Byłego selekcjonera reprezentacji Polski od dłuższego czasu wymieniano w gronie ewentualnych nowych trenerów mistrzów Polski. W środę z Legii Warszawa zwolniono Deana Klafuricia. Wydawało się, że to Adam Nawałka obejmie jego funkcję. "Przegląd Sportowy" podał, że szkoleniowiec sam zrezygnował z nowej pracy. Eurosport.interia.pl ustalił, że było inaczej.

"Przegląd Sportowy" napisał, że trener "zdecydował, że na tę chwilę to nie jest najlepszy czas na objęcie przez niego stołecznej drużyny. Nawałka wolałby przepracować okres przygotowawczy, mieć czas na poukładanie po swojemu drużyny".

Jak ustalił eurosport.interia.pl, prawda jest inna. W rzeczywistości to szefowie Legii ostatecznie nie chcieli zatrudnić byłego szkoleniowca m.in. Górnika Zabrze. Dowiedzieliśmy, że na linii prezes Dariusz Mioduski - Adam Nawałka nieco ponad tydzień temu coś się popsuło.

Trener, który w ostatnim czasie bywał przy Łazienkowskiej co dwa-trzy dni, miał ponoć zbyt duże wymagania finansowe. Na dodatek pojawiło się zbyt wiele jego różnych, dziwnych wymagań, które byłyby trudne do spełnienia.

Od tego momentu szef klubu zaczynał się wycofywać z chęci zatrudnienia 60-latka. W środę pomysł upadł.

Na razie nie wiadomo, kto będzie następcą zwolnionego po wtorkowym odpadnięciu z walki o Ligę Mistrzów Deana Klafuricia. Kandydatów jest kilku. W najbliższych spotkaniach zespół poprowadzi Aleksandar Vuković.

Krzysztof Srogosz