Cieszę się bardzo, że mistrzostwa świata będą w Holmenkolen, bo to jest kolebka narciarstwa biegowego - tam się świetnie biega. To jest po prostu wielkie święto sportu i ja chcę w tym święcie uczestniczyć - powiedziała mistrzyni olimpijska podczas konferencji, rozpoczynającej sezon 2010/2011. Po części oficjalnej, która odbyła się w podziemiach krakowskiego Rynku najlepsza polska biegaczka odpowiedziała na pytania dziennikarzy.

Z Norweżkami będzie rywalizacja jeszcze bardziej zacięta niż w ubiegłym sezonie?

Justyna Kowalczyk: Myślę, że nie. Norweżki są takimi samymi rywalkami jak w ubiegłym sezonie. Jeżeli będą mocne to będą groźne, jeżeli będą mniej mocne to będą mniej groźne. Na pewno będą to jednak trudne przeciwniczki.

Pani główne cele na ten sezon?

Justyna Kowalczyk: Przygotować się jak najlepiej, skoncentrować się jak najlepiej na każdym starcie w Pucharze Świata.

Jak pani ocenia okres przygotowawczy?

Justyna Kowalczyk: Bardzo spokojnie. Wszystko przebiegało tak jak się tego spodziewaliśmy. Trenowaliśmy w miejscach, które sobie wyznaczyliśmy. Pogoda także nam dopisywała. Nie było żadnych większych kontuzji, jedynie drobne przeciążenia, ale je zwalczaliśmy po drodze. Myślę, że jest ok.

Ile kilometrów pani przebiegła w okresie przygotowawczym?

Justyna Kowalczyk: Nie wiem.

Trenowała pani więcej niż przed sezonem olimpijskim? Więcej o te pięć procent?

Justyna Kowalczyk: W tej chwili nie podlicza się godzin i kilometrów. To wszystko robi się w marcu, kwietniu. Poza tym mówiliśmy o procentach, mówiliśmy jedynie o nartach. Trening narciarski to jest to jest bardzo mały procent z całości przygotowań.

Czy te początkowe starty mogą być dla pani jakąś wielką niewiadomą?

Justyna Kowalczyk: Tak jest zawsze z Justyną Kowalczyk, że na początku sezonu jest słaba i nie sądzę żeby w tym roku było inaczej. Jak zacznę Puchar Świata od 15. miejsca to myślę, że będzie to duży sukces.

Dlaczego teraz jedziecie przygotowywać się do Muonio?

Justyna Kowalczyk: Głównie ze względów logistycznych. Puchar Świata w Gaellivare jest bardzo blisko Muonio, zaledwie dwie godziny jazdy samochodem.

Na początku sezonu szykuje się mały tour w Kuusamo. Czy to nie za wcześnie?

Justyna Kowalczyk: Nie mam nic przeciwko. Wszystko jest w porządku. Jeżeli chodzi o mnie, to są fajne biegi.

Wystartuje pani we wszystkich biegach, czy jest jakaś taktyka na ten sezon?

Justyna Kowalczyk: Na pewno nie wystartuje w Duesseldorfie i Libercu. Jeżeli nie będzie żadnych problemów zdrowotnych wystartuje w Tour de Ski.

Czy takie mordercze biegi jak na Alpe Cermis mają sens?

Justyna Kowalczyk:Władze FIS układają biegi pod kątem oglądalności, a to bardzo widowiskowy bieg - choć ja tego nie widzę. Innego zdania są podobno kibice.

Żałuje pani, że nie ma zawodów w Polsce?

Justyna Kowalczyk: Ja już w kwietniu podczas kongresu FIS w Turcji usłyszałam, że to jest zbyt duże przedsięwzięcie logistyczne. Ja bardzo chciałbym wystartować w Polsce - bez względu na jakiej trasie. Podpinam się pod każdą możliwą propozycją.

Śledzi pani poczynania rywalek? Choćby w Ramsau trenowała pani z Petrą Majdic

Justyna Kowalczyk: Oczywiście. Rozmawiałam też z Petrą. Niektóre zawodniczki prezentują się naprawdę dobrze. Nie zauważyłam żeby któraś z faworytek się źle ruszała. Mogą dojść jeszcze inne dziewczyny.

Czy w tym roku w Pucharze Świata nie jest za dużo sprintów? Bieg na 30 km będzie dopiero w Falun?

Justyna Kowalczyk: Czy ja wiem. Mogę mówić, że sprinty nie są dla mnie, ale też w nich startuje, też lubię biegać. Mam taką zasadę, że nie neguje rzeczy na które nie mam wpływu, bo to bez sensu. Przyjmuje biegi narciarskie, które kocham ze wszystkim co mi dają.

Trasa na 30 kilometrów w Oslo, gdzie rozgrywane będą MŚ jest trudna?

Justyna Kowalczyk: Myślę, że gdybyśmy pobiegli w Estonii bądź Kanadzie byłoby turniej, a tam jest ciekawa trasa.

