Piłkarze Sunderlandu postanowili zwrócić pieniądze za bilety swoim kibicom, którzy przejechali prawie 1000 kilometrów, by obejrzeć z trybun ich wyjazdowy mecz z Southampton, przegrany aż 0:8. Jak wyliczono, będzie to kosztować zawodników około 60 tysięcy funtów.

Koszmar, horror, dramat, wcześniejsze Halloween - tak włoskie media podsumowały porażkę Romy z Bayernem Monachium 1:7 w meczu fazy grupowej piłkarskiej Ligi Mistrzów. Pojawiły się porównania do pamiętnego meczu Brazylia - Niemcy w półfinale brazylijskiego mundialu. Komentatorzy zgodnie przyznali... czytaj więcej

Z inicjatywą wyszedł włoski bramkarz Czarnych Kotów Vito Mannone, a poparł ją m.in. kapitan John O'Shea.

Chcemy w ten sposób podziękować wszystkim, którzy przebyli tak długą drogę, by nas w tym meczu wesprzeć - powiedział O'Shea, cytowany przez serwis bbc.com.

Zwyciężamy i przegrywamy wspólnie jako drużyna i kibice - oświadczył natomiast prezes klubu, cytowany na stronach internetowych Sunderlandu. Podziękował zarazem kibicom za to, że zostali na meczu do ostatniego gwizdka.

Na stadionie w Southampton pojawiło się około 2,5 tysiąca fanów Sunderlandu. Jeśli któryś z nich nie zgłosi się po zwrot 24 funtów za wejściówkę, pieniądze zostaną przekazane na cele charytatywne.

Klub nie zwróci natomiast fanom pieniędzy wydanych na przejazd, bo korzystali z różnych środków transportu i - według przedstawicieli drużyny - oszacowanie kosztów byłoby niemożliwe. Warto w tym miejscu wspomnieć, że bilet kolejowy na trasie z Sunderlandu do Southampton to wydatek ponad 150 funtów.

Sobotnia przegrana 0:8 to najbardziej dotkliwa porażka, jaką Sunderland poniósł w historii swoich występów w Premier League. Co więcej, dwa gole były trafieniami samobójczymi.

Po meczu szkoleniowiec Gus Poyet przyznał, że był to najbardziej wstydliwy moment w jego karierze.