Rozmawiałem z dowódcą operacyjnym generałem Nowakiem (Dowódcą Operacyjnym Rodzajów Sił Zbrojnych - przyp. red.) i możemy z pełną odpowiedzialnością potwierdzić, że była to rosyjska rakieta Ch-101 (...), czyli rakieta manewrująca, zdolna przenosić nawet głowice jądrowe, która wybuchła przy zderzeniu z ziemią - przekazał Cezary Tomczyk w rozmowie z RMF FM.
Wiceszef MON w TVN 24 dodał, że zazwyczaj Rosjanie atakują dziesięcioma, dwudziestoma rakietami, a w tym przypadku „mówiliśmy łącznie o około 70 rakietach, z czego o 3.00 w nocy 20 rakiet leciało w kierunku Polski” - powiedział Tomczyk.
Te rakiety zostały zestrzelone przez Ukrainę nad Ukrainą - wyjaśnił wiceszef MON.
Lotnik, który śledził tę ostatnią rakietę, której nie udało mu się zestrzelić, 20 sekund przed granicą (z Polską) zawrócił - ujawnił Tomczyk. Ukraiński pilot, jak wyjaśnił Tomczyk, nie mógł wlecieć w polską przestrzeń powietrzną, poza tym - istniało zagrożenie, że zostanie zestrzelony przez polski F-16.
Wojsko Polskie od początku śledziło cały tor zdarzeń, wszystko to, co działo się na Ukrainie. I takie było zadanie, które stało przed żołnierzami, lotnikami, tymi, którzy te rakiety namierzają - mówił Tomczyk, dziękując wszystkim, którzy zabezpieczali tę operację od samego początku.
„Tego typu prowokacje będą się zdarzać”
Tomczyk, pytany o to, czy ta rakieta została przez Rosjan wystrzelona intencjonalnie, odpowiedział, że każda z tych opcji jest możliwa.
My tego nie wiemy i jeżeli się dowiemy, to będą to głównie informacje wywiadowcze. W przypadku dronów, które były zestrzelone przez Wojsko Polskie 10 wrześnie ubiegłego roku, z całą pewnością mogę powiedzieć, że to nie był przypadek. To była prowokacja, intencja, test sojuszu. W tym przypadku pewnie kolejne tygodnie dadzą nam więcej odpowiedzi - podkreślił.
Nie miejmy żadnych złudzeń, tego typu sytuacja albo tego typu prowokacje będą się zdarzać. My jednocześnie musimy wyrabiać odporność społeczną - podkreślił.
O godz. 3.40 wykryto niezidentyfikowany obiekt
Do wtargnięcia pocisku w polską przestrzeń powietrzną doszło w nocy ze środy na czwartek, gdy Rosjanie dokonali kolejnego zmasowanego ataku na Ukrainę, w tym m.in. na Lwów. Do zabezpieczenia polskiej przestrzeni skierowane zostały polskie myśliwce F-16.
„W czwartek o godz. 3.40 w polskiej przestrzeni powietrznej wykryto niezidentyfikowany obiekt. Dla jego rozpoznania i przechwycenia skierowano myśliwiec F-16. O godz. 3.46 obiekt zanikł; prawdopodobne miejsce jego upadku zlokalizowano w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia” - informowało nad ranem Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych.
Prowadząca śledztwo w tej sprawie Prokuratura Okręgowa w Lublinie poinformowała po południu, że najprawdopodobniej była to rakieta o oznaczeniach Ch-101 i zawierała materiał wybuchowy „w znacznej ilości”.