Piotr Lisek pobił rekord Polski w skoku o tyczce. „To jeden z najlepszych dni w moim życiu”

Sobota, 6 lipca 2019 (06:43)

Piotr Lisek skoczył o tyczce 6,01 i poprawił własny absolutny rekord Polski. Wicemistrz świata dokonał tego podczas mityngu Diamentowej Ligi w Lozannie. Była to jego czwarta próba na tej wysokości, ponieważ w dogrywce walczył o wygraną w zawodach z Samem Kendricksem.

Wcześniej obaj zawodnicy mieli trzy nieudane próby na 6,01 i zajmowali ex aequo pierwsze miejsce w konkursie. W tej sytuacji mogli podzielić się wygraną lub zgodzić na dogrywkę. Wybrali drugą opcję i dzięki temu każdy z nich dostał jeszcze jedną szansę na tej wysokości. Polak ją wykorzystał, a Amerykanin strącił po raz czwarty.

To nie tylko absolutny rekord Polski, ale także najlepszy tegoroczny wynik na świecie.

To jeden z najlepszych dni w moim życiu. Jestem bardzo szczęśliwy, bo bardzo ciężko pracuję na właśnie takie momenty. Mocno dziś walczyliśmy o wygraną, a pokonać Sama i Armanda to marzenie. Dzisiaj zadecydowało, że byłem maksymalnie skupiony na tym jednym skoku i moje ciało jest w niesamowitej kondycji. Zdaję sobie sprawę, że tym wynikiem zmotywowałem do jeszcze cięższej pracy moich rywali, którzy teraz będą chcieli mnie pokonać - powiedział tuż po piątkowych zawodach.

Od początku Lisek prezentował niesamowitą dyspozycję. Nie zaliczył ani jednego strącenia aż do wysokości 5,95 m. Czapki z głów - skomentował mistrz świata Szwed Armand Duplantis, który dotychczas był liderem tegorocznej światowej tabeli wyników.

Lisek jest jedynym Polakiem, który skoczył o tyczce sześć metrów. Po raz pierwszy udało mu się to dwa lata temu - wówczas 6,00 m. W Poczdamie zrobił to jednak w centrum handlowym i wynik zaliczany jest jako halowy. Teraz udało się także na stadionie.

W piątkowym konkursie na szóstym miejscu rywalizację zakończył mistrz Europy Paweł Wojciechowski.

Przyzwoite występy innych Polaków

Zawody w Lozannie dobrze wspominać będzie także Kamila Lićwinko. W swoich trzecich zawodach po macierzyńskiej przerwie skoczyła wzwyż 1,94 m i wypełniła minimum PZLA na jesienne mistrzostwa świata w Dausze. Ten wynik dał jej piątą lokatę, ale brązowa medalistka mistrzostw świata może być optymistką, bo z konkursu na konkurs prezentuje się lepiej. Niepokonana pozostaje z kolei Maria Lasickiene. Startująca pod neutralną flagą Rosjanka niemal na zawołanie skacze dwa metry. Tym razem zwycięstwo dał jej wynik 2,02.

W ciężkim treningu są specjaliści od 800 m Marcin Lewandowski i Adam Kszczot. To było widać też na bieżni w Lozannie. Polakom wyraźnie brakowało świeżości i musieli ustąpić miejsca rywalom. Lewandowski, który przeniósł się już na dystans 1500 m, a 800 m traktuje treningowo, był ósmy czasem 1.45,23, a wicemistrz świata Kszczot - dziewiąty wynikiem 1.45,75. Trzy czołowe miejsca zajęli Kenijczycy, a najszybszy był Wyclife Kinyamal - 1.43,78.

Niesamowity poziom zaprezentowały Salwa Eid Naser z Bahrajnu i Aminatou Seyni z Indii. Jedno okrążenie, czyli 400 m, pokonały odpowiednio w 49,17 i 49,19. Pozostałe zawodniczki były tylko tłem dla nich. Szósta do mety dobiegła mistrzyni Europy Justyna Święty-Ersetic - 51,73.

Udało mi się poprawić rekord Indii, a nie przypuszczałam, że teraz to się stanie. Oczywiście nie będę ukrywać, że moim celem na ten sezon jest medal mistrzostw świata - przyznała Seyni.

Siódmą lokatę w konkursie kulomiotek zanotowała Paulina Guba - 17,67. Mistrzyni Europy tylko raz przekroczyła w tym roku granicę 18 metrów - w maju we Wrocławiu. Nadal jednak ma sporo czasu na przygotowanie odpowiedniej dyspozycji na jesienne mistrzostwa świata. W piątek w Lozannie triumfowała Niemka Christina Schwanitz - 19,04.

Najlepsze tegoroczne wyniki na świecie pobiegli na dystansie 1500 m Kenijczyk Timothy Cheruiyot - 3.28,77 i na 200 m Amerykanin Noah Lyles - 19,50.

Dobry wynik zanotowała w trójskoku mistrzyni olimpijska Kolumbijka Caterine Ibarguen - 14,89. Aż trzem zawodniczkom udało się zejść poniżej 11 sekund na 100 m. Najlepsza była mistrzyni olimpijska Jamajka Shelly-Ann Fraser-Pryce - 10,74.

Ten sezon jest wyjątkowo długi i jeszcze wiele się może wydarzyć. Ja na razie też nie biegam zbyt regularnie, dlatego trudno określić co będzie dalej - powiedziała.

Na tym samym dystansie, ale u panów triumfował Amerykanin Justin Gatlin - 9,92.

Niespodzianką zakończył się konkurs oszczepniczek. Po raz pierwszy w mityngu tej rangi wygrała Niemka Christin Hussong - 66,59. Teraz wiem, że wszystko zmierza w dobrym kierunku - skwitowała.

W biegu na 400 m ppł dopiero fotokomórka wyłoniła zwycięzcę, bo dwaj zawodnicy na metę wpadli jednocześnie. Ostatecznie pierwsze miejsce przypisano Niemcowi Luke Campbellowi, a drugie Estończykowi Rasmusowi Magi. Obaj mieli 49,54. Na krótszym dystansie 110 m przez płotki zwyciężył Hiszpan kubańskiego pochodzenia Orlando Ortega - 13,05.

W kobiecej rywalizacji na 400 m ppł wygrała Amerykanka Shamier Little - 53,73.

Na 200 m kobiet najszybsza okazała się Amerykanka Gabrielle Thomas - 22,69. A na 800 m Kenijka Nelly Jepkosgei - 1.59,54.

Najdłuższy w piątek rozgrywany dystans 5000 m padł łupem Etiopczyków. Zajęli oni pierwsze trzy miejsca, a jako pierwszy na mecie zameldował się po 13.00,56 Yomif Kejelcha.

Dzień wcześniej w centrum miasta odbył się konkurs tyczkarek. Nieoczekiwanie wygrała go mało znana Amerykanka Katie Nageotte, bardzo dobrym wynikiem 4,82.

Kolejny mityng Diamentowej Ligi odbędzie się za tydzień w Monako.

Artykuł pochodzi z kategorii: Sport

Arkadiusz Grochot