Ciąg dalszy kontrowersji związanych z projektem "Opływ na wypasie". Dziś zwolniono urzędnika z Gdańskiego Zarządu Dróg i Zieleni. W instytucji trwa kontrola.

REKLAMA

Urząd miejski poinformował dziś o zwolnieniu pracownika Gdańskiego Zarządu Dróg i Zieleni. Ma to związek z tym, że firma, która wypożyczała owce, była związana z urzędnikiem, który prowadził przetarg.

Pracownik GZDiZ miał wcześniej podpisać oświadczenie, w którym zapewniał, że nie pozostaje z żadnym wykonawcą w takim stosunku prawnym lub faktycznym, który może budzić uzasadnione wątpliwości co do jego bezstronności. Jak zapewnia urząd miasta, takie oświadczenie miało być podpisane przez pracownika GZDiZ. W związku z tym dzisiaj urzędnik został zwolniony w trybie dyscyplinarnym.

Miasto prowadzi wewnętrzną kontrolę

Sprawa owiec odbija się czkawką gdańskiemu samorządowi. W GDZiZ trwa kontrola urzędu miasta. Rozpoczęła się ona po doniesieniach o tym, że owce wypożyczono za zbyt wysoką cenę, a sama procedura wzbudzała wątpliwości.

Jak powiedział w trakcie zwołanego na dziś briefingu Daniela Stenzela, rzecznik prezydent Gdańska, kontrola zostanie rozszerzona "po pierwsze o wszystkie umowy, które były procedowane przez tego pracownika i wszystkie sprawy, którymi się zajmował".

Co najmniej od 2019 roku, bo od tego roku pracownik ten prowadzi swoją firmę czy jest współwłaścicielem tej firmy, więc uważamy, że te umowy, które były po tym czasie przygotowane muszą być zweryfikowane - mówił Stenzel i dodał, że w najbliższym czasie ma zostać złożone zawiadomienie do prokuratury o poświadczeniu nieprawdy w dokumentach urzędowych.

Jeżeli pracownik prowadzi działalność, która jest tożsama z działalnością urzędową, również ona zakazuje prowadzenia tej działalności i powoduje wygaszenie umowy o pracę - podkreślał dziś rzecznik prezydenta Gdańska. Zwolniony pracownik miał złożyć takie zaświadczenie, ale - jak mówił rzecznik - było to 2 lata przed założeniem firmy.

Konsekwencji może być więcej

Rzecznik prezydenta Gdańska zaznaczał, że w tym momencie nie można mówić o pociągnięciu do odpowiedzialności innych osób, ponieważ cały czas trwa wewnętrzna kontrola. To samo dotyczy odpowiedzialności samego dyrektora.

Jeśli chodzi o wyciąganie konsekwencji służbowych wobec dyrektora GZDiZ, musimy poczekać na wyniki kontroli. Tutaj nie mamy jasnej sytuacji, więc trzeba poczekać, aż sprawa się wyjaśni - mówił Stenzel i dodaje, że kontrola biura audytu i kontroli w Gdańskim Zarządzie Dróg i Zieleni ma zakończyć się najpóźniej w przyszłym tygodniu.

Radni PiS zawiadamiają prokuratury i CBA

Zaraz po konferencji rzecznika prezydenta Gdańska, swoją konferencję zwołali gdańscy radni PiS. Przemysław Majewski i Andrzej Skiba poinformowali o złożeniu przez nich zawiadomienia do prokuratury dotyczącego nadużycia władzy przez urzędnika GZDiZ.

Złożony został przez nich również wniosek o kontrolę do Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

Uważamy, że jest tutaj potrzebna ingerencja instytucji zewnętrznej, ponieważ biuro audytu i kontroli urzędu miasta Gdańska jest jednak instytucją zwierzchnią wobec GZDiZ. Więc tutaj jednak warto, żeby zewnętrzna instytucja także prześwietliła dokumentacje przetargowe GZDiZ - mówił Przemysław Majewski.

Miało być "zielone miasto", a wyszła kompromitacja

Projekt "Opływ na wypasie" od początku istnienia budził wiele kontrowersji. W sobotę 6 sierpnia zwierzęta pojawiły się na terenie parku nad Opływem Motławy. Tego dnia stado 15 owiec wrzosówek miało zastąpić kosiarki w ramach pilotażowego projektu, a ten dzień stał się początkiem kompromitacji wizerunkowej miasta.

Po paru dniach portal Trójmiasto.pl pokazał wyliczenia mówiące o tym, że miasto przepłaciło dając prawie 150 tys. złotych za wypożyczanie owiec. Gdyby gdański samorząd zdecydował się na kupno tych zwierząt, pozwoliłoby to miastu zaoszczędzić kilkadziesiąt tysięcy.

Po kilku dniach, podczas transmisji na żywo, która trwa 24 godziny na dobę, zauważono na terenie wypasu owiec kosiarkę spalinową. To był moment, w którym miasto rozpoczęło wewnętrzną kontrole w GZDiZ.

Pomimo wszelkich kontrowersji, owce zostają na Olszynce. Nie ma podstaw do tego, żeby owce zabierać. Na ten temat nie rozmawialiśmy, czy barana i 14 owiec zapakować do samochodu i z powrotem wywieźć. Myślę, że one są teraz najmniej winne - mówił kończąc dzisiejszą konferencję Stenzel.

Autor: Stanisław Pawłowski