"Już nie jest tak, że codziennie płaczę z powodu śmierci taty, ale na pewno codziennie o nim myślę. Pamiętam i często za nim tęsknię, ale zdecydowanie jestem w stanie żyć normalnie" - mówi w specjalnej rozmowie w RMF FM Antonina Adamowicz, starsza córka Pawła Adamowicza. Dziś piąta rocznica śmierci prezydenta Gdańska. O swoim tacie i wspomnieniach z nim związanych opowiedziała naszemu reporterowi Stanisławowi Pawłowskiemu w pierwszym wywiadzie po śmierci ojca.

REKLAMA

Stanisław Pawłowski: Spotkamy się w Europejskim Centrum Solidarności. To dla Ciebie wyjątkowe miejsce.

Antonina Adamowicz: Zdecydowanie. Pamiętam, jak przychodziłam tu jak jeszcze Europejskie Centrum Solidarności nie było dokończone. Tata zawsze zabierał mnie w miejsca, o których wiedział, że mnie zainteresują, a historia zawsze była moją dużą miłością, szczególnie historia "Solidarności". Pamiętam, jak te wystawy jeszcze nie były dokończone, jak nie było tych pięknych drzew i jak to wszystko było budowane. To miejsce zawsze mi się z nim kojarzy. Kiedy przychodzę zwiedzać wystawę, spędzam wiele godzin myśląc o nim i pamiętając, jak on mnie oprowadzał, jak opowiadał mi o różnych historiach, jak pokazywał zdjęcia, na których był w tle albo obok. To jest miejsce, które zdecydowanie kojarzy mi się z tatą. I myślę, że ma w sobie tego ducha, którego on chciał: żeby historia Gdańska została zapamiętana na świecie.

Jest jakiś punkt wystawy, który najbardziej kojarzy Ci się z tatą?

Chyba sala Jana Pawła II. Głównie dlatego, że jest taką salą zadumy i ma być salą refleksji na koniec tej wystawy. Mój tata, mimo że był bardzo zajętym człowiekiem i bardzo dużo pracował, był bardzo refleksyjny i lubił się tam zatrzymać. Jak już tutaj byliśmy, lubił się tam zatrzymać, pomyśleć chwilę czy też się pomodlić. Myślę, że dla niego to było takie ważne miejsce i kiedy tam jestem, zawsze o nim myślę.

Są jeszcze miejsca, które kojarzą Ci się z tatą albo miejsca, w które lubiliście chodzić razem?

W Gdańsku jest dużo takich miejsc. Całe Stare Miasto. Tam się wychowałam przez pierwsze lata mojego życia, więc bardzo często chodziliśmy na spacery. Oboje lubiliśmy spacerować, to była taka nasza rzecz i robiliśmy to albo na Starym Mieście albo w Jelitkowie, gdzie potem mieszkaliśmy. On po prostu uwielbiał chodzić tam, gdzie są ludzie. I uwielbiał patrzeć na to, jak korzystają z tej infrastruktury, jak się cieszą, że coś zostało zmienione, lubił być zaczepiany na ulicy. Oczywiście nie zawsze, ale to często była fajna okazja, żeby porozmawiać z mieszkańcami. Lubiliśmy chodzić do zoo. To była taka nasza tradycja, że 1 czerwca, w Dzień Dziecka, zawsze tam chodziliśmy. I to zawsze pokazywało mi taką bardziej wesołą naturę mojego taty, kiedy chodziliśmy wśród zwierząt. Cały Gdańsk kojarzył mi się z moim tatą, bo po prostu pamiętam wszystkie inwestycje, nowe drogi, nowe osiedla. Pamiętam, jak mi o tym opowiadał: o tutaj będzie nowa inwestycja, cieszę się, że mieszkańcy będą mogli z tego korzystać, tutaj powstanie basen, dzieciaki będą mogły pływać, więc Gdańsk dla mnie jest jedną wielką wizytówką taty.

Jakim tatą był Paweł Adamowicz?

