ogólna klapa.

Czy to już czas, w którym powinniśmy zaobserwować efekty pracy trenera Michniewicza?

Chyba jest trochę zbyt wcześnie. Mamy pandemię i rozbity przez nią zespół. Jest też kilka kontuzji, są kwarantanny i ukarani zawodnicy jak Remy. Był też mecz z Wartą Poznań i ta niefortunna wypowiedź trenera Michniewicza (Tomas Pekhart miał zgłaszać problemy z węchem, mimo to grał - przyp. red.). Legia wygrała ten mecz z Wartą, ale to był dla Legii sparing, w którym Warta nie postawiła się przeciwnikowi. Wydaje mi się, że jest zbyt wcześnie; trener Michniewicz musi zdecydowanie dłużej popracować. Oczywiście chciałoby się już wyników. My tutaj w Warszawie czekamy, żeby legia grała dobrze i grała tak przez cały sezon. Na to trzeba czasu i cierpliwości właściciela klubu. Stawia on na różnych trenerów, którzy przychodzą z różnych krańców świata i pracują po pół roku. Byli też trenerzy polscy,  jak Jacek Magiera. On nie dostał dłużej szansy. Zrobił wynik, ale później  Legia znów grała słabo. To też człowiek młody, który dopiero się uczy. Ta Legia funkcjonowałaby  na pewno lepiej niż teraz. Wrócę znów do Lecha, gdzie ta praca i przestój przez ostatnich 5 lat, był podporządkowany temu, by Lech odpalił. No i odpalił. Życzę Lechowi, by ta praca wyglądała tak, jak do tej pory. W Legii tego właśnie niestety brakuje.

Lech w Ekstraklasie dopiero na dziesiątym miejscu. Po tym, co obserwowaliśmy w spotkaniu ze Standardem Liege, chyba nieco zdziwieni jesteśmy, że Lech jest tak nisko w lidze. Z czego to wynika?

Lata temu, gdy grałem w Legii, doszliśmy do półfinału Pucharu Europy. To były inne czasy i inna kadra. Było nas mało - dwóch masażystów, kierownik i dwóch trenerów. Nie było nawet jako takiego trenera bramkarzy. Choć samych bramkarzy mieliśmy znakomitych, a opiekował się nimi Lucjan Brychczy. Bramkarzami byli Robakiewicz i Szczęsny, zatem potrafili się sami przygotować do meczu. W tamtym czasie chcieliśmy grać na każdym froncie dobrze. W Europie to wychodziło. W lidze - było ciężko. Graliśmy w Szkocji, graliśmy za Berlinem, trzeba było wrócić i w kolejny dzień był już rozruch, by za dwa dni zagrać mecz - nie ujmując nic nikomu - ze Stalą Mielec. Wtedy ta głowa nie pracowała tak,  jak powinna. Dzisiaj natomiast przy możliwościach, jakie mają kluby, przy możliwości pracy z psychologiem... Coś w tym jest, że oni w tej lidze nie grają źle, ale nie grają na tym samym poziomie, co w Europie. Być może tu jest problem, nad którym trenerzy powinni popracować z zawodnikami.

Patrząc jednak na suche statystyki, to Puchacz z Ramirezem rozegrali już po ponad tysiąc minut. Jedna sprawa, to czy piłkarze wytrzymują takie obciążenia, a druga - czy na tym poziomie takie obciążenia wypada i trzeba wytrzymywać?

Oczywiście, że tak! Mamy takie czasy, że oni są kontrolowani cały czas. Trenerzy mają wgląd w przygotowanie każdego zawodnika. Jeśli ktoś jest zmęczony lub przetrenowany, to dają mu odpocząć. Tak jest wszędzie. Np. w Bayernie Monachium Robert Lewandowski dostał wolne w ligowym meczu, by Polak mógł odpocząć nawet psychicznie i później ruszyć do walki. Wydaje mi się, że przygotowanie zawodników w Lechu jest na takim poziomie, że z tym  nie ma żadnego problemu. Wrócę do swoich czasów. Piłkarz bardzo lubi grać w piłkę i to co trzy dni. Ja to lubiłem. To dodawało pewności siebie; ciągle byliśmy przygotowani. Jeżeli nie gramy w tygodniu, to trenujemy ciężko. Obecna kadra Lecha czy Legii też ma takie cięższe treningi raz czy dwa razy w tygodniu. Zatem takie mecze co trzy dni - dodają pewności i wytrenowania. Ja osobiście dążyłbym do gry co trzy dni - w lidze i w pucharach - by jak najmniej trenować.

Na koniec jaki scenariusz przewiduje pan w niedzielnym meczu?

Patrząc na to, co się dzieje, to Lech jest faworytem. Legia jest groźna i będzie grała coraz lepiej. Życzę im tego. Kibicom i sobie życzę dobrego widowiska. Niech wygra lepszy. Teraz Lech prezentuje się lepiej, ale życzę Legii zwycięstwa.


Artykuł pochodzi z kategorii: Sport

Paweł Pawłowski

Joanna Potocka