Surowszy wyrok po apelacji
W środę Sąd Apelacyjny w Katowicach ogłosił wyrok, który kończy głośny proces dotyczący tragicznych wydarzeń na plebanii w Kłobucku. Tomasz J. usłyszał wyrok 30 lat pozbawienia wolności za zabójstwo księdza Grzegorza Dymka.
To o 10 lat więcej niż orzekł Sąd Okręgowy w Częstochowie, który w marcu tego roku skazał oskarżonego na 20 lat więzienia.
Spór o zamiar zabójstwa
W trakcie procesu pojawiły się rozbieżności co do motywów działania Tomasza J.
Sąd pierwszej instancji uznał, że sprawca działał z tzw. zamiarem ewentualnym zabójstwa. Innego zdania była prokuratura, która domagała się kary dożywotniego pozbawienia wolności, twierdząc, że oskarżony miał bezpośredni zamiar pozbawienia życia duchownego.
Z kolei obrona przekonywała, że śmierć księdza była tragicznym wypadkiem podczas rozboju.
Uzasadniając dzisiejsze zaostrzenie kary, sędzia Gwidon Jaworski powiedział, że ta, którą wymierzył sąd I instancji, nie odzwierciedlała stopnia społecznej szkodliwości tego przestępstwa.
Tomasz J. zaplanował rozbój, by ukraść znaczną sumę pieniędzy z kolędy, jego sytuacja nie uzasadniała popełnienia takiego przestępstwa.
Nie może być tak, że receptą na niepowodzenia biznesowe jest napadanie na kogokolwiek, ja już nie mówię o zabijaniu – podkreślił.
Przepraszając obecnych na sali rozpraw braci ks. Dymka, sędzia powiedział, że sposób zadania duchownemu śmierci był wyjątkowo drastyczny, a ofiara cierpiała przez kilka minut dusząc się.
Brat zabitego księdza Andrzej Dymek, który był w procesie jednym z oskarżycieli posiłkowych, dziękował sądowi za wyrok, który w jego przekonaniu jest sprawiedliwy.
Uważaliśmy, że poprzedni był trochę za niski, chociaż jako rodzina jesteśmy chrześcijanami, nie ferujemy wyroków, scedowaliśmy to na sąd – powiedział dziennikarzom, ze łzami w oczach.
Podkreślił, że Tomasz J. wyrządził ogromną krzywdę nie tylko całej rodzinie, ale też całej parafii. Jak dodawał, jego brat zmarł śmiercią męczeńską.
Tragiczne wydarzenia na plebanii
Proces Tomasza J. rozpoczął się w grudniu 2025 roku. W swoich wyjaśnieniach oskarżony przyznał, że planował okraść duchownego, ale zaprzeczył, jakoby chciał go zabić.
Proboszcz został zaatakowany, gdy wjechał do garażu. Bronił się i wzywał pomocy, został jednak przewrócony przez sprawcę na podłogę.
Z ustaleń sądu wynika, że podczas napadu skrępował ręce księdza trytytkami, a następnie owinął mu głowę taśmą foliową, zatykając usta i nos.
Sąd Apelacyjny uznał, że ustalenia sądu pierwszej instancji były prawidłowe, jednak wymierzona kara była zbyt łagodna w stosunku do okoliczności sprawy.
Ostatecznie Tomasz J. spędzi za kratami 30 lat. Wyrok jest prawomocny.