W Sądzie Okręgowym w Gdańsku odbyła się dziesiąta rozprawa w sprawie zabójstwa Pawła Adamowicza. Oskarżony Stefan W. uśmiechał się i zagadywał policjantów. Nie odezwał się do sądu i nie zadał pytań świadkom, którzy tego dnia zeznawali przed sądem.

REKLAMA

Sędzia Sądu Okręgowego Aleksandra Kaczmarek poinformowała, że stan Stefana W. pozwala na jego uczestnictwo w rozprawie.

Mężczyzna w trakcie przesłuchań świadków zachowywał się inaczej niż na poprzednich rozprawach. Uśmiechał się do pilnujących go funkcjonariuszy i zagadywał ich. Na pytania sądu, czy chce zadać pytania świadkom, milczał.

Na czwartkowej rozprawie zostało przesłuchanych troje ochroniarzy: Daria O., Oskar K. i Dominika M., którzy 13 stycznia 2019 r., pilnowali porządku w trakcie gdańskiego finału WOŚP. Nie stawił się - wezwany na czwartek - ratownik medyczny. Sąd nałożył na niego karę porządkową w wysokości 1 tys. złotych.

Pierwsza zeznawała 21-letnia dziewczyna, która powiedziała, że przed imprezą ochroniarze otrzymali polecenie, żeby wpuszczać osoby identyfikujące się plakietkami. Ataku na prezydenta nie widziała, ponieważ stała tyłem do sceny. Zeznała również, że pod sceną znalazła identyfikator z napisem "media".

To ten identyfikator miał zostać podrzucony po zamachu pod scenę przez byłego ochroniarza Dariusza S. Mężczyzna w 2020 roku został skazany na karę roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata za m.in. składanie fałszywych zeznań w tej sprawie.

Kolejny przesłuchiwany świadek Oskar K., zasłaniał się niepamięcią. Sąd odczytał jego zeznania ze śledztwa, z których wynikało, że mężczyzna otrzymał identyfikator od Darii O. i przekazał go przełożonemu.

Dominika M. zeznała, że po ataku na prezydenta "była świadkiem chaosu". Wskazała, że po ataku przeganiali ludzi, by karetka mogła dostać się pod scenę. Staliśmy w szeregu, by żadna osoba nie miała dostępu do tego, co działo się na scenie - relacjonowała. Zeznała, że po ataku nie widziała prezydenta Adamowicza tylko odjeżdżającą karetkę.

Sędzia odczytał zeznania pracownicy ochrony, które złożyła 10 dni po ataku na prezydenta Adamowicza. Kobieta mówiła śledczym, że jedna z jej koleżanek, z którymi pracowała 13 stycznia powiedziała jej, że Stefan W. został pobity, "że ktoś po nim skakał". W sądzie kobieta mówiła, że "czegoś takiego nie widziała".

Jaka kara grozi Stefanowi W.?

Prokuratura oskarża Stefana W. o dokonanie zabójstwa w zamiarze bezpośrednim w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie, a także o popełnienie przestępstwa zmuszania innej osoby do określonego zachowania. Obu przestępstw oskarżony miał dopuścić się w warunkach powrotu do przestępstwa. Stefanowi W. grozi od 12 lat do dożywotniej kary więzienia.

W opinii biegłych, gdy wszedł na scenę WOŚP i zaatakował nożem Pawła Adamowicza miał ograniczoną poczytalność. Może to wpłynąć na wysokość kary więzienia. Sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary.

Kolejna rozprawa odbędzie się 16 czerwca.