Bardzo dobrym, chociaż oczywiście nie mam porównania. Ciepłym, co myślę, że nie zdarza się tak często. Potrafił być jak najbardziej uczuciowy, emocjonalny. Potrafił płakać, wzruszać się podczas oglądania filmów, czytał mi bardzo dużo książek, bajek. Bardzo dużo rozmawialiśmy. To był bardzo obecny tata, jak na to, że często fizycznie nie mógł być obecny. Nawet jak go nie było, bo był w delegacji, dużo rozmawialiśmy przez telefon. Spędzaliśmy dużo czasu aktywnie. Robiliśmy coś razem, układaliśmy puzzle, graliśmy w gry, rozmawialiśmy. Mój tata bardzo lubił edukować ludzi. Lubił ze mną prowadzić prowokacyjne rozmowy i jak czegoś nie rozumiałam, nie tłumaczył mi tego od razu, tylko np. dawał mi słownik wyrazów obcych. Wtedy mi się to nie podobało, ale pewnie uczyło mnie wytrwałości.

Mieliście jakieś ulubione tematy rozmów?

Głównie o polityce, potem, jak byłam starsza i o kwestiach społecznych, o różnych akcjach, o wolontariacie, często o filmach i o książkach. Tak naprawdę tata był też bardzo dobrym słuchaczem. Zmarł 5 lat temu. Wtedy miałam 15 lat, więc byłam dzieckiem. To był też inny typ relacji niż ta, jaką teraz moglibyśmy mieć, ale po prostu potrafił słuchać, jak godzinami opowiadałam o serialu, który akurat mi się podoba. Te rozmowy były bardzo naturalne i czułam, że mam w nim oparcie i dobrego przyjaciela.

Czego nauczył cię tata?

Zdecydowanie otwartości i takiej próby akceptacji wszelkich poglądów, nawet bardzo rozbieżnych od moich. Nauczył mnie na pewno pomagania innym. Wciąż to mam. Przykład? Kiedy ktoś prosi o pieniądze, to mówię: nie, może pójdźmy do sklepu, coś kupimy. Nauczył mnie czerpania wartości i dobrych wzorców z różnych kultur na świecie, z różnych miejsc i otwartości. Tego, że tak naprawdę we wszystkim można znaleźć coś dobrego. Nauczył mnie optymizmu. Czasami było ciężko i było to widać, ale potrafił być naprawdę wspierający i uśmiechnięty. Potrafił zarażać dobrym słowem.

Było mu ciężko. W jakim sensie?

Ostatnie lata jego prezydentury to był generalnie naprawdę ciężki czas dla całej naszej rodziny. W TVP prawie codziennie były różne materiały o nim czy o nas. Te materiały zdecydowanie wychodziły poza sferę publiczną i wchodziły w prywatne życie różnych członków mojej rodziny. Mimo wszystko to się odbijało na nim. Widziałam, że źle sypiał. Rano był bardzo zmęczony albo wstawał o piątej nad ranem, bo nie mógł już spać. Ta praca - nawet nie praca, bo bycie prezydentem Gdańska to było coś, co on bardzo kochał - ale to wszystko, ta cała otoczka, którą robiły media publiczne i rząd PiS to było coś, co zdecydowanie wpływało na niego.

Na niego i na was.

Tak na nas też. W roku 2018 wyjechałam na rok za granicę do szkoły na wymianę. Wiedziałam, że w roku wyborczym zainteresowanie mediów nim i nami będzie o wiele większe, więc wolałam być wtedy poza Polską. Mimo wszystko w tym wieku konfrontacja z tym całym światem była dla mnie jeszcze zbyt trudna.

Mówiłaś, że rozmawialiście dużo o polityce. Chciałabyś kiedyś pójść śladami swojego taty?

Studiuję politologię, więc polityka jest moją największą pasją. Czytam, oglądam, słucham jakichś materiałów codziennie. Ale nie wiem. Jestem na drugim roku studiów. Wiem, że będę robiła coś związanego z polityką w moim życiu, ale niekoniecznie to będzie dosłownie bycie politykiem w Sejmie czy w samorządzie.

Mija 5 lat dziś od tych tragicznych, dramatycznych wydarzeń. Jak pamiętasz ten dzień?

