Robert Żurakowski nie ukrywa, że jego historia to gotowy scenariusz na film. Cztery lata temu postanowił zostawić wszystko, co znał, i zamieszkać w Bieszczadach. Naprawdę zostawiłem wszystko – mówi.
Wszystko rzuciłem i przyjechałem w Bieszczady bez niczego, praktycznie z reklamówką – wspomina w rozmowie z reporterem RMF FM Pawłem Koniecznym.
Decyzja, która dla wielu mogłaby wydawać się szalona, dla niego okazała się przełomowa. To właśnie tutaj, wśród bieszczadzkich wzgórz i ludzi, odnalazł sens i spokój.
Reżyser, filmowiec, rzeźbiarz, muzyk, podcaster – lista zajęć Roberta Żurakowskiego jest długa. Jednak sam o sobie mówi przede wszystkim: „bieszczadnik – to jest dla mnie najważniejsze”. Choć w Bieszczadach mieszka stosunkowo krótko, czuje się tu jak u siebie. Jego działalność artystyczna i społeczna zyskała uznanie lokalnej społeczności, a on sam stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych twórców regionu.
Dla wielu Bieszczady to przede wszystkim dzikie połoniny, malownicze widoki i niepowtarzalna przyroda. Jednak dla Roberta Żurakowskiego to coś znacznie więcej.
Dla mnie Bieszczady – wszędzie to podkreślam – to nie góry, to nie widoki, to nie piękno przyrody... Bieszczady dla mnie to zupełnie coś innego. To jest w pewnym sensie magia. Magia, która chyba pozwoliła mi na nowo żyć – wyznaje.
Bieszczady to ludzie
Spotkania z mieszkańcami Bieszczadów stały się dla Roberta źródłem inspiracji i siły.
Ludzie, których ja tutaj spotkałem, których po prostu zacząłem poznawać... zacząłem tak naprawdę dzięki tym ludziom chyba odkrywać to, jakie to moje życie było beznadziejne. Tamto życie… – mówi.
Rozmowy z bieszczadnikami, zarówno tymi „z krwi i kości”, jak i nowo przybyłymi, pozwoliły mu spojrzeć na świat z zupełnie innej perspektywy. Każda historia, każda opowieść to dla niego nowe doświadczenie, które zmienia i wzbogaca.
Życie w Bieszczadach przyniosło Robertowi nie tylko radość, ale i trudne chwile. Niedawno, w dniu swoich urodzin, usłyszał diagnozę – poważna choroba nowotworowa.
Nie wiem, ile pożyję, nie wiem, ile jeszcze mi zostało czasu, ile zdążę tego wszystkiego zrobić. Ale jest to dla mnie bardzo ważne, bo zrozumiałem, że w tym dniu tych moich urodzin ja znowu się na nowo urodziłem – przyznaje.
Wsparcie, jakie otrzymał od lokalnej społeczności, okazało się bezcenne. Poczuć taką siłę tych wszystkich tutaj ludzi, że są z tobą, że cię wspierają, wiedząc, jaka moja też i trudna jest sytuacja, to jest najpiękniejsze, co człowieka może spotkać – podkreśla.
„Bieszczadzki Oscar” – nagroda za bycie „stąd”
Wśród licznych wyróżnień, jakie otrzymał, jedno ma dla niego szczególne znaczenie – statuetka Bieszczadzkiego Zakapiora, przyznawana podczas Zlotu Leśnych Ludzi.
To dla mnie największa nagroda, jaką mogłem w życiu dostać. Nawet powiedziałem kiedyś, że gdybym dostał prawdziwego Oscara za jakiś film, nigdy on by nie był dla mnie ważny, jak ta nagroda, którą dostałem właśnie w tym roku – mówi.
To nie tylko docenienie jego pracy, ale przede wszystkim dowód na to, że został zaakceptowany i przyjęty do grona „swoich”.
Jednym z najważniejszych projektów Roberta jest podcast „Lustrzane Odbicie”. To nie są zwykłe wywiady – to szczere, głębokie rozmowy z ludźmi, którzy kochają Bieszczady.
Każdy, z kim rozmawiam... to jest zupełnie inna historia, inny człowiek, inne odczucie i inna wrażliwość – podkreśla.
Podcasty stały się przestrzenią, gdzie nie ma miejsca na pośpiech czy sensację. Liczą się emocje, autentyczność i wzajemne zrozumienie. Nie ma, że ktoś był najważniejszy. Każda rozmowa to jest zupełnie inna historia – mówi.
Magia Bieszczadów – każdy widzi ją inaczej
Robert Żurakowski podkreśla, że magia Bieszczadów jest nieuchwytna i niepowtarzalna. To jest coś, co każdy indywidualnie musi przeżyć, inaczej odebrać. To jest chyba ta prawdziwa magia tych Bieszczadów, którą każdy inaczej czuje – przyznaje.
Jego celem jest nie tylko czerpać z tego miejsca, ale także coś mu dać – zostawić po sobie ślad, który pozwoli innym spojrzeć na Bieszczady z nowej perspektywy.