RMF24 RMF FM RMF MAXX RMF CLASSIC RMF ON
RMF24

"Czułem się wolny. I potrzebny". Powstaniec Warszawski Wojciech Niesłuchowski w RMF FM

Autor: Publikacja: Sobota, 1 sierpnia (06:08)

Miał tylko 11 lat, gdy wybuchło Powstanie Warszawskie. Jego mama, łączniczka w Armii Krajowej, zapisała go do Szarych Szeregów. 5 sierpnia 1944 roku jako chłopiec przeżył selekcję przed dokonaną przez Niemców egzekucją na ludności cywilnej. Wtedy zginął jego ojciec. Wojciech Niesłuchowski, pod pseudonimem "Stefan" w Harcerskiej Poczcie Polowej biegał z listami i prasą powstańczą. "Czułem się wtedy wolny. I potrzebny" - zapewnia w rozmowie z RMF FM.

"Czułem się wolny. I potrzebny". Powstaniec Warszawski Wojciech Niesłuchowski w RMF FM
Powstaniec Warszawski Wojciech Niesłuchowski (foto: Jakub Rybski) /RMF FM
  • Wojciech Niesłuchowski, mając 11 lat, brał udział w Powstaniu Warszawskim jako członek Szarych Szeregów, pełniąc funkcję łącznika i pomagając m.in. w roznoszeniu listów, prasy oraz w pracy w drukarni i kuchni wojskowej.
  • Doświadczył dramatycznych wydarzeń, takich jak selekcja przed egzekucją, utrata ojca oraz niebezpieczne sytuacje podczas działań powstańczych, jednak czuł się wtedy wolny i potrzebny.
  • Dziś pan Wojciech angażuje się w spotkania z młodzieżą, dzieląc się swoimi wspomnieniami i podkreślając, że impulsem do udziału w powstaniu była m.in. decyzja jego mamy oraz chęć pomocy rodzinie i walka o wolność.
  • Najważniejsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24

Zgłaszałem się rano na zbiórki po zadania. Dostawaliśmy do roznoszenia listy i gazety. Nasza poczta była na ulicy Wilczej, stamtąd (...) roznosiłem je od Placu Zbawiciela do Alej Jerozolimskich, po drodze była Wilcza i Hoża - wspomina w rozmowie z RMF FM Wojciech Niesłuchowski. 

Ale harcerze w czasie Powstania Warszawskiego mieli też inne zadania. W drukarni pan Wojciech pomagał przy napędzaniu maszyny drukarskiej, nosił wodę do kuchni wojskowej, opowiada też o wyprawach po zboże do Browarów Haberbuscha. Zboże mielone było w ręcznych młynkach do kawy, a potem pieczono z niego chleb. 

Chleb w foremkach to był nasz największy przysmak - wspomina pan Wojciech.

 

Wojciech Niesłuchowski opowiada nam, jak na wysokości Placu Zbawiciela, gdy był tylko ze swoim rodzeństwem, Niemcy otworzyli ogień. 

Ludzie zaczęli padać jak muchy (...) Ja z tym wózkiem jakoś manewrowałem, ale zgubiłem walizkę, a to był nasz jedyny majątek. I to jest odpowiedź na pani pytanie, czy ja się bałem. Ja się wróciłem po tę walizkę - opowiada pan Wojciech. Wracam z walizką, ale rodzeństwa już nie ma - dodaje. 

Szczęśliwe matka pana Wojciecha odnalazła syna i resztę jego rodzeństwa w mieszkaniu nauczycielki. A potem chłopiec został przeprowadzony przez nią do punktu noclegowego, który podlegał Kwaterze Głównej Szarych Szeregów „Pasieka”. 

Tam dostałem miejsce, pryczę taką wyżej, bo byłem młody i mogłem skakać. I tam mieszkałem. Stamtąd chodziłem na zbiórki. (...) Zastępy miały swoje piwniczki. Tam żeśmy się zbierali. Śpiewy jakieś harcerskie były, zabawy, gry (...) Moment był bardzo trudny, ale próbowano nas w tym bardzo trudnym momencie jakoś ucywilizować - opowiada w RMF FM Wojciech Niesłuchowski. 

Dziś, jak mówi, lubi spotykać się z młodymi ludźmi. 

Szukam w grupie tych jedenasto-dwunastoletnich i mówię, że wtedy byłem taki sam jak oni. Bo łatwiej mi się wtedy rozmawia - mówi nam powstaniec. O co go pytają młodzi? Czy się nie bał. A on im opowiada o zdarzeniu, gdy niosąc pocztę zatrzymał się na rogu Wilczej i Marszałkowskiej. I w tym czasie usłyszał strzał. 

Podobno strzału, który ma zabić, się nie słyszy. Ja to usłyszałem (...) i w tym samym momencie odskoczył przed moją głową narożnik budynku, kawał ściany. (...) To byli Niemcy, o których się mówiło „gołębiarze”. Chodzili po dachach. Ich „gołębiarz” tym razem nie trafił (...) ale to były centymetry - wspomina pan Wojciech. 

Co odpowiada, kiedy słyszy pytanie „dlaczego poszedł pan do powstania”? 

Był impuls ze strony mamy (...) Ja się poczułem też wolny w jakiś sposób. Byłem do dyspozycji, w jedną stronę niosłem gazety i listy, a wracałem z torbą pełną jedzenia dla rodzeństwa, więc czułem się potrzebny. 

Pod koniec Powstania Warszawskiego w okolicach Placu Konstytucji i Marszałkowskiej Wojciech Niesłuchowski zakopał swój aparat fotograficzny i biało-czerwoną opaskę z lilijką. Niestety do dziś nie udało mu się ich odnaleźć.


Źródło: RMF FM
chcesz widzieć więcej artykułów od RMF24? dodaj w Google

Najważniejsze Fakty

Zobacz również

Dalsza część artykułu pod materiałem video: