Wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej prof. Sebastian Gajewski był pytany w Popołudniowej rozmowie w RMF FM m.in. o to, czy rząd ma w planach wpisanie do Kodeksu Pracy wojny hybrydowej.
Mowa tu o sytuacjach, gdy mieszkańcy danego regionu narażonego na atak zbrojny z powietrza otrzymują alert RCB, który sugeruje, że powinni się ukryć w bezpiecznym miejscu podczas, gdy są w drodze do pracy lub w miejscu pracy.
Wiceszef MRPiPS: Nie wiem, czy wojna hybrydowa powinna zostać wpisana do Kodeksu Pracy
Rozmówca Piotra Salaka wyraził swoje wątpliwości co do tego, czy należy zastosować takie rozwiązanie. Nie wiem, czy jest potrzeba wpisywania do Kodeksu Pracy wojny hybrydowej. Wprawdzie te kwestie nie są wprost regulowane, ale już dzisiaj mamy w KP regulację dotyczącą nieusprawiedliwionych nieobecności w pracy oraz przede wszystkim tego, co możemy - a co musimy zrobić - kiedy w miejscu pracy mierzymy się z zagrożeniem naszego życia lub zdrowia – stwierdził.
Dopytywany o to, czy osoba, która przed podjęciem pracy otrzymała alert RCB informujący o zagrożeniu atakiem z powietrza, może nie pojawić się w miejscu pracy, bez ponoszenia za to konsekwencji, stwierdził, że należy to rozbić na dwie różne sytuację.
Pierwsza: gdy jesteśmy w pracy i otrzymujemy alert RCB „zagrożenie atakiem z powietrza”. W mojej ocenie to jest sytuacja, w której mierzymy się z bezpośrednim zagrożeniem życia lub zdrowia w miejscu pracy. Mamy przepis prawa, który mówi, co się dzieje, kiedy mierzymy się w pracy z bezpośrednim zagrożeniem życia lub zdrowia. Zakładam, że alert RCB zagrożenie atakiem z powietrza to jest sytuacja, w której mierzymy się z bezpośrednim zagrożeniem dla naszego życia lub zdrowia - powiedział.
Wtedy zachowamy prawo do wynagrodzenia. Wiceminister tłumaczy
Podkreślił, że wówczas „musimy się stosować do wszelkich sygnałów ostrzegawczych, które idą czy z RCB, czy z innych organów”
Po drugie: jeżeli jesteśmy w pracy i mamy takie bezpośrednie zagrożenie dla życia lub zdrowia, to możemy przerwać pracę. A jeżeli samo przerwanie pracy nie spowoduje tego, że usuniemy to zagrożenie, bo na przykład mamy atak z powietrza, więc powinniśmy się ukryć, możemy powiadamiając pracodawcę opuścić miejsce pracy i w takim przypadku zachowujemy prawo do wynagrodzenia – doprecyzował.
Prof. Gajewski tłumaczył, że „podstawowa zasada w Kodeksie Pracy, jak również w prawie pracy jest taka, że wynagrodzenie za pracę przysługuje za pracę wykonaną”. Wszelkie przypadki, w których wynagrodzenie przysługuje za pracę niewykonaną, muszą być określone przez przepisy prawa pracy – wskazał.
Gajewski: Romanowski powinien zostać osądzony w Polsce
Gość Popołudniowej rozmowy w RMF FM komentował również kwestię wydania przez Sąd Okręgowy w Warszawie listu żelaznego byłemu wiceszefowi resortu sprawiedliwości Marcinowi Romanowskiemu, który przebywa za granicą. Prokuratura w związku ze śledztwem w sprawie nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości zarzuca Romanowskiemu, b. wiceszefowi MS za czasów PiS, m.in. udział w zorganizowanej grupie przestępczej i ustawianie konkursów za pieniądze z tego funduszu.
Jest to decyzja sądu. Jest ona podejmowana przez niezawisłego sędziego i niezależny sąd. Możemy się z nią zgadzać albo nie, natomiast ja sądzę, że Marcin Romanowski powinien pojawić się w Polsce i powinien odpowiadać przed polskim wymiarem sprawiedliwości na takich samych zasadach jak każdy obywatel – odparł.
Przyznał jednak, że jest decyzją sądu zaskoczony.
Jeżeli to rozstrzygnięcie sądu będzie prawomocne, to będziemy się do niego stosować. Natomiast jedna rzecz, która jest pozytywna z tego rozstrzygnięcia jest taka, że daje szansę na to, żeby Marcin Romanowski po prostu poniósł odpowiedzialność przed polskim wymiarem sprawiedliwości za swoją działalność w Ministerstwie Sprawiedliwości – ocenił.
Dodał także, że – jego zdaniem - Marcin Romanowski po powrocie do kraju „będzie żywą reklamą Prawa i Sprawiedliwości pokazując prawdziwą twarz tej formacji, która z Prawem i Sprawiedliwością ma tyle wspólnego, że ma taką nazwę”.
Wybory w Krakowie. Gajewski: Wynik Darii Gosek-Popiołek jest poniżej oczekiwań
W rozmowie pojawił się również wątek wyborów na prezydenta Krakowa, w których w pierwszej turze zwyciężył Łukasz Gibała wyprzedzając kandydatkę Koalicji Obywatelskiej Monikę Piątkowską.
Polityk Nowej Lewicy był pytany o wynik kandydatki tej formacji. Przypomnijmy: Daria Gosek-Popiołek zdobyła 4,81 procent głosów.
Wynik wyborczy Darii (Gosek-Popiołek) w wyborach krakowskich oczywiście nie jest satysfakcjonujący. Wykonała gigantyczną pracę, zrobiła bardzo dobrą kampanię, przedstawiła dobry, ciekawy program, który budowała razem z ekspertami, z organizacjami pozarządowymi. Wynik jest poniżej oczekiwań. To sobie trzeba uczciwie powiedzieć – ocenił dodając, że były to wybory lokalne.
Zwrócił natomiast uwagę na to, że przenoszenie wyniku Darii Gosek-Popiołek w wyborach lokalnych w Krakowie na perspektywy ogólnokrajowe Lewicy, a nawet na perspektywy wyborów do Sejmu i Senatu w Krakowie „nie jest racjonalne”. Ponad 30 procent wyborców w Krakowie zdecydowało się zagłosować na kandydata z komitetu lokalnego. I to jest rzecz, której nie sposób nie wziąć pod uwagę – stwierdził.
Polityk Nowej Lewicy zapowiedział na antenie radia, że resort rodziny, pracy i polityki społecznej prowadzi obecnie pracę nad wprowadzeniem Karty Dużej Rodziny dla par jednopłciowych.
Pracujemy nad tym w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. (…) Naszym zdaniem rodzina to rodzina, małżeństwo to małżeństwo. I skoro jest tak, że rodziny z dziećmi z różnych związków mogą korzystać z Karty Dużej Rodziny, pod warunkiem, że rodzice są współmałżonkami, to oczywiście dla mnie jest jasne, że taka Karta Dużej Rodziny powinna także przysługiwać małżeństwom jednopłciowym, które wychowują dzieci - stwierdził.
Dodał, że „zna takie przypadki”.
Będziemy pracować nad wytycznymi dla wojewodów, ale oczywiście tak, Karta Dużej Rodziny, także dla tęczowych rodzin, w których wychowują się dzieci - mówił Sebastian Gajewski, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej z Nowej Lewicy w Popołudniowej rozmowie w RMF FM.
