Formuła 1: Sebastian Vettel wygrał GP Niemiec

Niedziela, 7 lipca 2013 (21:43)

Sebastian Vettel z teamu Red Bull wygrał na torze Nuerburgring wyścig o Grand Prix Niemiec, dziewiątą rundę mistrzostw świata w tegorocznym sezonie. To pierwsze zwycięstwo trzykrotnego mistrza globu na swoim torze, a trzydzieste w karierze. Drugie miejsce, po pasjonującej walce, zajął Fin Kimi Raikkonen z zespołu Lotus, w trzecie Francuz Romain Grosjean z tego samego teamu. Vettel umocnił się na pozycji lidera mistrzostw świata.

Vettel przed startem nie krył, że jego marzeniem jest wygrana na swoim obiekcie. Tym bardziej, że ostatnie zwycięstwo na europejskim torze zanotował przed dwoma laty - 11 września 2011 roku na Monzy w Grand Prix Włoch.

Swój cel mistrz świata zaczął realizować tuż po starcie. Vettel i drugi kierowca teamu Red Bull Australijczyk Mark Webber wyprzedzili na prostej startowej ruszającego z pierwszej linii Brytyjczyka Lewisa Hamiltona (Mercedes GP) i objęli prowadzenie. Prowadząca dwójka bardzo szybko zaczęła odjeżdżać zdobywcy pole position, a ten musiał się bronić przed atakami Raikkonena.

Massa znów nie dojechał do mety

Na czwartym okrążeniu jazdę zakończył największy pechowiec ostatnich wyścigów Brazylijczyk Felipe Massa (Ferrari). Tym razem na szczęście nie rozbił bolidu, z dalszej jazdy wykluczyła go awaria techniczna. W przyszłym sezonie kierowca Ferrari już zapewne nie pojedzie w tym wyścigu, kończy się bowiem jego kontrakt.

W takiej samej sytuacji jest Webber, który zapowiedział, że po sezonie 2013 odchodzi z F1 i chce startować w innej serii wyścigowej - Pucharze Porsche.

Webber, podobnie jak Massa, też miał w niedzielę pecha, ale mniejszego. Na 9 okrążeniu. ruszając po zmianie opon, stracił jedno koło, którego nie dokręcili mechanicy. Bolid na stanowisko wepchnęła obsługa techniczna, koło założono, ale "zabawa" ze zmianą trwała dobrze ponad minutę i po wyjeździe na tor Australijczyk znalazł się na ostatniej, 21. pozycji. Nie zrażony włączył się do walki i ostatecznie wyścig ukończył na 7. miejscu, tracąc do Vettela około 40 s.

Większego pecha miał kamerzysta, który został uderzony fruwającym w powietrzu kołem. Stwierdzono u niego wstrząśnienie mózgu, został odwieziony śmigłowcem do szpitala, na kilka tygodni będzie się musiał wyłączyć z filmowania wyścigów.

W bolidzie Bianchiego eksplodował silnik

Jako trzeci na listę pechowców wpisał się na Nuerburgringu Francuz Jules Bianchi z ekipy Marussi. Jeszcze przed półmetkiem musiał zakończyć jazdę, gdyż w jego bolidzie doszło do eksplozji silnika, który po chwili się zapalił.

Francuz szczęśliwie opuścił uszkodzony, buchający płomieniami bolid, i spacerem udał się do serwisu. Nie wiedział, że za chwilę, z jego powodu, na torze pojawi się samochód bezpieczeństwa. Zaparkowany na poboczu, ale stojący na wzniesieniu uszkodzony pojazd zaczął tyłem zjeżdżać w dół. Nagle, bez kierowcy, pojawił się na torze.

Na szczęście nie doszło do żadnej kolizji, safety car prowadził stawkę kierowców przez pięć okrążeń, zawalidrogę usunięto. W tym czasie wszyscy kierowcy wymienili opony, po wznowieniu wyścigu prowadził Vettel, za nim jako drugi jechał niespodziewanie Grosjean.

Na 42. okrążeniu lider zjechał do boksu na kolejną zmianę opon, prowadzenie objął Raikkonen, a Niemiec wrócił na tor jako piąty. Fin jednak wiedział, że musi się jeszcze raz zameldować u swoich mechaników, zdecydował się na to dopiero na dziesięć okrążeń przed końcem.

Po powrocie na tor był trzeci ze stratą około 5 s do prowadzącego Niemca. Przed nim jechał partner z teamu Grosjean. Fin kilka razy próbował go wyprzedzić, ale Francuz nie przejawiał ochoty, aby mu ustąpić miejsca. Zrobił to na polecenie kierownictwa ekipy dopiero na pięć okrążeń przed końcem. Jak się później okazało, za późno.

Raikkonen, mający w lepszym stanie opony, zaczął gonić Vettela, który miał nad nim około 2,5 s przewagi. Fin jednak był w stanie na każdym okrążeniu nadrobić nie więcej jak 0,4-0,5 s. Na mecie zameldował się o 1,008 s później od zwycięzcy. Tylko o tyle, o mgnienie oka, był wolniejszy od Vettela na ponad 300 km trasie.

Niemiec mógł świętować pierwsze w karierze, "domowe" zwycięstwo. Umocnił się na pozycji lidera mistrzostw świata, zgodnie z planem zmierza po czwarty z rzędu tytuł. Raikkonen jest nadal trzeci w klasyfikacji, ale jego strata do Alonso stopniała już tylko do 7 pkt.

Artykuł pochodzi z kategorii: Sport

RMF24-PAP