Gdański sąd od 7 lat zajmował się "Białym Misiem". Nie tym z Krupówek, a tym co "w oczach ma tylko szare łzy". Chodzi o znaną polską piosenkę, graną niemal na każdym weselu, która doczekała się wielu interpretacji i wersji. Od disco polo po heavy metal. Jak dowiedział się reporter RMF FM, Sąd Okręgowy w Gdańsku wydał kilka dni temu wyrok, w którym określił, kto jest autorem słów oraz muzyki do tej piosenki.

REKLAMA

Proces w tej sprawie wygrało dwóch, starszych już dziś panów. Jan Tarka oraz Janusz Kreft - którzy już w latach 60. ubiegłego wieku w Trójmieście wykonywali ten utwór - uznani zostali za współautorów słów oraz muzyki. Sąd nie dał wiary pozwanemu przez nich człowiekowi, wpisanemu jako autor w wielu źródłach, choćby w niektórych serwisach streamingowych i uznał, że nie ma on praw autorskich do "Białego Misia".

Sprawa trwała 7 lat

Prawa autorskie do utworu muzycznego pt. "Biały Miś" przysługują Panom Januszowi Kreftowi i Janowi Tarce w częściach równych, po połowie. W przedmiotowej sprawie zaistniał spór między Panami Januszem Kreftem, Janem Tarką a pozwanym Panem Mirosławem G. co do autorstwa utworu muzycznego pt. "Biały Miś". Ci pierwsi twierdzili, iż napisali utwór w latach 60., natomiast ich przeciwnik procesowy podnosił, iż on jest autorem utworu, który powstał w latach 70. ubiegłego wieku - informuje w odpowiedzi na pytania RMF FM sędzia Łukasz Zioła, rzecznik prasowy ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Gdańsku.

Ustalenie faktów i przygotowanie rozstrzygnięcia w tej sprawie trwało aż 7 lat. W tym czasie między innymi przesłuchiwano świadków i przeróżne nagrania. Sąd zamówił także kilka opinii biegłych, choćby z zakresu muzykologii, fonoskopii czy grafologii. Na podstawie tak zgromadzonego materiału dowodowego Sąd Okręgowy w Gdańsku ustalił, iż autorami utworu "Biały Miś" byli Panowie Janusz Kreft i Jan Tarka. Wyrok jest nieprawomocny i stronom przysługuje prawo do wniesienia apelacji do Sądu Apelacyjnego w Gdańsku - informuje Zioła.

Grająca pocztówka jednym z kluczowych dowodów

Co ciekawe jednym z kluczowych dowodów w sprawie była... grająca pocztówka.

Mój klient dysponował najwcześniej datowanym nagraniem wykonanym na płycie pocztówkowej. On wskazywał, że to było jego nagranie. Było przegrane z magnetofonu szpulowego, było poddawane weryfikacji przez biegłych. Biegli byli w stanie określić czy np. napisy na tej płycie były poczynione w latach 60., porównując charakter pisma mojego klienta z jego zeszytami z technikum. Biegli nie byli w stanie przeprowadzić badania fonoskopijnego porównującego głos, bo ten głos na przestrzeni lat się zmienia. Raz, że przez kolejne odtworzenia, dwa, że przez przegrywanie utworu z jednego nośnika, czyli szpuli, na drugi, czyli pocztówkę. Studio nagrań też nie dysponowały taką technologią, jak dziś i ten dźwięk jest bardzo zniekształcony - mówi RMF FM adwokat Michał Komorowski, reprezentujący przed sądem jednego ze współautorów "Białego misia."

Od czego zaczął się proces sądowy?

Przyczyną całej sprawy sądowej - trwającej od 2015 roku - były artykuł, w którym pozwany w tej sprawie podał się za autora słów i muzyki. To dlatego panowie z Trójmiasta postanowili dochodzić swoich praw. Co ciekawe, sprawa być może otworzy kolejną historię, dotyczącą tantiem z wykonań, odtworzeń, przeróbek i remixów "Białego misia". Tu trzeba będzie jednak poczekać na prawomocny wyrok, bo dopiero, gdy taki się pojawi, autorzy utworu będą mogli zarejestrować się właśnie jako autorzy w odpowiednich stowarzyszeniach i związkach, które odpowiadają za sprawy finansowe związane z publicznym odtwarzaniem danych utworów. Dziś trudno oceniać o jakie pieniądze może chodzić.

Według mojej wiedzy nikt nigdy żadnych pieniędzy za autorstwo "Białego misia" nie dostał. Nie wiem, na ile się to przekłada na finanse, bo to trudno stwierdzić, natomiast powinny te tantiemy należne im być gromadzone. Przez lata. Były lata 90. przecież, kiedy ten utwór był szalenie popularny, zwłaszcza na scenie disco polo. Jedne z największych odtworzeń - jeśli się spojrzy na YouTube - to dotyczą właśnie tej sceny, tego typu muzyki - mówi RMF FM mecenas Komorowski, zaznaczając, że dopóki autorstwo nie będzie ustalone prawomocnym wyrokiem, nie można nawet złożyć odpowiedniego wniosku, by sprawdzić czy i ile ewentualnie pieniędzy "mógł" zarobić dla swoich autorów "Biały Miś."

Sprawa - jak każda - teoretycznie może trafić jeszcze do drugiej instancji, do sądu apelacyjnego. Zwrot w sprawie autorstwa jest jednak mało prawdopodobny. Chyba, że pojawią się w sprawie jakieś nowe dowody, które nie pojawiły się przed sądem przez 7 ostatnich lat prawnego sporu.