Katarzyna Kociołek: Mistrzostwa świata są tegorocznym priorytetem

Czwartek, 16 maja (10:10)

"Pierwszy tegoroczny występ nam nie wyszedł. To na pewno frustrujące, ale teraz znów lecimy do Chin i zrobimy wszystko, żeby spisać się lepiej" – mówi w rozmowie z RMF FM siatkarka plażowa Katarzyna Kociołek, która wspólnie z Kingą Wojtasik zbierać będzie w tym sezonie punkty do kwalifikacji olimpijskich. Kociołek przyznaje, że w zespole niekiedy dochodzi do zgrzytów czy nieporozumień. "Mamy wspólny cel do którego dążymy i musimy sobie radzić ze swoimi słabościami, wadami" – przyznaje siatkarka.


Patryk Serwański, RMF FM: Macie za sobą pierwszy tegoroczny występ, ale turniej w Chinach, który odbył się pod koniec kwietnia w Xianem, nie okazał się szczęśliwy.

Katarzyna Kociołek: Niestety, nie pokazałyśmy się tam z najlepszej strony. Odpadłyśmy w fazie grupowej po dwóch porażkach. To był jednak pierwszy występ po długiej przerwie, bo ostatnio grałyśmy bodajże w październiku. Trzeba się przetrzeć, złapać rytm. W piątek znów lecimy do Chin na kolejne zawody w Jinjiang. Mam nadzieję, ze spiszemy się lepiej.

Kiedy leci się przez pół świata na zawody i szybko odpada to jest chęć, żeby szybko się poprawić?

To na pewno jest trochę deprymujące, frustrujące. Trochę dołujące, ale ta wola walki i zagrania jak najlepiej bardzo nas motywuje. Jedziemy znów do Chin, by dać z siebie wszystko. Zobaczymy, co to da, jeśli chodzi o wynik. To turniej czterogwiazdowy. To taka sama ranga jak w Xiamen i na tego typu turnieje będziemy jeździć w tym sezonie. Wyżej punktowane są tylko turnieje pięciogwiazdkowe, ale jest ich zaledwie kilka.

W Polsce warunki do treningów na razie takie sobie.

Pogoda nas nie rozpieszcza. Ostatnio trenowałyśmy w Warszawie. W niektóre dni z powodu deszczu i zimna trzeba było trochę odpuścić, żeby nie ryzykować choroby przed turniejem. Ale generalnie nie było tak źle. Przy 15-16 stopniach mogłyśmy spokojnie ćwiczyć. Oczywiście na Teneryfie, na której spędziłyśmy okres przygotowawczy jest dużo cieplej. Jednak nie narzekamy. Warunki w Monta Beach Volley Club mamy bardzo dobre.

Niebawem wrócicie do Warszawy nie tylko po to, żeby trenować, ale też żeby zagrać. W czerwcu zagości tu turniej cyklu World Tour. Granie u siebie w kraju niesie więcej emocji?

Jest to dla nas na pewno trochę inny turniej, ale traktujemy go jak każdy inny. Oczywiście, tu szczególnie będziemy chciały zająć dobre miejsce, ale nastawienie musi być takie jak zawsze. Nie możemy sobie narzucać presji, bo to nam nie pomoże. Trzeba będzie po prostu zagrać jak najlepiej.

Sezon dopiero się rozkręca. Co będzie dla was w tym roku priorytetem?

Najważniejszym wydarzeniem będą na pewno mistrzostwa świata w Hamburgu, które odbędą się na przełomie czerwca i lipca, niedługo po zawodach w Warszawie. Później są też mistrzostwa Europy, ale ponieważ trwają kwalifikacje olimpijskie, musimy skupiać się na każdym turnieju. Nie można sobie wybrać, na którym zależy nam bardziej, a na którym mniej, choć oczywiście mistrzostwa świata są takim tegorocznym priorytetem. Dla mnie to będzie pierwszy taki turniej w karierze. Trzeba na pewno odpowiednio trafić z formą. Zagra tam tylko 48 najlepszych duetów.

A jak wyglądają same kwalifikacje olimpijskie?

Od września 2018 roku zaczęłyśmy zbierać punkty do rankingu olimpijskiego. Ta walka będzie trwać aż do czerwca 2020. W tym czasie w kalendarzu jest pewnie ze 30 turniejów. Nikt w tylu nie zagra. My mamy w planach występ w mniej więcej 20 imprezach zaliczanych do kwalifikacji. 12 najlepszych rezultatów zostanie zaliczonych do rankingu. Na tej podstawie zostaną wyłonione zespoły, które pojadą do Tokio

Współpracujecie w bardzo małym zespole. Pani, Kinga Wojtasik i trener Srdjan Veckov. Czasami jesteście w większym gronie, ale zapewne czasami można już mieć potrzebę by od siebie po prostu odpocząć.

Widzimy się częściej niż ze swoją rodziną. Spędzamy wspólnie większość czasu. Oczywiście pojawiają się zgrzyty. Czasami mamy siebie dosyć. Ale jesteśmy drużyną, w pewnym sensie rodziną. Mamy wspólny cel do którego dążymy i musimy sobie radzić ze swoimi słabościami, wadami. Pracujemy nad tym i skupiamy na tym, co mamy w sobie najlepsze. 


Artykuł pochodzi z kategorii: Sport

Patryk Serwański

Maciej Nycz