Karabach zagra z Legią. Nie tylko o awans do LE, ale o korzyści polityczne

Wtorek, 29 września (16:36)

Dlaczego Azerbejdżanowi zależało na rozegraniu meczu Legii z Karabachem? Dlaczego tureckie kluby wspierają Karabach? Czy sam Górski Karabach, reprezentowany przez klub o oryginalnej nazwie Qarabag, jest bardziej azerski czy ormiański? O tym wszystkim rozmawiamy ze specjalistą od związków sportu z polityką i stosunkami międzynarodowymi oraz dyplomacji sportowej. Na dwa dni przed meczem Legii z Karabachem, Paweł Pawłowski rozmawiał z Mieszkiem Rajkiewiczem związanym z Instytutem Nowej Europy, a także Wydziałem Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego.

Paweł Pawłowski RMF FM: Jak poprawnie nazywać klub? W polskich mediach najczęściej pojawia się nazwa Karabach Agdam.

Mieszko Rajkiewicz: Oficjalnie od 1987 roku klub nazywa się Qarabag FK czy też w języku azerskim Qarabag Fubtol Klubu. Tak jak nie ma klubu Arsenal Londyn czy Juventus Turyn, tak samo nie ma klubu Karabach Agdam. W Polsce też nie mówimy: Cracovia Kraków. Nie dziwi jednak, że kojarzymy ten klub z miastem, z którego pochodzi.

Dziś Agdam to ruina. Komu dzisiaj zależy, żeby ten klub był znany jako azerski? Sytuacja etniczna jest skomplikowana i nie dla wszystkich w Polsce jasna.

To, że klub od siedmiu lat regularnie wygrywa mistrzostwo Azerbejdżanu, nie powinno dziwić. Za tym klubem stoją olbrzymie pieniądze holdingu Azersun. Choć jest to prywatna firma, wspiera ja rząd w Baku. W ich interesie jest to, żeby klub odnosił sukcesy na arenie europejskiej, a przynajmniej się tam pokazywał. Sam klub jest azerski. Powstał w 1951 roku, czyli już w dobie administracji azerskiej na tym terenie. Dzisiaj reprezentuje sporny region w swojej nazwie. W świat idzie opinia, że reprezentant tego spornego regionu, w swojej istocie występuje pod azerską flagą. Biorąc pod uwagę różne uwarunkowania etniczne: miasto Agdam leży tuż obok Górskiego Karabachu, natomiast nie leży w samym regionie wpływów etnicznych ormiańskich. Sam Karabach to nie tylko Ormianie, ale również Azerowie. Samo miasto Agdam przez większość swojej  historii było generalnie azerskie. Natomiast sam region Karabach, biorąc pod uwagę całość, był ormiański. Stąd też te skojarzenia są bardzo mylne. Ta manipulacja informacjami, niedopowiedzenia i zatajanie pewnych faktów, doprowadziły do tego, że dziś jednoznacznie myślimy o mieście i regionie jako azerskim, a różnice etniczne są dosyć spore na korzyć Ormian.

Czy zatem możemy  w uproszczeniu powiedzieć, że klub jest narzędziem PR-u w rękach władz azerskich?

Zdecydowanie. Nie wiem, czy nazwa, którą w latach pięćdziesiątych zaproponowano klubowi, była przypadkowa czy celowa, natomiast efekt jest dobry dla Azerbejdżanu. Nawiązując do koncepcji Soft Power w stosunkach międzynarodowych, o której pisałem na Twitterze, oznacza ona w dużym skrócie realizację własnych celów polityki zewnętrznej poprzez atrakcyjność państwa,  jego kulturę lub działania organizacji pozarządowych. Za taką organizację możemy uznać klub sportowy. Wobec tego wszystkie działania związane z klubem, oznaczają korzyść dla Azerbejdżanu. Kraj ten buduje tożsamość wokół regionu odmiennego etnicznie. To jest na rękę rządowi w Baku ze względu na korzyści ekonomiczne czy geopolityczne. To nie jest też proces krótki. Chodzi o to, by osiągać ten cel w długofalowej perspektywie. W ten sposób zadziałała nazwa klubu i to, jak dzisiaj go kojarzymy. Można to też porównać do polskiego podwórka, bo przecież kluby zakładane po wojnie na terenach przyłączonych do Polski, tak jak Szczecin, zyskiwały polską nazwę. Pogoń jednoznacznie buduje tożsamość polską (w 1955 roku Kolejarz Szczecin zmienił nazwę na Pogoń, nawiązując do Pogoni Lwów - przyp. red.). Nie dziwi zatem takie postępowanie w tym regionie świata. Efekt obserwujemy dzisiaj. Widać też, jaki wpływ na wynik klubu Qarabag miało jego finansowanie. Teraz zresztą Legia też chyba nie jest faworytem. Sam Qarabag w ostatnich latach regularnie grał w europejskich rozgrywkach. To bardzo dobry zespół i dlatego w interesie rządu w Baku jest awans klubu do Ligi Europy. W zeszłym roku też mieliśmy incydent w trakcie meczu Qarabagu. Nad stadionem pojawił się dron z podczepioną flagą Republiki Arcach. To ormiańska nazwa dla Górskiego Karabachu.

Dlaczego Azerom tak zależy na Górskim Karabachu?

Najważniejszym powodem w mojej opinii jest geograficzne połączenie z Turcją. Turcja jest pozytywnie nastawiona politycznie do Azerbejdżanu. Azerowie i Turkowie są też etnicznie spowinowaceni. Dla Azerów ten teren jest ważny, żeby w prosty logistycznie sposób móc dostarczać do Europy, Turcji to, co płodzi ich ziemia - gaz ziemny i ropa naftowa. Głównie dzięki temu Azerbejdżan się do tej pory rozwija. Nie dziwi wsparcie Turcji oraz klubów tureckich np. Galatasaray. Bardzo ważna jest tu rola tureckiego futbolu i przyszłorocznego Euro. "Panom w garniturach" dobrze się złożyło, że Turcja swoje mecze będzie rozgrywać w Baku. Mam wrażenie, że tam również będziemy mogli spodziewać się pewnych manifestacji politycznych. Obecnie w interesie Azerbejdżanu jest by ten teren kontrolować. Choć potencjał militarny Armenii, połączony z potencjałem Republiki Arcach, można zestawić z siłami Azerbejdżanu. W grę wchodzi też postawa Moskwy. Kontakty polityczne Rosji i Armenii spowodują, że Rosja raczej w tym konflikcie poprze Armenie. Dlatego zapewne status quo zostanie utrzymany, a obecne walki to raczej - mam wrażenie - wyraz jakiejś manifestacji sił, hard power, presji militarnej. Efekt ocenimy też po meczu. Jeśli Qarabag awansuje, będziemy obserwować PR na korzyść Azerbejdżanu. Jeśli nie awansuje, to mam ważenie, że Ormianie odbiorą to jako zastrzyk pewnej energii. W tym czasie będzie też trwał mecz o awans Araratu Armenia z Crveną Zvezdą. To też ciekawa przestrzeń do obserwacji, żeby zobaczyć, jak na tle działań militarnych będą wyglądały same postawy piłkarzy.

Artykuł pochodzi z kategorii: Sport

Maciej Nycz

Paweł Pawłowski