W jedynym z wywiadów powiedziała pani, że w Oslo będzie wojna? Jest to sprawa honoru? Rzeczywiście pani tak uważa?

Justyna Kowalczyk: Agencja, która to opublikowała nie zaznaczyła, że się wtedy śmiałam. Ja na wojnę nigdy nie jeżdżę, ja jadę na zawody sportowe. Rywalki jak każde inne. Cieszę się bardzo, że mistrzostwa świata będą w Holmenkolen, bo to jest kolebka narciarstwa biegowego - tam się świetnie biega. To jest po prostu wielkie święto sportu i ja chcę w tym święcie uczestniczyć.

Bjoergen i Kalla zrezygnowały ze sztafety sprinterskiej. A pani jaką podejmie decyzję?

Justyna Kowalczyk: Ja nigdy nie startowałam w sztafecie sprinterskiej, więc pewnie w tym roku też nie pobiegnę. Jeżeli okaże się, że Sylwia Jaśkowiec jest w świetnej formie, czy któraś z innych dziewczyn to pobiegnę w sztafecie, bądź sztafecie sprinterskiej, ale to będzie zależało od nich. Wszystko zależy od zdrowia, nie mogę stwierdzić, co się ze mną będzie działo w lutym.

Czy nie ma pani wrażenia, że sprawy astmy to walka z wiatrakami - można o tym mówić, ale nic się nie zmienia?

Justyna Kowalczyk: Ja nie podejmuję takiej walki, bo ja nie mam wojska żeby to zrobić. Ja po prostu zwróciłam uwagę na problem. To nie jest tak, że ja nie śpię po nocach i myślę o astmie. Ja jestem zdrowa, silna i to mnie bardzo cieszy. Mam nadzieję, że dzięki temu będę zdrowa jeszcze wiele, wiele lat i moje dzieci też będą zdrowe.

Jak w rzeczywistości wyglądają pani stosunki w Bjoergen? Gazety często rozpisują się o waszym konflikcie.

Justyna Kowalczyk: Nie, zawsze między mną a Norweżkami był dystans. To jest normalny dystans, w pracy, w biurze też nie ze wszystkimi się rozmawia. Po prostu "dzień dobry", "cześć" i ja nie widzę podstaw żeby to zmieniać.

Pani Justyno jak zmieniło się pani życie po zdobyciu złotego medalu olimpijskiego, po dotarciu na sam szczyt?

Justyna Kowalczyk: Czuje się niesamowicie wielką satysfakcję. Medalami zajęli się rodzice. Rzeczywiście oglądałam bieg na 30 kilometrów, gdzie wywalczyłam złoty medal, bo dla sportowca to jest niezapomniane przeżycie. Medal jest ładny, ale gdzieś tam siedzi w domu.

Trudno jest zachować równowagę, kontrolować się, żeby "sodówka" nie uderzyła do głowy? Pani się to udaje.

Justyna Kowalczyk: Jeżeli poszłabym w kierunku mediów, to musiałabym raz na zawsze pożegnać się z biegami narciarskimi. Mój sport wymaga dużo czasu, poświęcenia ogromnej ilości czasu. Kiedyś Jelena Isinbajewa powiedziała, że tyczka to jest bardzo zaborczy partner. Jeżeli nie poświęca się jej wystarczającej ilości czasu to ona szybko o sobie przypomni - dokładnie tak samo jest z biegami.

Czy rzeczywiście olimpiadaSoczi to jest ta granica, kiedy zacznie pani myśleć o zakończeniu kariery?

Justyna Kowalczyk: Niezupełnie. Postanowiłam, że do Soczi będę starała się zachować wysoką dyspozycję. W lutym 2014 roku będę miała 31 lat i będzie to czas, żeby zastanowić się co dalej. Może rozsądek podpowie mi, że trzeba dobiegać do kolejnych igrzysk olimpijskich.

Czy medal olimpijski nie wpłynął destruktywnie na pani przygotowana? Jest pani bardzo popularna.

Justyna Kowalczyk: Oczywiście nie jest to dla mnie komfortowa sytuacja. Większość dziennikarzy, którzy znają mnie do paru lat, wiedzą, że nie jest to dla mnie komfort. Do pewnych rzeczy musiałam się jednak przyzwyczaić. Na pewno nie wpłynęło to negatywnie na moje przygotowania, bo nie było tego dużo. Od wiosny były może 3-4 akcje z moim udziałem, więc to nie jest tak dużo na przestrzeni kilku miesięcy i trenuję za granicą. Poza tym moje telefony nie są jakoś popularne i rozpowszechnione.

Czy opinie w Internecie panią deprymują?

Justyna Kowalczyk: Nie, kiedy tak rozmawiamy jest w porządku. Czasem jednak zastanawiam się, że kiedy powiem chociaż jedno złe słowo wszyscy mówią, że coś krytykuje, a to jest słowo wyrwane z kontekstu. Wówczas piszą, że jestem krytykantką, a tak wcale nie jest.