Jarosław Kazberuk: Mój najcięższy rajd to Camel Trophy

Wtorek, 6 sierpnia 2013 (11:17)

Jarosław Kazberuk to jeden z najbardziej doświadczonych polskich off-roadowców. Przejechał legendarny rajd Camel Trophy. Nie raz gościł też na Dakarze. Teraz przygotowuje się do kolejnego startu w tej imprezie za kierownicą ciężarówki. "Nie wiem co musiałoby się stać, żebym zrezygnował z rajdów" - mówi w rozmowie z dziennikarzem RMF FM Patrykiem Serwańskim.

Patryk Serwański: Przejechałeś wszystkie najtrudniejsze i najpiękniejsze rajdy świata, a który wspominasz z największym sentymentem?

Jarosław Kazberuk: Takim najcięższym rajdem, który pozostał w sercu, jest Camel Trophy. Musiałem najpierw wygrać półroczną selekcję. Było 20 tysięcy chętnych, dwóch jechało więc nagroda była duża. Wsiedliśmy w Land Rovera z Polską flaga i wrzucili nas w dżunglę Borneo w porze deszczowej. Mimo szkoleń, testów, treningów to był szok. Przez miesiąc przebijaliśmy się na drugą stronę wyspy. Bardzo ciężki rajd, zmienił moje życie, zmienił mnie. Bo tam pojechał chłopak, a wrócił dojrzały facet.

Czy w przygotowaniach do rajdu pomaga ci judo i to wszystko co wiąże się z tym sportem - siła, gibkość, sprawność?

Jasne. W rajdach, w których jeżdżę siła fizyczna jest niezbędna. To są dwutygodniowe imprezy. Zdarzyć może się wszystko. Kiedy urwie mi się lewarek zmiany biegów i trzeba włożyć we wrzucenie biegu więcej siły nie mam z tym kłopotu. Nie mam też kłopotów z kręgosłupem. Procentują lata treningów. To ułatwia przygotowania do rajdu. Na dziś myślę, że też filozofia związana z judo pomaga mi w rajdach.

Teraz współpracujesz z Robinem Szustkowskim. Wbijasz mu do głowy rolę przygotowania fizycznego?

Dostałem go jako "czystego" zawodnika. Mogłem go sobie powoli układać. Zaproponowałem mu, żeby zaczął trenować jakiś sport walki .Wybrał boks. To poprawia tężyznę fizyczną, koordynację ruchową. Robin wykonuje też specjalne ćwiczenia, które wzmacniają mięśnie przydatne w jeździe ciężarówką. Do tego dochodzą treningi biegowe, rowerowe czy bezpośrednio przed Dakarem obóz wysokogórski. Często przejeżdżamy przez położone wysoko w górach przełęcze, bo bez tego nie ma szans na przejechanie tych etapów.

Jak jest z tym magnetyzmem Dakaru. Ciebie też ciągle do tej Ameryki Południowej?

W 2002 roku przejechałem rajd w samochodzie terenowym, rok później ciężarówką. Później też chciałem zmiany. Miałem jechać motocyklem - przygotowywał to Jacek Czachor, ale jednak pozostało to tylko niespełnionym marzeniem, bo wróciłem do samochodu. W końcu powstało pytanie co dalej. Na szczęście wrócił pomysł jazdy ciężarówką. To jest dla mnie nowe wyzwanie. Teraz zmieniliśmy samochód na silniejszy, to takie ciężarówkowe WRC. Cały czas uczę się tego pojazdu. Myślę, że Dakar jest atrakcyjny dla kierowców właśnie z powodu tych zmian, które sami sobie fundują no i ze względu na zmiany tras, bo w Ameryce Południowej za każdym razem jest inaczej. Patrzę na Schlessera, Saintza, Vatanena. Dobiegają sześćdziesiątki a cały czas czują przyjemność, wygrywają. Myślę, że do mojej emerytury jeszcze trochę pojeżdżę. Nie wiem co musiałoby się stać, żebym zrezygnował.

W Dakarze 2014 pojedzie żeńska załoga Klaudia Podkalicka - Joanna Madej. Czego możemy się po nich spodziewać?

Ten pomysł pojawił się kilka lat temu, ale trudno było im zebrać budżet. Tym razem powinno się udać. Najważniejszy będzie trening w "piaskownicy", bo Dakar toczy się głównie po piachu. Kiedy wjeżdżamy w taki teren klasyfikacja rajdu przewraca się do góry nogami. Do tego można się przygotować tylko po przez długi, mozolny trening w podobnych warunkach. Klaudia i Joanna to doświadczone zawodniczki - wierzę, że przygotują się odpowiednio, bo to profesjonalistki. Trzeba zadbać o głowę, przygotować psychikę na te ciężkie dwa tygodnie. Myślę, że dojadą do mety.

A załoga Marek Dąbrowski - Jacek Czachor. To wypali?

To świetny pomysł. Mówiliśmy o tym, że radość z Dakaru będzie wtedy, kiedy dokonujemy jakichś zmian. To jest właśnie taka zmiana. W ich przypadku to był ostatni taki moment na zmianę. Po tych latach na motocyklu mogło przestać ich to cieszyć. Marek miał duże kłopoty zdrowotne z ręką. Dziś już po rajdzie w Rosji, kiedy mogliśmy ich obserwować widzimy, że cieszy ich to co robią. Poza tym ja wierzę, że będą w stanie pojechać szybko i osiągnąć dobry wynik. Obaj świetnie nawigują, poza tym znają charakterystykę Dakaru.

Jak układają się twoje relacje z Robinem Szustkowskim, z którym teraz jeździsz?

Staram się mu płynnie przekazać moje doświadczenia. W trakcie rajdu cały czas jesteśmy w jednej kabinie. Kiedy ja prowadzę, Robin może to obserwować, a ja na bieżąco tłumaczę mu moje decyzje. Kiedy on siedzi z lewej strony mogę szybko korygować jego błędy i to bez szkody dla nawigacji. Robin szybko reaguje. Pomimo tego, że program "Mistrz-uczeń" jest nowy to my startujemy wspólnie już od kilku lat. Trochę już przeżyliśmy. Nawiązała się też między nami jakaś przyjaźń. To ułatwia wiele spraw. Czasami nawet tuż przed snem potrafimy rozmawiać o konkretnej sytuacji na etapie rajdu i rozwiązać wątpliwości ad hoc.

Artykuł pochodzi z kategorii: Sport

Patryk Serwański