W sumie nie za bardzo go pamiętam. Byłam za granicą. To była po prostu jedna wielka niewiedza i oczekiwanie na to, co się stanie, bo nie wiedzieliśmy praktycznie nic. Wiedzieliśmy jakieś tam urywki z mediów, ale też mieliśmy jakieś informacje przekazywane od rodziny, ale oni tak naprawdę nie wiedzieli zbyt wiele. Potem byliśmy w samolocie przez wiele godzin, bo byliśmy wcześniej w Stanach Zjednoczonych. To były najgorsze dni, najtrudniejsze dni mojego życia. Więc wydaje mi się, że moja psychika chyba na razie nie jest w stanie jeszcze tego tak naprawdę do końca ogarnąć.

Jak chciałabyś, żeby ludzie zapamiętali Pawła Adamowicza?

Chciałabym, żeby pamiętali, że był bardzo dobrym prezydentem. Był po prostu mistrzem w tym fachu. Bo to też jest mimo wszystko jakiś zawód, który można się nauczyć wykonywać. I myślę, że przeszedł przez te 20 lat w samorządzie czy nawet więcej niż 20 lat bardzo długą drogę i stał się naprawdę bardzo dobrym prezydentem. Rozumiał, jak działa miasto, rozumiał, jak trzeba wspierać mieszkańców, rozumiał jak wspierać różne ruchy obywatelskie. I chciałabym, żeby głównie ludzie pamiętali, że naprawdę dobrze mu to wychodziło. Chciałabym też, żeby pamiętali, że po prostu był fajnym człowiekiem. Był po prostu miły, życzliwy, radosny i życzył naprawdę wszystkim jak najlepiej. Chciałabym też, żeby był pamiętany, bo mimo wszystko czas robi swoje i nie wiadomo, czy ludzie będą za sto lat pamiętali Pawła Adamowicza. Ale mam nadzieję, że tak. Mam nadzieję, że właśnie te jego dokonania mu to zagwarantują: to miejsce pamięci w mieście czy w Polsce.

Mówi się, że czas robi swoje, a czy czas leczy rany?

Na pewno jest mi o wiele łatwiej teraz niż rok czy dwa lata po śmierci taty. Żal i żałoba to jest coś, co w jakimś sensie trwa całe życie, ale da się do tego przyzwyczaić, nauczyć się z tym żyć. I teraz już nie jest tak, że ja codziennie płaczę z powodu śmierci taty, ale na pewno codziennie o nim myślę. Pamiętam i często za nim tęsknię, ale zdecydowanie jestem w stanie żyć normalnie. Jestem po prostu normalną 20-latką. Mogę żyć spokojnie. Niestety to nie są rzeczy, które przychodzą same. To są lata pracy nad sobą, terapii, bo mimo wszystko to była ogromna trauma i jeszcze publiczna, co nie pomagało temu wszystkiemu.

Czy wyrok zmienił jakoś Twoje uczucia?

Uczucia nie, ale dał mi pewien spokój ducha. Wcześniej, przed wyrokiem, to był czas oczekiwania. Nie wiedziałam do końca, co się stanie. Nie jestem prawnikiem. Nie mam wiedzy, która mogłaby mnie jakoś upewnić w przekonaniu, że ten człowiek nigdy nie wyjdzie z więzienia. Gdyby to nie był wyrok dożywocia, to po prostu czułabym się chyba niebezpiecznie w mieście czy w Polsce. Czułabym, że ktoś, kto tak nienawidził mojego taty, a tym samym myślę całej naszej rodziny, mógłby być na wolności. I to po prostu byłoby straszne. Zdecydowanie dożywocie w jakiś sposób daje mi większe poczucie bezpieczeństwa i taki spokój ducha, że to już za nami. Proces nawet nie trwał wyjątkowo długo, ale samo śledztwo, to chyba były ponad trzy lata.

Jakie emocje Ci towarzyszą, jak widzisz, że tylu ludzi co roku wychodzi na ulicę, by uczcić pamięć taty?

To jest piękne, bo zawsze trochę boję się, że może tych ludzi będzie mniej. Szczególnie, że to styczeń i pogoda nie zachęca do wychodzenia z domu. Ale mimo wszystko zawsze jest ich dużo i to bardzo cieszy. Szczególnie cieszą mnie po prostu znajome twarze, które widzę gdzieś w tłumie albo osoby, które potem spotykam. Na nich najbardziej mi zależy. Na ludziach, którzy znali tatę. I zależy im na tyle, że mimo wszystko co roku przychodzą pod tablicę, w miejsce zabójstwa taty, albo do ECS czy do Bazyliki Mariackiej.