Lech zaczyna walkę w Lidze Europy

Czwartek, 22 października 2020 (06:00)

Nie mają nic do stracenia, a mogą zyskać wiele. Lech Poznań wraca do gry w fazie grupowej Ligi Europy. Kolejorz ostatni raz w europejskich pucharach grał w sezonie 2015/2016. Po spektakularnych zwycięstwach w kwalifikacjach, do gry w grupie Lechici przystępują bez presji. "Ona ciążyła na nas w trakcie eliminacji" – stwierdził wczoraj bramkarz Lecha Filip Bednarek.

Na start rozgrywek Kolejorz zagra z Benfiką.

Nie ma jakiegoś niepokoju, jest raczej ekscytacja, chęć rozegrania dobrego meczu z tak utytułowanym zespołem. Dziś jesteśmy jedynym polskim zespołem, dlatego tym bardziej chcielibyśmy pokazać się z jak najlepszej strony, na tle takiego rywala, jakim jest Benfica - mówił na konferencji prasowej trener Dariusz Żuraw.

Z kolei Filip Bednarek nie ukrywa, że teraz nad drużyną nie ma już tak dużej presji.

Presja była w trakcie eliminacji, ona towarzyszyła nam w drodze do fazy grupowej Ligi Europy. Bo taki był cel. Dzięki temu, że awansowaliśmy, czeka nas wspaniała przygoda, a co ugramy będzie już takim bonusem. Jesteśmy czarnym koniem tej grupy. W eliminacjach pokazaliśmy jednak dobry futbol - cztery zwycięstwa i bramki 13-1 to pokazuje, w jakim stylu awansowaliśmy - podkreślił golkiper Lecha.

Jego zdaniem Benfica to przede wszystkim ofensywa i zdaje sobie sprawę, że w czwartkowym meczu będzie czekać go dużo pracy. Z czasów młodzieżowych pamięta szwajcarskiego napastnika Benfiki - Harisa Seferovicia.

Jeśli grasz z takim zespołem jak Benfica, to wiesz, że w ich główną siłą jest gra w ofensywie. Oczywiście podparte jest to też solidną defensywą. Przeciwko Seferoviciowi grałem w eliminacjach młodzieżowych mistrzostw Europy U19, później pamiętam go z gry w Eintrachcie Frankfurt - wspomniał Bednarek.

Zawodników Benfiki świetnie zna Portugalczyk Pedro Tiba, ale Żuraw przyznał, że nie korzystał z podpowiedzi swojego piłkarza.

Analizowaliśmy wiele meczów Benfiki, to bardzo mocny klub, robił wszystko przed sezonem, żeby grać w Lidze Mistrzów. Z Pedro tylko żartowaliśmy o tym meczu, o przeciwniku. Teraz jest ogromny dostęp do materiałów, do meczów. Benfica poza tym jest bardzo medialnym klubem, tyle się o niej pisze w prasie. Myślę, że wiemy o Benfice więcej niż sami piłkarze - stwierdził opiekun "Kolejorza".

Lizbończycy w walce o Ligę Mistrzów przegrali na wyjeździe w trzeciej rundzie eliminacji z PAOK Saloniki 1:2. Bednarek zapewnił, że nie zamierzają jednak kopiować pomysłu Greków na to spotkanie.

Mecz bez kibiców

Dzisiejszy mecz odbędzie się bez kibiców, ale nie oznacza to, że stadion będzie zupełnie pusty.

Poznański klub kilkanaście dni temu był już przygotowany do rozpoczęcia dystrybucji biletów na mecz z wicemistrzem Portugalii. W związku z niepewną sytuacją w kraju związaną ze wzrostem zakażeń koronawirusem, sprzedaż wstrzymano. Od soboty wszystkie wydarzenia sportowe odbywają się bez udziału publiczności, kibice więc nie obejrzą atrakcyjnie zapowiadającego się pojedynku "Kolejorza" z Benficą. 

Na trybunach obecni będą dziennikarze, także z Portugalii. Mecz będzie transmitowany przez cztery stacje telewizyjne.

Zgodnie z regulaminem i z koniecznością zachowania wszystkich wymogów, na trybunę prasową mogliśmy wpuścić tylko 30 dziennikarzy oraz dodatkowo 16 fotoreporterów na płytę boiska. Do tego komentatorzy, kamerzyści, osoby, które będą czuwać nad kwestiami technicznymi związanymi z transmisją - tłumaczył rzecznik prasowy Lecha Maciej Henszel.

Dodatkowo w tzw. strefie numer jeden, czyli tuż przy murawie może przebywać po 45 osób z każdego klubu - to piłkarze, sztab trenerski, medyczny itp. Do tego niewielka grupa osób pracująca przy obsłudze samego meczu. Jak wyjaśnił Henszel, przy zamkniętych trybunach liczba stewardów i ochrony też jest ograniczona do minimum. Wszystkich uczestników spotkania będzie ok. 300.

Kolejne starcia Lecha

Podopieczni Dariusza Żurawia u siebie zagrają jeszcze z belgijskim Standardem Liege (5 listopada) oraz ze szkockim Rangers FC (10 grudnia). Prawdopodobnie oba te spotkania również odbędą się bez udziału publiczności. 

Artykuł pochodzi z kategorii: Sport

Magdalena Partyła

Paweł Pawłowski