Ciało matki chrzestnej Tomasza Komendy, pani Stanisławy, przez około dwa lata leżało w jej mieszkaniu we Wrocławiu. Mimo sygnałów o zaginięciu i próśb o przeszukanie lokalu kobieta nie została wcześniej odnaleziona. Sprawę opisała "Gazeta Wyborcza".
Pani Stanisława, matka chrzestna Tomasza Komendy, mieszkała w mieszkaniu komunalnym we Wrocławiu. Nie miała dobrych relacji z rodziną, pozostawały one napięte od czasu skazania Komendy. Podobnie syn pani Stanisławy, Grzegorz, od kilku lat nie miał kontaktu z matką. Z kolei z siostrą Teresą Klemańską, matką Komendy, pani Stanisława pokłóciła się po skazaniu mężczyzny.
Klemańska jednak od czasu do czasu widywała kobietę, gdyż pracowała w okolicy, ponadto pytała sąsiadów o swoją siostrę. Po śmierci Komendy w lutym 2024 r. przestała jednak pojawiać się w okolicy pani Stanisławy. Mierzyła się też wówczas z problemami zdrowotnymi.
Pani Stanisława ostatni raz widziana przez sąsiadów była w grudniu 2023 roku. Zaalarmowali oni administrację w maju 2024 r. że długo nie widzieli kobiety. Zarządcy budynku mieli jednak obawiać się kosztów potencjalnie nieuzasadnionej interwencji służb w tej sprawie, dlatego nie wezwano mundurowych do mieszkania.
O zniknięciu pani Stanisławy rodzina dowiedziała się niecały rok później, po wiadomości od administracji. Jej siostra Teresa Klemańska, w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" deklaruje, że chciała zgłosić zaginięcie na policję, jednak funkcjonariusze mieli odmówić przyjęcia go.
Ponadto policja w rozmowie z dziennikiem przekazała, że drzwi do mieszkania zostały dwukrotnie otwarte, o czym mieli poinformować mundurowych członkowie rodziny jeszcze przed oficjalnym zgłoszeniem zaginięcia. Miało się to wydarzyć 26 marca 2025 r., kiedy administracja budynku komisyjnie otworzyła drzwi i wymieniła zamki, a także 29 kwietnia 2025 r. - wówczas ponownie otwarto drzwi w związku z planowaną dezynsekcją.
Z ustaleń wynikało, że w trakcie tych czynności do mieszkania weszli również członkowie rodziny, którzy przeglądali rzeczy osobiste zaginionej. Zarówno administracja, jak i obecni na miejscu członkowie rodziny nie ujawnili wówczas zwłok, a mieszkanie sprawiało wrażenie opuszczonego od dłuższego czasu. Z uwagi na te ustalenia odstąpiono od ponownego sprawdzenia lokalu przez policję" - przekazała podkom. Aleksandra Freus z wrocławskiej policji w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
Oficjalne zgłoszenie na policję o zaginięciu pani Stanisławy złożył 8 maja 2025r. jej syn Grzegorz.
Po formalnym zgłoszeniu zaginięcia syn pani Stanisławy wszedł do mieszkania matki po zdjęcie kobiety wymagane przez policję.
Administracja najpierw nie chciała mnie w ogóle wpuścić do mieszkania. W końcu zgodzili się tylko, żebym wziął jej fotografię. Przyszła administratorka ze ślusarzem, ja byłem z kuzynem. Otworzyli drzwi, przez próg zrobili zdjęcie, a nam kazali iść prosto do szafki ze zdjęciami. Zobaczyłem, że na stole leży mamy inhalator, dokumenty, pieniądze, przecież nigdzie by bez nich nie wyszła. Miała astmę, nie ruszała się bez inhalatora. Chciałem się rozejrzeć po mieszkaniu, ale kazali mi zaraz wychodzić - mówił Grzegorz w rozmowie z gazetą.
Policja następnie opublikowała informację o zaginięciu pani Stanisławy. Jak tłumaczyła podkom. Freus w rozmowie z dziennikiem, policja aby odnaleźć zaginioną kobietę "m.in. sprawdziła, czy jej nie ma w placówkach medycznych, weryfikowała policyjne bazy danych oraz porównywała z ujawnionymi na terenie kraju niezidentyfikowanymi zwłokami. Pobrano także materiał biologiczny od członka rodziny, co umożliwiło wprowadzenie profilu DNA do odpowiedniej bazy".
"Czynności te nie przyniosły rezultatu" - przekazała "Gazecie Wyborczej" podkom. Freus. Siostra pani Stanisławy w rozmowie z dziennikiem mówiła, że prosiła policję o przeszukanie mieszkania.
Po kilku miesiącach, 8 grudnia 2025, w mieszkaniu zaginionej pracowała firma sprzątająca. Jej pracownicy zaczęli sprzątać mieszkanie i wynosić z niego rzeczy kobiety. Dopiero po jakimś czasie weszli do łazienki, gdzie znaleźli ciało pani Stanisławy. Wezwane na miejsce służby pobrały od syna i siostry zmarłej kobiety próbki DNA, aby oficjalnie zidentyfikować zwłoki.
Dlaczego po kilku miesiącach od zgłoszenia zaginięcia do mieszkania weszła firma sprzątająca? Jak ustaliła "Gazeta Wyborcza", zostali oni wezwani, gdyż "jednostka zarządzająca mieniem Gminy Wrocław zleciła opróżnienie lokalu".
Opinia potwierdzająca, że zmarła kobieta to pani Stanisława została wydana 30 stycznia 2026 r. Sprawa trafiła do prokuratury. Opinia Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu ma określić przyczyny śmierci pani Stanisławy.