​Sąd umorzył postępowanie w sprawie podwójnego zabójstwa, do którego doszło w grudniu 2024 r. w Kluczborku (woj. opolskie). Sędzia uznał sprawcę za niepoczytalnego. Rodzina nie kryje oburzenia. O sprawie pisze "Gazeta Wyborcza".

REKLAMA
  • Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na RMF24.pl.

14 grudnia 2024 r. w mieszkaniu przy ulicy Norwida w Kluczborku 36-letni Miłosz T. zadał matce i jej partnerowi kilkadziesiąt ciosów nożem, po czym zgłosił się na policję i przyznał do winy.

Jak wskazał rzecznik prokuratury okręgowej w Opolu Stanisław Bar, mężczyzna w śledztwie opisał cały przebieg zdarzeń.

Jak wynikało z ustaleń, Miłosz T. podczas kłótni z matką Marzanną T. zaatakował ją nożem, zadając kilkadziesiąt ciosów, w szczególności w rejon klatki piersiowej. Następnie wielokrotnie ugodził nożem partnera matki - Jerzego B., który stanął w obronie kobiety - mówił Stanisław Bar, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Opolu.

Sprawca nie pracował, miał być uzależniony od gier komputerowych i pornografii; przyjmował też narkotyki.

Rzecznik opolskiej prokuratury przekazał "Wyborczej", że sąd umorzył sprawę ze względu na to, że biegli stwierdzili niepoczytalność Miłosza T.

Miarodajnym dowodem, w oparciu o który można czynić ustalenia faktyczne, jest wyłącznie opinia wydana przez biegłych powołanych w trybie art. 202 kpk. Tzw. opinia prywatna nie może stanowić w tym zakresie dowodu - tłumaczy Stanisław Bar.

Rodzina: To nie był akt chorobowy

Decyzja sądu spotkała się z ostrym sprzeciwem bliskich ofiar. Rodzina zamordowanej Marzanny T. oraz jej partnera kwestionuje diagnozę biegłych i twierdzi, że sprawca działał z pełną świadomością. Rodzina zwraca uwagę, że mężczyzna miał wcześniej grozić matce i być z nią w konflikcie.

Bliscy przedstawili prywatną opinię psychiatryczną wykonaną przez dr. n. med. Jerzego Pobocha, wieloletniego biegłego psychiatrę, który stwierdził, że zachowanie Miłosza T. nie wykazywało klasycznych objawów schizofrenii paranoidalnej, a jego działania miały charakter drażliwości i wybuchowości, a nie wynikały z urojeń.

"Z ilości, miejsca i siły zadawanych ciosów nożem należy wysnuć wniosek, iż sprawca nie chciał zranić - a zabić. Rany są w okolicy serca, szyi - a więc w miejscach dobrze ukrwionych i zadawane z taką siłą, ze złamaniu uległo kilka żeber" - napisał ekspert.

Bliscy ofiar skierowali sprawę do Rzecznika Praw Obywatelskich. Jednocześnie podkreślają, że to dopiero początek kolejnych działań prawnych, które mają na celu zmianę decyzji sądu.