Niewiadoma: Najgorszy jest dzień przed wyścigiem. Nie mogę znieść wtedy monotonii

Piątek, 5 maja 2017 (10:25)

Po udanym występie w ardeńskich klasykach miała tydzień wolnego, ale wróciła już do treningów. Katarzyna Niewiadoma - 6. zawodniczka igrzysk w Rio - szykuje się do drugiej części kolarskiego sezonu. W rozmowie z RMF FM oceniła swoje ostatnie występy, opowiedziała o życiu w hiszpańskiej Gironie i chwaliła jedną z najlepszych kolarek globu Annę van der Breggen.

Patryk Serwański, RMF FM: Po wyścigach w Ardenach miałaś trochę spokojniejszy okres. Jak go wykorzystałaś?

Katarzyna Niewiadoma: Ten spokojniejszy okres zakończyłam wraz z ostatnim dniem kwietnia. Po ardeńskich klasykach miałam luźniejszy tydzień. Mogłam odstawić rower na bok i cieszyć się rodziną i przyjaciółmi. Od 1 maja wróciłam do treningów. Nie ukrywam - mega ciężko było znów zacząć. Niby tylko tydzień przerwy, a forma tak szybko leci w dół i trzeba nadrabiać. To tylko przypomina mi jak trudną dyscypliną jest kolarstwo.

Michał Kwiatkowski mówił mi ostatnio, że podczas takiego urlopu najważniejsze jest poświęcenie czasu przyjaciołom, rodzinie. Michał nie był w Polsce od stycznia, więc miał co nadrabiać. W twoim przypadku jest podobnie?

Generalnie od początku stycznia też nie było mnie w Polsce. Wyjechałam do Girony w Hiszpanii i tam mieszkałam. Nie było kiedy wrócić do kraju, a i warunki do treningu były tam zdecydowanie lepsze niż u nas. W tym wolnym czasie też skupiam się na rodzinie. Odstawiam na bok książki, filmy i tego typu rzeczy. Mam na to mnóstwo czasu, kiedy jestem w Gironie. Także przed wyścigami musimy dużo odpoczywać, leżeć. Wtedy tego wolnego czasu jest aż za dużo.

Czyli w kolarstwie albo dzieje się aż za dużo albo prawie nic.

Dokładnie. Najgorszy jest dzień poprzedzający wyścig. Wtedy masz tylko krótki trening i masaż. Poza tym cały dzień jest wolny. Czekasz na start i nie możesz dużo zrobić, bo trzeba się regenerować. Wtedy często nie potrafię się odnaleźć. Nie lubię takiej monotonii, ale to też część mojej pracy.

Przeanalizowałaś już ardeńskie klasyki? W każdym z trzech wyścigów byłaś 3. Jesteś zadowolona czy jednak mimo wszystko troszkę rozczarowana?

Mogę śmiało powiedzieć, że jestem zadowolona. Dobrze przygotowałam się do tych wyścigów. Wiem, że mogłam walczyć o zwycięstwo. Wszystko rozbiło się o taktykę i siłę zespołu Boels-Dolmans. Za każdym razem w małej grupce miały przewagę i mogły kontrolować sytuację w czołówce wyścigów. Zabrakło mi trochę wsparcia drużyny w kluczowych momentach. Natomiast jestem zadowolona z tych trzecich miejsc. Dużo osób pyta, czy jestem zawiedziona, ale tak nie jest. Przyznam, że na Strzale Walońskiej chciałam wygrać. Od startu tylko o tym myślałam. Czułam się bardzo dobrze, ale w ucieczce znalazłam się ja i dwie dziewczyny z Boels. Jedna przez drugą mnie atakowały i w końcu zabrakło mi energii. One miały ta przewagę, że jedna odpoczywała, a druga atakowała.

Jak na twoje wyniki zareagowano w twoim zespole?

Zespół jest bardzo zadowolony. Nasza drużyna staje na podium, jesteśmy widoczne na ważnych wyścigach. Oczywiście zwycięstwo to zwycięstwo - nie da się tego niczym zastąpić. Wierzono, że na ardeńskich klasykach uda mi się wygrać, ale nie czułam żadnego zawodu z ich strony, kiedy mi się nie udało. Bardziej czułam wsparcie. W zespole cieszą się, że ciągle robię postępy, rozwijam się. Widzą, że praca przynosi efekty. Wiadomo, że są też gorsze momenty w sezonie, ale w moim przypadku nie są na razie bardzo widoczne.

Ten sezon to na razie popis Holenderki Anny van der Breggen. W drugiej części sezonu będzie równie mocna?

To niesamowita zawodniczka. Bardzo ją lubię. Ostatnie trzy sezony spędziłyśmy w jednym zespole. Anna potrafi świetnie przygotować się do ważnych imprez, ale potrafi też być sobą. Zawsze znajdzie czas dla znajomych, rodziny. Mimo wielu sukcesów, olimpijskiego złota jest też ciągle normalną, zwariowaną dziewczyną. przygotowując się do drugiej części sezonu - zwłaszcza do Giro na pewno zrobi to świetnie. Jej trenerem jest jej chłopak, więc pewnie dobrze się dogadują.

Jak wyglądają twoje najbliższe plany?

Na razie jestem w Polsce. W weekend będę w Gdyni na spotkaniu dla kobiet jeżdżących na rowerach. To świetna promocja żeńskiego kolarstwa. Za tydzień wracam do Girony i będę oczywiście trenować. Pierwszy start mam 28 maja.

W Gironie czujesz się już jak w domu?

Bardzo mi się tam podoba. Jest świetna pogoda. Świat kolarstwa tam istnieje. Zawsze można z kimś potrenować czy spotkać się z kimś z drużyny, by wspólnie pojechać na zgrupowanie. Hiszpania to wspaniały kraj. Mentalność ludzi i styl życia, spokój. Można skupić się na pracy, ale też znaleźć balans, żeby być normalnym i mieć czas dla znajomych, wyjście do restauracji.

Przed nami setna edycja męskiego Giro d'Italia. Będziesz śledzić wyścig? Na kogo stawiasz?

Uwielbiam oglądać wyścigi i kibicować Polakom. Będę trzymać kciuki za Michała Gołasia, Tomka Marczyńskiego i ekipę CCC Sprandi Polkowice. Mam nadzieję, że ktoś z tego grona powalczy o zwycięstwo etapowe. A co do faworytów to oczywiście Vincenzo Nibali i Nairo Quintana to gwiazdy numer jeden. Może włączy się w to jeszcze Bauke Mollema? Nibali i Quintana mają tak duże doświadczenie. Wiedzą jak przygotować się do trzech tygodni ścigania. Żeby wygrać taki wyścig trzeba być w formie, ale także trzeba być mądrym, by odpowiednio wykorzystać tę formę.

Artykuł pochodzi z kategorii: Sport

Patryk Serwański