Piotr Nowakowski przed LM: Mam nadzieję, że utrzemy nosa Heynenowi

Poniedziałek, 2 grudnia 2019 (10:37)

Verva Warszawa Orlen Paliwa rusza do walki w siatkarskiej Lidze Mistrzów. Wicemistrzowie Polski wydają się scementowani po problemach, które spotkały ich przed sezonem. Chodzi o zamieszanie ze sponsorem i zmianą nazwy klubu. W zespole pozostali jednak kluczowi zawodnicy, którzy poprowadzili drużynę do ośmiu ligowych zwycięstw. Teraz chcą zaprowadzić zespół jak najdalej w lidze mistrzów. Pierwszy mecz już w środę. W kolejnych spotkaniach warszawianie natkną się m.in. na Wilfredo Leona z Perugii. O nadchodzącym pucharowym sezonie ze środkowym Vervy Piotrem Nowakowskim rozmawiał Paweł Pawłowski.

Paweł Pawłowski RMF FM: Będziesz odpowiedzialny w Lidze Mistrzów m.in. za blokowanie Wilfredo Leona w meczu z Perugią. To trudne zadanie?

Piotr Nowakowski: Na pewno będzie to ciężkie spotkanie. Rozgrywający Perugii jest graczem światowej klasy i będzie chciał umiejętnie zgubić nasz blok. Aczkolwiek piłki kierowane do Wilfredo, nie są jakieś mega szybkie, więc dojść się uda, ale trzeba jeszcze wyskoczyć w górę na odpowiednią wysokość i wtedy blok powinien się sprawdzić. Mam nadzieję, że będzie działo się to jak najczęściej; przynajmniej na naszym boisku. Z takim dopingiem, jaki nas na pewno czeka, będziemy fruwać wyżej niż normalnie.

Zacząłem od końca, więc jeszcze zostańmy przy Perugii. Czy trudno będzie zagrać przeciwko trenerowi Heynenowi? Chodzi mi o jego psychologiczne zagrywki.

Na pewno będzie to dodatkowa motywacja, ale i trudność. Trener Heynen zna nas od podszewki, wie na co nas stać i czego można się po nas spodziewać. Będzie to dodatkowy smaczek, że będziemy mogli wystąpić przeciwko naszemu trenerowi kadrowemu. W sumie nie zastanawiałem się przed tym pytaniem nad tym w ogóle, ale kiedy teraz o tym pomyślałem, to stwierdzam, że będzie to ciekawe przeżycie. Mam nadzieję, że utrzemy mu trochę nosa i będzie musiał denerwować się na swoich zawodników a nie na nas.

Ale zanim Perugia, to już teraz czeka was francuski zespół Tours, później jeszcze Benfika. Czy to zespoły, które są w zasięgu czy może jednak prezentują niższy potencjał niż Verva?

Nastawienie jest takie, żeby te dwa mecze wygrać. Mam nadzieję, że z Perugią będziemy bić się o pierwsze miejsce, a te cztery mecze (licząc z rewanżami) musimy traktować z pozycji faworyta. Z drugiej strony nie możemy narzucać na siebie presji. Trzeba wyjść na te spotkania i je wygrać. Zarówno zawodnicy z Tours jak i z Lizbony na pewno prezentują jakiś poziom, aczkolwiek nasza drużyna ma na pewno dużo większy potencjał, tylko będziemy musieli to udowodnić dobrą grą na boisku.

W lidze natomiast wygrywacie prawie wszystko. Potknęliście się teraz na PGE Skrze Bełchatów. Widać, że zamieszanie ze sponsorem nie zrobiło na was większego wrażenia. Wszystko układa się dobrze. Czy to już jest zespół gotowy na Ligę Mistrzów?

Na początek tak. Tylko potrzebny jest nam jeszcze rasowy atakujący, który w ważnych momentach będzie mógł wziąć ciężar gry na siebie i skończyć kilka trudnych piłek. Myślę, że wtedy będziemy już zespołem kompletnym. Oczywiście nie chcę nic ujmować naszemu atakującemu Jankowi Królowi, który robi ogromne postępy. Wyciągnęliśmy go z pierwszej ligi i naprawdę czasem nas zaskakuje tym, jak gra. Oczywiście popełnia też błędy, ale przecież wygraliśmy z nim siedem spotkań z rzędu. Ze Skrą trochę nam nie wyszło, bo popełnialiśmy zbyt dużo własnych błędów, a drużyna z Bełchatowa zagrała na naprawdę niezłym poziomie. Generalnie ten mecz mógł się chyba podobać, bo stał na dość wysokim poziomie, a o zwycięstwie zaważyły nasze błędy. Szkoda, bo wypadałoby, żebyśmy podzielili się punktami i byłoby sprawiedliwie. Teraz nastawiamy się już na Ligę Mistrzów i będzie chyba super.


Artykuł pochodzi z kategorii: Sport

Paweł Pawłowski