Tragiczne wydarzenia w prywatnej klinice Esculap w Bielsku-Białej wstrząsnęły opinią publiczną. Śmierć młodej kobiety po cesarskim cięciu oraz dramatyczne przeżycia innych pacjentek ujawniły poważne zaniedbania personelu medycznego i brak właściwego nadzoru nad placówką. Kontrole przeprowadzone po tych wydarzeniach wykazały liczne nieprawidłowości, które przez lata pozostawały niezauważone. O sprawie opowiedziano w programie "Uwaga!" TVN.
- W prywatnej klinice Esculap w Bielsku-Białej doszło do śmierci pacjentki po cesarskim cięciu oraz innych poważnych błędów medycznych.
- Kontrole wykazały brak odpowiedniej opieki lekarskiej, niedobory personelu i sprzętu oraz liczne zaniedbania organizacyjne.
- Po ujawnieniu nieprawidłowości klinika została wykreślona z listy podmiotów uprawnionych do świadczenia usług medycznych.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl
Pod koniec maja 2025 roku pani Anna zgłosiła się do prywatnej kliniki Esculap w Bielsku-Białej na zaplanowany zabieg cesarskiego cięcia. Choć na świat przyszedł zdrowy chłopiec, radość rodziny trwała bardzo krótko. Kilkanaście godzin po operacji kobieta zmarła w wyniku powikłań, które - jak wykazało śledztwo - były efektem poważnych błędów w procedurach medycznych.
Prokuratura nie ma wątpliwości: do śmierci pacjentki przyczyniły się zaniedbania dwóch lekarzy - ginekologa oraz anestezjologa, będącego jednocześnie właścicielem kliniki. Kluczowym błędem był brak odpowiedniej obserwacji pacjentki po zabiegu, co jest niezgodne z obowiązującymi standardami opieki medycznej.
CZYTAJ TEŻ: Pacjentka zmarła po cesarskim cięciu. Dwóch lekarzy z zarzutami
Śledztwo dziennikarskie ujawniło, że przypadek pani Anny nie był odosobniony. Do reporterów TVN zgłosiły się kolejne kobiety, które doświadczyły poważnych problemów zdrowotnych po pobycie w tej samej placówce. Pani Izabela, po źle przeprowadzonym znieczuleniu podczas porodu, doznała trwałego uszkodzenia nerwów i straciła władzę w nodze. Od 17 lat zmaga się z bólem i niepełnosprawnością, a lekarze ostrzegają, że wkrótce może przestać chodzić całkowicie.
Kolejna pacjentka, pani Marta, w reportażu TVN opowiedziała o dramatycznym porodzie, podczas którego jej córka urodziła się w stanie krytycznym z powodu zignorowania złych wyników KTG przez lekarza. Była dzieckiem leżącym, nie porozumiewała się z nami, nie jadła samodzielnie, nie połykała. Wymagała opieki 24 godziny na dobę - opowiada pacjentka. Dziewczynka zmarła kilka lat temu.
Po śmierci pani Anny sprawą zainteresowały się odpowiednie instytucje. Narodowy Fundusz Zdrowia, który miał podpisany kontrakt z kliniką na ponad pięć milionów złotych w ciągu dwóch lat, przeprowadził kontrolę dopiero po zawiadomieniu prokuratury. Ujawniono wtedy liczne nieprawidłowości - brakowało sprzętu, a przede wszystkim personelu. W żadnym z 26 losowo wybranych przypadków porodów nie zapewniono opieki lekarza ginekologa, co jest wymagane przez polskie prawo.
Śląski Urząd Wojewódzki w Katowicach również przeprowadził kontrolę, która potwierdziła poważne niedociągnięcia organizacyjne. Po tym, jak właściciel kliniki nie naprawił wykrytych błędów, placówka została wykreślona z listy podmiotów uprawnionych do świadczenia usług medycznych.
Rodziny poszkodowanych kobiet podkreślają, że przez lata nikt nie kontrolował funkcjonowania kliniki, a urzędnicy nie reagowali na sygnały o nieprawidłowościach. Sprawy sądowe wytoczone przez pacjentki zakończyły się ich wygraną, jednak dla wielu z nich konsekwencje błędów medycznych pozostaną na całe życie.
Prokuratura podkreśla, że to właśnie zaniedbania i brak właściwej organizacji pracy w klinice doprowadziły do tragedii. Sprawa ta stała się impulsem do ponownego przyjrzenia się systemowi kontroli prywatnych placówek medycznych w Polsce.