W związku z protestem góralscy fiakrzy zdecydowali się tego dnia nie wozić turystów. Jak podkreślali, była to decyzja mająca zapobiec eskalacji konfliktu.
Organizatorka protestu Joanna Marcinkowska przekonywała, że konie nie powinny być wykorzystywane do ciągnięcia wozów na trasie do Morskiego Oka.
Konie nie muszą być wykorzystywane do pracy. Nie chcą. Ciągnięcie wozu pod górę nie jest tym ruchem, którego potrzebuje koń – mówiła.
„Tradycja powinna pozostać”
Protest wzbudził różne reakcje wśród turystów odwiedzających tego dnia Morskie Oko. Część osób popierała działania aktywistów.
Nie jestem za tym, żeby konikiem jechać – mówiła jedna z turystek.
Inni zwracali uwagę na potrzeby osób starszych z ograniczoną sprawnością. To jest wybór tych ludzi, co chcą iść albo jechać, więc ja bym tego nie odbierał. Tym bardziej że są ludzie starsi, którzy gdzieś tam potrzebują pomocy – podkreślał jeden z turystów.
Nie brakowało również głosów broniących wieloletniej tradycji przewozów konnych. Moim zdaniem tradycja powinna pozostać – ocenił jeden z rozmówców.
Inni wskazywali, że kluczowe znaczenie ma odpowiednia opieka nad zwierzętami. Kwestia jest tylko i wyłącznie ich dostosowania i dbania o nie – mówił turysta.
Konik pracuje, od zawsze pracował w polu, pomaga nam w życiu tak, jak wszystkie zwierzęta – owce, kury. Większość ludzi, którzy mają zwierzę, dba o nie. Większość górali, którzy mają konie, będzie o nie dbała. Myślę, że tym koniom nie dzieje się krzywda – dodał kolejny rozmówca.
Spór o wykorzystywanie koni na trasie do Morskiego Oka trwa od lat i regularnie powraca w sezonie turystycznym. Zwolennicy likwidacji transportu konnego wskazują na dobrostan zwierząt, natomiast fiakrzy i część mieszkańców regionu podkreślają znaczenie tej działalności dla lokalnej tradycji oraz potrzeb turystów, którzy nie są w stanie samodzielnie pokonać trasy.