Czy w trzy dni da się zmienić Legię?

Czwartek, 24 września (08:29)

Legia Warszawa czeka na efekt nowej miotły. Zatrudniony przy Łazienkowskiej 3 Czesław Michniewicz ma wprowadzić mistrzów Polski do 4. rundy eliminacji Ligi Europy. Nowy trener spotkał się z drużyną w poniedziałkowy wieczór, a więc nie miał zbyt dużo czasu na poukładanie gry stołecznej drużyny. Jak sam mówi: treningów było mało, ale objętości były spore. Dlatego też trener Michniewicz liczy na dobry wynik z meczu z Dritą. Spotkanie o 20:30.

Poniedziałkowy wieczór w Legia Trainigng Center był jednym z bardziej emocjonujących. Wtedy do drużyny dołączył dopiero co zakontraktowany szkoleniowiec. Czesław Michniewicz wziął się ostro do pracy, bo już dziś wieczorem czeka go pierwszy egzamin. W trzeciej rundzie eliminacji Ligi Europy prowadzona przez niego Legia zagra z kosowską Dritą. Pytanie zatem, czy w ciągu trzech dni można spróbować ułożyć drużynę wedle swojego pomysłu, czy trzeba liczyć jedynie na efekt nowej miotły?

Pracujemy krótko, ale intensywnie. Zajęć nie było wiele, ale ich objętość była duża. Mam nadzieję, że efekt będzie widoczny. Parę pomysłów, nad którymi pracowaliśmy, mam nadzieję, że uda się wdrożyć w tym meczu. Zagramy z zespołem, który walczy o Ligę Europy. Na pewno jesteśmy faworytem. Chcielibyśmy wykorzystać atut własnego boiska, ale przede wszystkim chcemy być dobrze przygotowani w oparciu o to, nad czym pracowaliśmy przez ostatnie trzy dni - mówił Czesław Michniewicz na swojej pierwszej konferencji w roli trenera Legii.

Sztab Legii w ciągu tych emocjonujących dni zdążył przeanalizować przeciwnika. Drita składa się z doświadczonych i zaawansowanych technicznie zawodników. Drużyna sprawia wrażenie uporządkowanej, ale często traci piłkę, podczas rozgrywania akcji po obwodzie. I tu Legia chce upatrywać swoich szans. Bardzo prawdopodobne, że trener Michniewicz zaproponuje swoim zawodnikom grę wysokim pressingiem, by zmusić rywala do błędu.

Trener Legii zwraca też uwagę na dobre warunki fizyczne piłkarzy zespołu przeciwnika. Drita strzela sporo bramek ze stałych fragmentów gry. Często wykorzystuje też skrzydła, na których grają doświadczeni zawodnicy, dobrze współpracujący z bocznymi obrońcami.

Jeszcze wczoraj wieczorem sam trener nie wiedział, jaki skład wystawi w dzisiejszym meczu.

W pucharach nie obowiązuje przepis o młodzieżowcu. Nie ma nikogo, kto z urzędu musi znaleźć się w osiemnastce meczowej. Opcji jest dużo. Na każdej pozycji, poza Igorem Lewczukiem i kontuzjowanymi zawodnikami, wszyscy są do dyspozycji. Jestem zbudowany tym, jak przez ten krótki czas drużyna się prezentowała. Umiejętności napawają mnie optymizmem - cieszył się nowy trener.

Michniewicz - trener na lata?


To stwierdzenie wśród kibiców i dziennikarzy, pracujących przy stołecznym klubie, powtarzane jest bardzo często prześmiewczo. A to dlatego, że każdy z ekstrawaganckich pomysłów prezesa Dariusza Mioduskiego, by obsadzić stanowisko niedoświadczonym duetem z Bałkanów czy wybuchowym szkoleniowcem z Portugalii, nazywany był szukaniem "trenera na lata". Dziś wiemy, że byli to przeważnie trenerzy do lata lub najdalej do jesieni.

Wjeżdżając na parking, wskazano mi miejsce, gdzie mam zaparkować auto. Nie było tam tabliczki trenera. Było tylko mnóstwo kleju na tynku. Zauważyłem, że już nawet tabliczek trenerów się tam nie przykleja. Są tylko takie dziurki na wkręty, więc chyba już tabliczki nie trzymają się ściany. Chciałbym, żeby moja tabliczka była tu dłużej. Nie powiem jak długo, ale chciałbym zostawić ślad w historii tego wielkiego klubu. Śladem mogą być tylko wyniki i trofea. Nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Taki mam cel i na tym będę się koncentrował. Zbyt długo jestem w tym zawodzie, by ulegać sugestiom: trener na lata, trener do jesieni, czy trener do zimy. Wiem, że ostatni mecz jest zawsze decydujący. Ten najbliższy też może wiele zmienić - tak na pytanie o "trenera na lata" odpowiedział Czesław Michniewicz.

 

Artykuł pochodzi z kategorii: Sport

Joanna Potocka

Paweł Pawłowski