​Phil Collins dla RMF FM: Jestem bardzo szczęśliwy, że zdecydowałem się wrócić na scenę

Poniedziałek, 6 maja 2019 (16:43)

Phil Collins, jeden z najwybitniejszych brytyjskich artystów, już wkrótce odwiedzi Polskę! W rozmowie z RMF FM opowiedział o tym, że jeszcze nie zamierza rozstawać się z muzyką, że "wciąż żyje", a trasa koncertowa dała mu ogromny zastrzyk energii! Artysta zdradził też kilka ciekawostek dotyczących jego występu w Polsce, 26 czerwca na PGE Narodowym - jakie niespodzianki przygotował? Przeczytajcie rozmowę Mateusza Opyrchała z Philem Collinsem!

Mateusz Opyrchał: Phil Collins jeszcze nie powiedział ostatniego słowa... Wygląda na to, że nie zamierzasz rezygnować z muzyki tak szybko.

Phil Collins: Nie! Przede wszystkim mam ogromne wsparcie... Piątkę wspaniałych dzieci, w różnym wieku, które dodają mi energii, nie tylko w życiu prywatnym, ale przede wszystkim zawodowym. Jestem bardzo szczęśliwy, że zdecydowałem się wrócić na scenę. Był czas, kiedy myślałem, że jestem zbyt zmęczony, by jeszcze pracować i koncertować. To właśnie dzieci zachęciły mnie do powrotu i nie ukrywam, że za tym tęskniłem. Granie z moim synem Nicholasem i przyjaciółmi z zespołu sprawia mi ogromną radość i to była bardzo dobra decyzja. Szykujemy koncerty w Europie i odwiedzimy także Polskę. To plan na najbliższe miesiące, a potem zobaczymy!

 "Still Not Dead Yet Live" to dość odważna nazwa trasy koncertowej...

To raczej żart, w nawiązaniu do mojej biografii, która nosi nazwę właśnie "Not Dead Yet". Angielskie poczucie humoru, które nigdy mnie nie opuszcza. W związku z tytułem książki, postanowiliśmy tak nazwać trasę koncertową. (Śmiech)

Miliony fanów na całym świecie, dziesiątki hitów i lata spędzone na scenie... Co motywuje cię najbardziej do ponownego koncertowania?

Wszystko kręci się wokół muzyki i koncertów. Ta trasa to wyjątkowe show. Za oprawę wizualną odpowiedzialny jest Patrick Woodroffe, który produkował koncerty Rolling Stones, Floydów i wielu innych. Ma ogromne doświadczenie i przede wszystkim wyobraźnię, jak to wszystko ma wyglądać, aby ludzie, którzy przyjdą na koncert, mogli poczuć coś wyjątkowego. Ja jestem zmuszony siedzieć podczas koncertu, z wyjątkiem dosłownie kilku momentów, co nie przeszkadza mi w utrzymaniu stałego kontaktu z publicznością. I to wszystko jest wspaniałym doświadczeniem. Trasa dostaje bardzo dobre recenzje, fani mogą usłyszeć utwory, na które czekają, a my świetnie się bawimy. Koncertowaliśmy dotychczas w Ameryce Południowej, Nowej Zelandii, Australii, Nowym Orleanie, Europie i teraz ponownie wracamy na Stary Kontynent. Jestem bardzo szczęśliwy, że mogę to robić.

Jak sam wspomniałeś, masz konkretne wsparcie jeśli chodzi o muzyków. Myślę tutaj o Twoim synu, który podczas tej trasy gra na perkusji.

Tak... Oczywiście, bardzo chciałbym móc znowu usiąść za bębnami i zagrać koncert, ale z przyczyn zdrowotnych jest to niemożliwe. Mam za plecami swojego syna Nicholasa, który jest głównym perkusistą i liczy się to, że możemy wspólnie grać i świetnie się bawić razem z publicznością. Muszę powiedzieć, że Nicholas z każdym koncertem jest coraz lepszy. Gra na bębnach od dziecka, a ze mną od momentu, kiedy skończył 16 lat. Teraz jest już pełnoletni i wszyscy są zachwyceni jego umiejętnościami. Ciężko jest mi mówić o nim w sposób obiektywny, bo jest moim synem, ale naprawdę uważam, że jest profesjonalistą i dodaje zespołowi wyjątkowej energii.

Jeśli chodzi o edukację na bębnach, to uczył się od najlepszych. Może być dumny, że ma takiego ojca.

Nicholas ma własne studio, gdzie gra ze swoim rockowo-alternatywnym zespołem. Teraz koncertuje ze mną i gra trochę inną muzykę. Jest bardzo uniwersalnym i zdolnym perkusistą, który jest w stanie zagrać praktycznie wszystko i czuje się dobrze w każdym stylu muzycznym. Śledząc jego karierę, przypominają mi się moje wczesne lata, kiedy jednej nocy grałem z Genesis, a później solo. Nicholas ma przed sobą genialną przyszłość, jestem tego pewien.

Już niebawem, bo 26 czerwca, zobaczymy was razem na scenie PGE Narodowego w Warszawie. Podobno szykujecie jakieś niespodzianki!

Na pewno was nie zawiedziemy! Jest kilka niespodzianek podczas show... Moment, w którym ja, Nicholas i Richie Garcia gramy wspólne solo na perkusjonaliach. To niesamowite uczucie, kiedy po tylu latach grania, jesteśmy w stanie wciąż czymś zaskoczyć publiczność i koncertować w miejscach, w których jeszcze nie mieliśmy okazji zagrać. Oczywiście nie zaprezentujemy wszystkich utworów w Warszawie, bo po prostu czas na to nie pozwala, ale możecie spodziewać się największych przebojów! Jestem przekonany, że to będzie wyjątkowy wieczór. Polska kojarzy mi się z koncertem Genesis w Katowicach. Pamiętam, że graliśmy w fatalnych warunkach, okropnym deszczu. Byliśmy całkowicie przemoknięci, łącznie z publicznością, której to absolutnie nie przeszkadzało i dawała nam niesamowitą energię. Pamiętam magiczny moment, w którym cały stadion zaśpiewał z nami "The Carpet Crawlers", jeden z utworów Genesis. Mamy tyle wspomnień z tego koncertu, zwłaszcza, że był to nasz pierwszy raz w Polsce. Teraz zagram tu po raz drugi.

Pewnie słyszałeś to pytanie setki razy... Ale wracam do komentarza Tony'ego Banksa o możliwym powrocie Genesis. Fani byliby zachwyceni...

Wszystko jest możliwe! Mike i Tony są podekscytowani tym pomysłem, jeśli Nicholas zagrałby z nami na perkusji. Rozmawialiśmy o tym bardzo poważnie w zeszłym roku, kiedy zagraliśmy wspólnie kilka koncertów z Mike and the Mechanics. Jeśli chodzi o koncerty z Genesis, na razie nic nie mogę powiedzieć. Skupiam się teraz na swojej trasie. Widzimy się w Warszawie!

Artykuł pochodzi z kategorii: Rozrywka

Monika Kamińska